sobota, 8 grudnia 2018

Każdy przed czymś ucieka.


Życie to bardzo trudny przeciwnik, z którym każdy z nas zmuszony jest toczyć nierówną walkę każdego dnia od nowa i bez końca. Abyśmy mogli zaznać odrobiny szczęścia, musimy bardzo mocno się starać, tak naprawdę nigdy nie mając pewności wygranej, bowiem jeden nagły cios od losu, może odebrać nam nie tylko poczucie szczęścia, ale również stabilizacji, pewności siebie, bezpieczeństwa. W takich chwilach często jedynym, czego pragniemy, to ucieczka przed przytłaczającą nas rzeczywistością i zaszycie się gdzieś, gdzie będziemy mogli odpocząć i być może spojrzeć na swoje problemy z dystansem.

Zapewne wielu z nas w takich chwilach ma wrażenie, że jest jedyną osobą, która ma w życiu tak bardzo pod górkę, a inni na pewno mają o wiele lepiej. Moi drodzy nic bardziej mylnego. Za chwilę za sprawą książki Magdaleny KubasiewiczJesienny Bluszcz”, przedstawię Wam historię kobiet takich, jak my wszyscy, których życie nie rozpieszcza, choć na pierwszy rzut oka w przypadku niektórych z nich, tak właśnie mogłoby się wydawać.

Poznajcie Kaśkę, Wiolę, Karinę i Annę, bohaterki życiowej, słodko – gorzkiej powieści o kobietach dla kobiet. Każda z nich jest zupełnie różna, niczym ogień i woda, ale jest coś, co je łączy. Każda z nich przed czymś ucieka.

Kaśka jest żywiołową dwudziestosiedmioletnią, której postępowanie i zachowanie zupełnie nie potwierdza jej dorosłości. W momencie, kiedy my czytelnicy poznajemy jej postać, dziewczyna niesiona swym temperamentem spektakularnie kończy związek ze swoim szefem. Jak się okazuje już byłym szefem, ponieważ konsekwencją rozstania jest również utrata pracy i dachu nad głową. Przyznacie, że sytuacja nie wygląda kolorowo. Niestety, jak to w życiu bywa, nieszczęścia chodzą parami. Niespodziewanie do Kaśki odzywa się przyjaciółka, z którą od ponad roku nie miała kontaktu – Wiolka. Zrozpaczona kobieta padła ofiarą przemocy domowej. Kiedy uciekła od swojego oprawcy, to właśnie Kaśka jest jedyną osobą, do której mogła zwrócić się z prośbą o pomoc. Kaśka potrzebuje odciąć się od wszelkich problemów, dlatego z entuzjazmem przyjmuje zaproszenie swojej przyjaciółki Anny na wieś do Bluszczowego Dworku. Ma nadzieje, że zarówno jej, jak i wystraszonej, zamkniętej w sobie Wiolce pobyt z dala od gwaru wielkich miast „na odludziu” dobrze zrobi.
Anna jest przybraną córką Elżbiety i Marka Bluszczów. Właściciel dworku po śmierci żony stał się zupełnie innym człowiekiem. Z racji problemów zdrowotnych Anna, choć mieszka w Krakowie podjęła się opieki nad Markiem. Wkrótce do gości i mieszkańców dworku dołącza Karina Bluszcz, synowa Marka, Kobieta jest zdradzoną żoną i matką trójki dzieci. Nie bez powodu zaczęłam przedstawiać Wam jej osobę od informacji o zdradzie, bowiem, to właśnie zdrada, której dopuścił się mąż Kariny – Marek, mimo że małżeństwo przetrwało, każdego dnia odciska swoje piętno na życiu Bluszczów. Kobieta żyje w przekonaniu, że mąż został z nią tylko ze względu na niespodziewaną ciążę, w którą zaszła w tym samym czasie.
Karina Bluszcz to osoba, której nazwisko doskonale odzwierciedla jej charakter i osobowość. Kobieta całe swoje życie poświęca na wychowanie i edukację dzieci. Jednak ewidentnie widać, że jest niczym bluszcz, który oplata swoich bliskich, Wymaga od siebie, ale i od swoich latorośli. Niestety, wyraźnie dostrzegamy, że życie wymknęło jej się spod kontroli, którą tak bardzo sobie ceni. Zatruwa życie nie tylko sobie, ale także swoim bliskim.

