Zastanawiamy się wtedy, czy tożsamość to wyrok? Czy to rzeźba mozolnie wykuwana w twardym granicie codzienności? Czy ból może stać się paliwem dla siły zdolnej przekuć wstyd w godność? Przebudzenie następuje w chwili, gdy zamiast pytać „dlaczego”, zaczynamy szukać odwagi, by wytyczyć własny szlak na mapie nakreślonej przez kogoś innego. W tę uniwersalną narrację o determinacji wpisuje się poruszająca powieść „Bękart” autorstwa Anny Stryjewskiej. Stanowi ona otwarcie przejmującego cyklu „Syn wiatru”, w którym pisarka udowadnia, że literatura obyczajowa może być wnikliwym studium duszy zmagającej się z przeznaczeniem.
Stryjewska zabiera nas na łódzkie Złotno lat 80. To tam dorasta Szymek – chłopiec, którego jedynym błędem jest samo przyjście na świat. Śmierć matki i despotyzm babki budują fundament jego trudnej egzystencji, a jedyny powiew ciepła płynie od wuja Wacka, uwikłanego w tragiczne i zakazane uczucie. Fabuła prowadzi bohatera od pozornego bezpieczeństwa rodzinnego domu aż po surowe korytarze sierocińca przy ulicy Aleksandrowskiej. To droga pełna bolesnych progów. Każda próba ocalenia godności wiąże się tu z wysoką ceną. Mimo bolesnej tematyki książkę chłonie się jednym tchem. Autorka kreśli tę opowieść tak magnetycznie, że ciekawość losów chłopca ostatecznie wygrywa z lękiem o jego przyszłość. To niezwykle cenna umiejętność: pisać o mroku tak, by czytelnik desperacko szukał w nim światła.
Największą wartością tej pozycji jest bezlitosna wiwisekcja psychologiczna. Twórczyni maluje galerię postaci ulepionych z lęków i niespełnionych ambicji. Portret Szymka to analiza dziecka, które pod pancerzem obojętności ukrywa bezmiar wrażliwości. W treści pulsuje motyw dziedziczonego wykluczenia – nieślubne pochodzenie pali tu mocniej niż fizyczny ból. To obraz osamotnienia, w którym pośród betonu i przemocy rodzi się niezłomna wola przetrwania.
Powieściopisarka z niebywałą precyzją wskrzesza ducha epoki, czyniąc z realiów PRL-u namacalnego bohatera zbiorowego. Ukazuje szarość kamienic i społeczną ciasnotę, gdzie brak akceptacji dla inności był normą. Jej styl to mozaika nostalgii i realizmu. Posługuje się frazą pełną emocji, lecz wolną od taniego sentymentalizmu. Tempo akcji buduje napięcie poprzez narastający ciężar zdarzeń, a plastyczny język sprawia, że atmosfera ulic i chłód placówki przenikają pod skórę. Tworzy to trwały pomost między literacką fikcją a żywym doświadczeniem.
Czytając tę książkę, wielokrotnie wstrzymywałam oddech. Razem z Szymkiem czekałam na kolejny cios od losu lub rzadki gest czułości. To nie była zwykła lektura – to była konfrontacja z moimi własnymi odczuciami. Czułam duszność łódzkich kamienic i chłód sierocińca tak wyraźnie, jakby te ściany wyrastały wokół mnie. Każde upokorzenie bohatera rezonowało w mojej wrażliwości. Autorka sprawiła, że przestałam być tylko obserwatorem i stałam się powierniczką bólu tego chłopca. Rzadko zdarza się, by słowo pisane w tak bezpośredni sposób kruszyło mur dystansu, zostawiając czytelnika z sercem, które bije mocniej z każdym rozdziałem.
„Bękart” to uniwersalne świadectwo ludzkiej niezłomności i obowiązkowy przystanek dla każdego, kto szuka w słowie prawdy oraz nadziei rodzącej się w mroku. Tę pozycję polecam szczególnie miłośnikom sag rodzinnych oraz osobom ceniącym autentyczny klimat minionego wieku. Pamiętajcie, że to dopiero otwarcie sagi, co daje obietnicę długiej i głębokiej relacji z bohaterami. Warto dać się porwać tej historii, jeśli cenisz styl sprawiający, że tekst staje się czymś więcej niż tylko zapisaną stroną.
Kończąc tę podróż, z niecierpliwością wyglądam dalszego ciągu. Jestem ogromnie ciekawa, jakimi ścieżkami Anna Stryjewska poprowadzi Szymka w kolejnych tomach. Zastanawiam się, czy wiatr, który dotąd wiał mu w oczy, wreszcie zacznie sprzyjać jego żaglom.
[Zakup własny].