„Jesteś jak bluszcz, powiedziała jej kiedyś podpita Anna, i Karina obraziła się o to na dwa tygodnie. Potrzebujesz opleść coś i nie umiesz sama przyjąć żadnego kształtu. Sploty bluszczu nie poradzą sobie bez podpory, a mogą ją zadusić…”

Przyznaję, że ta bohaterka nie wzbudziła mojej sympatii. Wzbudzała moją złość i irytację. Były momenty, że miałam nieodpartą ochotę potrząsnąć nią i krzyknąć „Kobieto ogarnij się! Czy nie widzisz, że sama niszczysz wszystko, na czym ci zależy i ranisz tych, których kochasz?”.

„Jesienny bluszcz” to bardzo realistyczna historia, w której każdy z nas może znaleźć pierwiastek własnego życia. Jak widzicie, autorka porusza na kartach powieści bardzo poważne tematy takie, jak problemy damsko-męskie, życie w związku po zdradzie, przemoc domową, czy problemy wychowawcze.

Dzięki temu, że zarówno wszystkie bohaterki, jak i ich perypetie są możliwe do zaistnienia także w naszym realnym życiu, dziewczyny szybko stają nam się bardzo bliskie i zastanawiamy się, jak my same zachowałybyśmy się w podobnym położeniu. Wszystko to sprawia, że podczas lektury książki czytelnikowi towarzyszy wiele emocji. Wzruszamy się, chwilami czujemy złość, ale nie brakuje także uśmiechu i radości.

Autorka uświadamia nam, że czasami potrzebujemy po prostu odpuścić, aby dostrzec wyjście z sytuacji pozornie bez wyjścia, a jeśli mamy obok siebie osoby, które dobrze nam życzą i ofiarują pomocną dłoń, wówczas na pewno uda nam się zacząć nowe, lepsze życie, wszak na zmiany nigdy nie jest za późno.

Jeśli lubicie ciekawe książki, przy których możecie zapomnieć o wszystkim, co Was otacza, a jedynie oddać się relaksującej lekturze o czymś ważnym, to „Jesienny Bluszcz” sprawdzi się w tej roli idealnie. Lekki i swobodny styl pisania autorki sprawi, że książkę przeczytacie w mgnieniu oka. Na pewno nie jest to książka, której przeczytanie zmieni coś w waszym życiu, czy też pozostawi po sobie w Was trwały ślad, ale z pewnością  będziecie ją miło wspominać.

Recenzja powstałą we współpracy z wydawnictwem Replika, za co bardzo dziękuję.


wtorek, 4 grudnia 2018

Ty i ja, najmniejsze państwo świata.

To prawda. Życie to jedna wielka niespodzianka. Otwierasz własne pudełko życia i wyciągasz z niego różne chwile, te dobre i te złe, i nigdy nie wiesz, co znajduje się na samym dnie. Każdy kolejny dzień jak zagadka, którą należy rozwiązać.
Ten cytat pochodzący z książki Anny DąbrowskiejJedna chwila, z której recenzją dziś do Was przychodzę, doskonale odzwierciedla życie głównej bohaterki powieści - Emilii.

Emi jest młodą, atrakcyjną kobietą, która niestety ze swojego pudełka życia częściej wyciąga chwile złe. Te dobre są rzadkością. Co prawda w momencie, kiedy my czytelnicy zaczynamy towarzyszyć dziewczynie w jej codzienności, w pierwszej chwili odnosimy wrażenie, że za kilka tygodni spełni się największe marzenie prawie każdej kobiety, bowiem nasza bohaterka jest w trakcie przygotowań do własnego ślubu. Jednak już za chwilę, orientujemy się, że dla niej samej, nie jest to wcale taki wspaniały czas. Oczywiście nie zdradzę Wam, dlaczego, ale Emilia musi znaleźć w sobie odwagę i zdecydować, czy naprawdę chce tego małżeństwa.

W tym samym czasie kobieta wyjeżdża w podróż służbową, na której wspólnie z kolegą z pracy ma zaprezentować wynalazek, nad którym cały zespół długo i ciężko pracował. Jednak los i tym razem sprawia jej niemiłą niespodziankę, ponieważ już na lotnisku dowiaduje się, że jest to jej ostatnia misja, gdyż firma przestaje istnieć. Załamana kobieta musi lecieć sama do Londynu, co nie jest takie proste, ze względu na to, że zwyczajnie boi się latać. Na szczęście pomocną dłoń w trakcie lotu podaje jej tajemniczy mężczyzna, który od pierwszej chwili budzi w Emilii takie uczucia i emocje, jakich nigdy przez cały związek z Anatolem nie poczuła.
Matt proponuje Emilii niecodzienny, ale intrygujący układ, który będzie wymagał od niej odwagi i podjęcia ryzyka. Sprzeczne emocje toczą zaciekłą walkę w jej sercu. Jeśli chcecie przekonać się, co weźmie górę w starciu serca z rozumem, koniecznie sięgnijcie po książkę. Ja Wam niczego nie zdradzę. Powiem tylko, że nie zawsze będzie tak jak w bajce, że kopciuszek spotkał księcia i żyli długo i szczęśliwie, bowiem książę skrywa wiele tajemnic i Emilia będzie musiała znaleźć w sobie wiele siły, aby udźwignąć prawdę, a w swoim życiu z Anatolem również czeka ją ciężka przeprawa.

Jedna chwila” to napisana lekko i przyjemnie historia z bardzo autentycznie wykreowanymi bohaterami, którą czyta się z dużą ciekawością i w mgnieniu oka. Swobodny styl autorki sprawia, że przy lekturze tej powieści można się zrelaksować i przyjemnie spędzić czas w długie jesienne wieczory. Autentyczność postaci, o której wcześniej wspominałam, sprawia, że stają się oni nam bardzo bliscy, ale jednocześnie, jak było w moim przypadku, wzbudzają różne emocje.
Pozwólcie, że spróbuję pokrótce przybliżyć Wam ich portrety.

Zacznijmy, więc od Emilii, Jest to osoba, która jeszcze przed związkiem z Anatolem przeżyła wielką traumę, która zostawiła w niej swój ślad do dzisiaj. Zdarzenia, o których chciałaby na zawsze zapomnieć i wymazać je z pamięci odebrały jej wiarę i pewność siebie. Anatol miał być przyjacielem, który pozwoli jej odnaleźć utracony spokój, jednak sprawy zabrnęły za daleko i teraz jest ostatni moment na to, aby się wycofać.

Anatol to wyrachowany i pozbawiony uczuć wyższych facet, który nigdy nie powinien nazywać się mężczyzną. Dla niego liczą się tylko pieniądze, a kobietę sprowadza do roli marionetki, którą steruje i manipuluje według własnego uznania. Doskonale poznał słabości narzeczonej i wspólnie z matką, chce ją sobie podporządkować.

Matt to pewny siebie ujmujący mężczyzna, któremu nie oprze się żadna kobieta. Czarujący książę z bajki, przy którym Emilii miękną kolana i galopuje serce. Od pierwszej chwili mężczyzna emanuje aurą tajemniczości. To on chce dać Emilii szczęście, na które zasługuje i do którego ma prawo Chce jej pokazać, że jeśli tylko zaryzykuje ona i on mogą wspólnie zbudować najmniejsze państwo świata. Jak się przekonacie w trakcie lektury, pewność siebie Matta, jest tylko pozorna, ponieważ kiedy odkryje swoje skrzętnie skrywane tajemnice, przekonacie się, że jego, życie naprawdę nie jest łatwe, a on sam cierpi.

Nie możemy również zapomnieć o nie wspomnianej do tej pory przyjaciółce Emilii – Agnieszce. Jest to przykład przyjaciółki na dobre i na złe. Kiedy trzeba, pomoże i pocieszy Emilię, ale nie boi się też powiedzieć jej gorzkiej prawdy prosto w oczy. To taki anioł, który ciągnie naszą bohaterkę ku górze, kiedy ta upada, a jej cały świat legnie w gruzach.

Reasumując, gorąco polecam Wam najnowszą książkę Anny Dąbrowskiej. Autorce udało się połączyć lekkość pióra i poważne tematy, o których czytamy  na kartach powieści. Mamy tu bowiem poruszony problem przemocy, toksycznego związku, podnoszenia się z kolan, kiedy życie zwali nas z nóg, trudne wybory i decyzje.

Autorka zostawia dla swoich czytelniczek przesłanie, by czasem zaryzykować i odważyć się żyć chwilą, tu i teraz, bowiem kolejny dzień to już zagadka i nigdy nie wiadomo, co ze sobą przyniesie.

„Jedna chwila”, to pierwsza część trylogii. Ja już nie mogę się doczekać, kiedy sięgnę po jej kontynuację, tym bardziej że takiego zakończenia się nie spodziewałam.

Napiszcie mi, proszę w komentarzach, czy Wy potraficie żyć chwilą i stawiać wszystko na jedną kartę podejmując ryzyko, czy raczej żyjecie bardziej zachowawczo i ostrożnie?

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Lira, za co bardzo dziękuję.


środa, 28 listopada 2018

Pseudo idealna mama.

Kochane mamy, zapewne każda z Was pragnie, aby Wasze dziecko miało wszystko, co najlepsze. Wysyłacie swoje córki i synów na zajęcia dodatkowe, inwestujecie w ich wykształcenie i rozwój. Chcecie, aby wszystko, czego wasza latorośl nauczy się w dzieciństwie, każdy talent, który w sobie rozwinie, zaowocował lepszym startem w jego samodzielne życie. Oczywiście jest to naturalne, jednak teraz chciałabym, abyście przez chwilę zastanowiły się, czy aby na pewno robicie to z myślą o dobru waszego dziecka. Czy jesteście pewne, że te wszystkie zajęcia pozalekcyjne, na które uczęszcza wasz Grześ, Krzyś, czy Ania są tym, co naprawdę sprawia Waszemu dziecku radość? Pytam o to nie bez powodu, bowiem, być może jest tak, że wasze dziecko ma spełnić wasze marzenia, ambicje i plany, których Wam z jakiegoś powodu spełnić się nie udało. Być może, choć nie zdajecie sobie z tego sprawy, właśnie dlatego zapisaliście swoje dziecko na kółko teatralne, lekcje śpiewu, gry na instrumencie, czy lekcje tańca. Przemyślcie to, proszę, ponieważ dziś za sprawą książki Ewy Bauer pt. „Ucieczka przed życiem” chcę pokazać Wam, jak bardzo krzywdzące dla samego dziecka, jak również dla Waszych wspólnych relacji może okazać się takie postępowanie.

Wanda Krzepczyńska jest osobą, do której wszyscy wokół czują respekt i strach. Kobieta czuje się lepsza od innych i w przekonaniu wyższości nad ludźmi o niższym statusie społecznym wychowuje swoją siedmioletnia córkę Cecylię. Kobieta uważa się za matkę idealną, ale niestety, ku jej wielkiemu rozczarowaniu w jej mniemaniu nie udało jej się urodzić idealnego dziecka. Jako że dziewczynka była długo wyczekiwanym dzieckiem Krzepczyńskich, teraz matka chce dać jej wszystko, co najlepsze inwestując w jej naukę i rozwój. Niestety Cecylia, choć bardzo się stara, nigdy nie jest w oczach matki tak dobra, by zasłużyć na jej pochwałę.
W momencie, kiedy nasza mała bohaterka idzie pierwszy raz do szkoły, poznaje zupełnie inne środowisko, w którym czuje się obco, ponieważ zauważa, jak bardzo różni się od pozostałych dzieci. Koledzy i koleżanki w klasie traktują ją jak dziwoląga. Jedyną osobą, która zaprzyjaźnia się z dziewczynką, jest Bożenka, jednak według Wandy, jej córka nie może przyjaźnić się z taką dziewuchą, jak mówi o dziewczynce. Czy przyjaźń dziewczynek przetrwa? Czy akceptacja i otwartość jedynej przyjaciółki pomoże Cecylii pozbyć się lęku, którym naznaczone jest jej życie? Sprawdźcie sami.

Każde dziecko potrzebuje czuć się kochanym i cenionym przez rodziców i dlatego zrobi wszystko, aby choć przez chwile poczuć, że mama czy tata są z niego dumni. Podobnie działo się w życiu Cecylii. Dziecko wielokrotnie mimo strachu i ogarniającej je paniki przełamywało się i robiło wszystko, byle tylko mama była zadowolona. Tej jednak ciągle źle i ciągle zbyt mało. W rezultacie dziewczynka każdego dnia spędza swoje dzieciństwo w poczuciu, że znowu zawiodła oczekiwania matki i rozczarowała ją. Jedynym azylem od codziennego życia pełnego oczekiwań, zakazów i nakazów jest wyimaginowany świat, który stworzyła sobie Cecylia, by móc odciąć się od wszystkiego, kiedy jest naprawdę ciężko.

Wanda to typowa matka, która cierpi na przerost ambicji, którymi obarcza córkę. Dla niej najważniejsze jest, co pomyślą i powiedzą o niej i jej rodzinie inni ludzie. Chce, aby wszyscy podziwiali ją i darzyli szacunkiem, choć sama nie szanuje nikogo. A co najgorsze nie szanuje pragnień i potrzeb własnej córki. Zależy jej tylko na tym, by dziewczynka osiągała sukcesy, a ona sama świeciła ich blaskiem w oczach lokalnej społeczności. Winą za wszelkie zło, które się dzieje, obwinia wszystkich, a w głównej mierze samą dziewczynkę, lecz nigdy nie dopatruje się jej w samej sobie.

Zachęcam Was, żebyście sięgnęli po „Ucieczkę przed życiem” i przekonali się, do czego może doprowadzić tak toksyczna relacja matki i dziecka.

Historia opisana na kartach niniejszej książki bardzo mocno daje do myślenia i na długo po jej przeczytaniu oddajemy się refleksji. Autorka chce uświadomić matkom, że dziecko nie może być bezwolną marionetką w rękach rodzica, którą rodzic steruje według własnych wizji i oczekiwań. Każde dziecko ma prawo do szczęśliwego dzieciństwa, własnych wyborów, spełnienia pragnień i marzeń. Dajmy dziecku szanse na to, aby mogło cieszyć się spokojnym, szczęśliwym dzieciństwem. Istotą bycia dobrą matką bowiem na pewno nie jest zapewnienia dziecku jak najlepszych standardów życia, a bezwarunkowa miłość, akceptacja i szacunek.

„Ucieczka przed życiem” to bardzo życiowa i mądra książka poruszająca problem źle pojętego dobra dziecka, choroby, śmierci, niepełnosprawności, akceptacji odmienności drugiego człowieka.

Mam nadzieję, że sięgniecie po tę książkę, bo uwierzcie mi, jest to powieść ponadczasowa, a wydarzenia w niej opisane niestety dzieją się także w dzisiejszym świecie. Lekki styl pisania autorki i bardzo przystępny język, którym się posługuje, sprawi, że książkę przeczytacie w jeden, góra dwa wieczory, ale zapewniam Was, że długo o niej nie zapomnicie. Było to moje pierwsze spotkanie z twórczością Pani Ewy, ale wiem, że z pewnością nie ostatnie.

Na zakończenie chciałabym prosić Was, abyście napisali w komentarzach, jak Wy sami podchodzicie do spełniania Waszych oczekiwań przez Wasze dzieci? Czy jesteście wobec nich bardzo wymagający? Czy wysyłacie je na zajęcia pozalekcyjne, licząc na ich sukcesy, a jeśli tak, to, czy rozmawiacie z nimi o tym, czy owe zajęcia sprawiają im radość i przyjemność i czy na pewno chcą w nich uczestniczyć?

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Szara godzina, za co bardzo dziękuję.



piątek, 23 listopada 2018

Na kogo można liczyć, kiedy życie wymyka nam się z rąk?

Moi kochani dziś chciałabym zachęcić Was, abyście wspólnie ze mną wybrali się w odwiedziny do czterech przyjaciółek z bloku na ulicy Kwiatowej. Malwina, Liliana, Wioletta i Różą są bohaterkami cyklu „Rok na Kwiatowej” autorstwa Karoliny Wilczyńskiej. Dziś będą to już drugie odwiedziny, ponieważ przychodzę do Was z recenzją drugiego tomu wspomnianego cyklu pt. „Zamarznięte serca”. Jeśli jesteście ciekawi, moich odczuć po lekturze pierwszego tomu „Wędrowne ptaki”, a jeszcze nie mieliście okazji przeczytać mojej recenzji, zachęcam do nadrobienia zaległości.

Zapewne zgodzicie się ze mną, że zmiany są nieodzowną i nieuniknioną częścią życia każdego z nas. Nic w życiu nie trwa wiecznie, dlatego też zmienność tego, co szykuje dla nas los, jest tak naturalna, jak zmiany następujących po sobie pór roku. Mając to na uwadze, byłam naprawdę ciekawa, co tym razem autorka przygotowała dla swoich bohaterek. I rzeczywiście zmiany te widać. Dzieje się dużo. Tak, jak pierwsza część w znacznej mierze poświęcona została Malwinie, tak teraz naszą uwagę kierujemy ku Lilianie. Charakteryzując jej osobę w poprzedniej recenzji, pisałam, że jest to pewna siebie kobieta sukcesu, która wie, czego chce i sama dla siebie jest panią, której osobowości i stylu życia mogłoby pozazdrościć wiele kobiet.

Jak się przekonacie, sięgając po „Zamarznięte serca” od czasu pierwszego spotkania czytelnika z tą bohaterką w jej życiu zaszły bardzo duże zmiany. I o ile zmian nie należy się obawiać i trzeba być na nie otwartym, to jednak w przypadku Liliany niestety nie są to zmiany na lepsze. W jej uporządkowanej dotychczas codzienności zapanował chaos, a tak bardzo ceniony przez kobietę spokój odszedł w zapomnienie. A wszystko przez podrzuconą Lilianie nastoletnią kuzynkę – Agnieszkę, którą rodzice porzucili niczym jaskółka swoje niechciane pisklę.

Nastolatka sprawia problemy wychowawcze. Nie tylko nie dogaduje się z ciotką, ale również ma duże problemy w szkole. I zdawać by się mogło, że to przecież w dzisiejszym świecie nic nadzwyczajnego, bo który nastolatek nie jest krnąbrny i nie prowadzi odwiecznej walki i próby sił z dorosłymi, jednakże już wkrótce na jaw wychodzą fakty, które mogą być usprawiedliwieniem dla karygodnych zachowań dziewczyny.

Nie chcę zdradzać zbyt wiele, ale na światło dzienne wychodzą traumatyczne przeżycia Agnieszki, z którymi do tej pory musiała radzić sobie sama. Co więcej, najmroczniejszy sekret, którym podzieli się ze swoją krewną, obudzi także uśpione demony przeszłości samej Liliany, przed którymi uciekała przez wiele lat. Życie zmusi ją do konfrontacji oraz podjęcia trudnych decyzji?

Kobieta doskonale zdaje sobie sprawę, że tylko ona może pomóc Agnieszce, ale żeby móc to zrobić najpierw musi znaleźć siłę i odwagę, aby pomóc sobie. Czy jej się to uda? Czy pomoże kuzynce? Czy dziewczyny znajdą ze sobą wspólny język?

Tyle ważnych pytań, bez odpowiedzi, ale nie martwcie się, bo choć ja Wam na te pytania nie odpowiem, to odpowiedzi na nie czekają na Was w książce.

Wszyscy doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że kiedy doświadczamy jakiś trudnych przeżyć, które wstrząsają nami emocjonalnie, często pod ich wpływem nie jesteśmy w stanie spojrzeć na to, co nas spotyka na trzeźwo, chłodnym okiem i z dystansem, co może generować zbyt pochopne i krzywdzące innych wnioski, a co za tym idzie również decyzje. Dlatego w takich sytuacjach nieoceniona jest dobra rada i wsparcie osób nam bliskich, ale nie zaangażowanych bezpośrednio w zaistniałą sytuację, by to one właśnie mogły spojrzeć z boku na to, co nas spotkało.
Na szczęście Liliana ma u swojego boku przyjaciółki z „Kapciowego klubu”, na które zawsze może liczyć.

Podobnie jak było to w pierwszej części, cała historia podzielona jest na cztery części zatytułowane imionami każdej z kobiet. W pierwszej części Liliana opowiada nam o swojej sytuacji, a w pozostałych trzech jej przyjaciółki odnoszą się do tego, czego się od niej dowiedziały i próbują ją wesprzeć i pomóc jej, a jednocześnie czytelnik dowiaduje się co myślą o tym, co spotkało Lilianę.

Nie znaczy to jednak, że nie dowiemy się niczego nowego o pozostałych kobietach. Wręcz przeciwnie, autorka sygnalizuje nam również zmiany w życiu każdej z nich. Jak możemy się domyślać, kolejne części poświęcone będą Róży i Wiolett-cie. Przyznaję, że już teraz jestem ciekawa dalszych części cyklu, bo wszystko wskazuje na to, że ich perypetie zaskoczą nie tylko je same, ale przede wszystkim nas czytelników.

Cykl Rok na Kwiatowej jest moim pierwszym spotkaniem z twórczością Karoliny Wilczyńskiej i przyznaję, że ujęła mnie ona lekkością stylu pisania. Narracja w pierwszej osobie, w której bohaterki zwracają się bezpośrednio do czytelnika, sprawia, że czujemy się niemal jak na babskich pogaduchach z każdą z nich.

Jeśli szukacie książki, którą czyta się lekko i przyjemnie, a której bohaterki są takie jak my same, prawdziwe, nie pozbawione wad, lęków i obaw, a jednocześnie pragnące szczęścia i spokoju to dobrze trafiliście. Niech jednak nie zmyli Was lekkość pióra Pani Karoliny, bowiem lekko nie wyklucza poważnej, poruszającej i dającej do myślenia tematyki. A zapewniam Was, że tej tu nie zabraknie.
Ja ze swojej strony gorąco zachęcam Was do lektury. Sama już niebawem zabieram się za czytanie trzeciej części.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Czwarta strona, za co bardzo dziękuję.



wtorek, 20 listopada 2018

Kocie wyzwania i nominacje. 📙


Kochani, abyście mogli trochę odpocząć od recenzji na moim blogu, a jednocześnie dowiedzieli się czegoś nowego o moich preferencjach i nawykach czytelniczych, dziś przychodzę do Was z odpowiedzią na tag książkowy, do którego już dość dawno temu nominowała mnie Kasia z bloga Koniecznie biblioteczne. Kasiu, bardzo dziękuję za nominację. 😊 

Jako że od czasu ostatniego TAGU, który ukazał się na moim blogu, Kocie czytanie zyskało wielu nowych obserwatorów, gości i sympatyków, za co serdecznie dziękuję, 💕 myślę, że tag ten pozwoli Wam dowiedzieć się czegoś ciekawego o czytającym kotku. 🙀 

W takim razie już bez zbędnego przedłużania zaczynamy.

1. Książka twojego życia?

Przyznam szczerze, że nie potrafię wybrać jednej książki, którą mogłabym określić mianem książki życia. Dla mnie takich książek jest wiele, gdyż, tak wyjątkowe wyróżnienie przyznaję tym z nich, których lektura zapadła mi głęboko w sercu, dała do myślenia oraz wniosła cenne wartości do mojego życia. Jako człowiekowi i psychologowi mocno leżą mi na sercu problemy drugiego człowieka dlatego wyjątkowe są dla mnie te książki, które poruszają codzienne, życiowe problemy, jakie mogą dotknąć każdego z nas.

Korzystając z okazji, chciałabym polecić Wam moi kochani trzy takie właśnie książki. (o każdej z tych książek pisałam na blogu, więc nie będę rozpisywać się tutaj) Powiem tylko, że są to tytuły, które zdecydowanie zaliczam do książek mojego życia.





2. Ile książek na raz potrafisz czytać?

Prawda jest taka, że nigdy nie sprawdzałam, ile książek byłabym w stanie przeczytać jednocześnie, a to dlatego, że nie sądzę, by czytanie wielu książek naraz przyniosło mi przyjemność z czytania. Na ten moment, nie czytam więcej niż dwie książki jednocześnie, ale być może kiedyś pokuszę się o to, by to sprawdzić. 😊 

3. Czy uznajesz tylko papierowe książki?

Należę do osób, które wyznają zasadę, że nie ważna jest forma przekazu, a sama treść książki, dlatego czytam zarówno książki papierowe, jak i te wydane w formie elektronicznej. Jak pisałam w odpowiedzi na poprzednie pytanie, zawsze staram się czytać dwie książki jednocześnie. Zazwyczaj wygląda to tak, że w ciągu dnia czytam książkę papierową, a wieczorem, aby nie włączać światła i nie budzić narzeczonego, czytam e-booka i cieszę się funkcja podświetlenia ekranu w moim czytniku.
Żałuję, że w moim przypadku nie sprawdzają się audiobooki. Niestety nie potrafię się skupić i najczęściej podczas słuchania bardzo szybko zasypiam. 😊 

4. Książek  jakiego autora nigdy nie przeczytasz?

Zdecydowanie nie potrafię wskazać takiego autora, bo jak już nie raz nauczyło mnie życie, „nigdy nie należy mówić nigdy". Jedyne, co mogę powiedzieć, to to, że na ten moment nie czytam fantastyki i właśnie po książki z tego gatunku nie sięgam. Nie znaczy to, jednak, że kiedyś to się nie zmieni. Kto wie, czas pokaże.

5. Na czyje dzieła zawsze czekasz?

Pozwolę sobie podzielić moich ulubionych autorów na 2 grupy.

Autorzy z rodzimego rynku wydawniczego: Krystyna Mirek, Natasza Socha, Sylwia Trojanowska, Adrianna Rak, Agnieszka Rusin, Anna Dąbrowska, Agata Czykierda- Grabowska, Wanda Szymanowska, Małgorzata Mikos, Agata Przybyłek, Magdalena Majcher. 😊 

Twórcy zagraniczni: Rachell Abbott, Jodi Picoult, Cathy Glass, Casey Watson, Harlan Cobena,  Colleen Hoover, Mia Sheridan. 

Jestem pewna, że o kimś zapomniałam. :).

6, Czy jeździsz na targi/ konwenty i inne imprezy o tematyce książkowej?

Niestety z przyczyn ode mnie niezależnych, nie mam możliwości uczestnictwa w tego typu inicjatywach. Nie ukrywam, że żałuję, dlatego zawsze z ogromną ciekawością czekam na relacje koleżanek i kolegów blogerów, które umieszczają oni na swoich blogach.

7.Czy potrafisz nie kończyć książek, czy raczej męczysz się do końca?

Owszem zdarza mi się nie dokończyć lektury książki. Jednak dzieje się tak niezwykle rzadko, gdyż zawsze w nawet słabej książce staram się dostrzec pozytywy i plusy, doceniając wysiłek, pracę i trud, jaki autor włożył w jej napisanie.

8. Jaka jest twoja ulubiona objętość książki?

To trudne pytanie, ponieważ bywają momenty, że mając w rękach książkowego grubaska, myślę sobie „o rany, kiedy ja to przeczytam”?, po czym zaczynam czytać i fabuła wciąga mnie tak bardzo, że nie zdążę się zorientować i już jest koniec. Zdarza się również, że mimo tego, iż książka nie liczy sobie zbyt wielu stron, to niestety jest tak nużąca, że bardzo długo zajmuje mi jej przeczytanie. Tak naprawdę więc większe znaczenie od ilości stron ma to, czy autor potrafi wciągnąć mnie w opisywaną w swojej książce historię tak, abym nie mogła się od niej oderwać.

9. Gdzie najlepiej ci się czyta?

Chciałabym napisać, że wszędzie, bo naprawdę, zazdroszczę tym osobom, które nie potrzebują specjalnych warunków do tego, aby oddać się przyjemności czytania i czytają w autobusie, czy w kolejce do lekarza. Ja niestety tak nie potrafię. Żeby móc zatopić się w lekturze potrzebuję ciszy i spokoju. Co więcej, nie potrafię czytać nawet w łóżku, bo ilekroć próbuję, po przeczytaniu zaledwie kilku stron oczy same mi się zamykają i nie wiadomo kiedy zasypiam nad książką. 
Moim idealnym miejscem do czytania jest fotel w moim pokoju. Zaopatrzona w kocyk i kubek gorącej kawy lub herbaty z książką w ręku czuję się jak w moim prywatnym skrawku raju. :)

10. Poleć kilka blogów. 

Polecam Wam wszystkie blogi znajdujące się na mojej blogowej liście obserwowanych blogów. 😊 
Do odpowiedzi na ten tag zachęcam serdecznie każdego. Czekam również na Wasze odpowiedzi w komentarzach.

Mam nadzieję, że dotrwaliście do końca, a moje odpowiedzi okazały się dla Was ciekawe. 
Napiszcie, proszę, czy któraś z moich odpowiedzi pokrywa się z tą, jakiej Wy sami byście udzielili?