środa, 5 października 2022

"Znajda" Katarzyna Kielecka./ Fragment powieści.




Z
apewne duża część osób, które kochają czytać książki, choć raz trafiła na taką, o której moglibyśmy mówić bez końca. Robimy wszystko, aby przekonać innych, że jest ona wspaniała i naprawdę warto ją przeczytać, a jednak ciągle mamy poczucie, że zrobiliśmy zbyt mało, aby osoby czytające nasze materiały ją promujące zdecydowały się po nią sięgnąć. Ja dokładnie tak czuję się w odniesieniu do książki Katarzyny Kieleckiej „Znajda”. Choć pisałam wam recenzję tej wspaniałej powieści, a także publikowałam dla was cytaty, które znajdziecie na jej kartach, to wciąż mam poczucie, że nie wystarczająco zachęciłam do spędzenia z nią czasu. Dlatego dziś wspólnie z autorką przygotowałyśmy dwa cytaty, które mam nadzieję, ostatecznie utwierdzą was w przekonaniu, że koniecznie musicie sięgnąć po „Znajdę”.


Fragment 1.

Skrupulatnie wybrała z papierowej torebki okruszki po ciastku, popiła kawą, otarła usta wnętrzem dłoni i uśmiechnęła się szeroko. Miała zbyt białe i zanadto równe zęby, bym się nabrała na to, że są prawdziwe. Za to jej serdeczność i umiejętność cieszenia się drobiazgami były autentyczne i wręcz ujmujące.
– Opowie mi pani o sobie? O mężu, synu i pani dzieciństwie?
– Zaciekawiłaś się? – Zachichotała jak szelma i odgadłam, że o to jej właśnie chodziło. – Pod warunkiem że i ty mi opowiesz. Ale nie dziś. Będziesz miała powód, żeby znów mnie odwiedzić. Późno już, powinnam się pakować, bo mnie tu ćmok zastanie.
Nie zauważyłam, kiedy upłynęła godzina. Może mijali nas jacyś ludzie, może nawet zatrzymywali się, oglądali wyłożone na stoliku robótki, choć raczej nikt niczego nie kupił ani o nic nie pytał. Tak się skupiłam na staruszce, że reszta świata zniknęła mi z oczu. Zapomniałam nawet o Dominiku oraz reklamówce pełnej strzykawek i ampułek. Gdy kobieta wstała, by pozbierać swój kram, wpadłam na pomysł, by zrobić zdjęcie.
– Poproszę Sabinę, żeby wrzuciła na blog i napędziła pani klientelę – wyjaśniłam i pstryknęłam komórką kilka ujęć z rękodziełem.
– Ale jak, na odległość?
– Z tym sobie jakoś poradzimy. Teraz proszę się ładnie uśmiechnąć, to i panią uwiecznię. Najlepiej z szydełkiem w ręku, podczas pracy.
Nie protestowała, zgarnęła ze stolika napoczętą robótkę z cytrynowej włóczki. Z początku się krępowała, siedziała sztywno, a minę miała taką, jakby czekała na wizytę u gastrologa. Zaczęłam ją zatem podpuszczać:
– Niech pani sobie wyobrazi, że schodzi tu po schodach angielska królowa i mówi: „Cześć, jestem Elka, zrób mi, kochanieńka, biegusiem, różową czapkę z dużym pomponem. Powiem ci, że na tej mojej wyspie duje niemożliwie i wiecznie siąpi, a ja już posunięta w latach, to się mogę nabawić kataru, jak ruszę gdzieś na prowincję w byle kapelutku”.
Staruszka parsknęła śmiechem. Palce żwawo skakały na włóczce i dobierały kolejne oczka. Patrzyła na mnie roziskrzonym wzrokiem i uświadomiłam sobie, że gdzieś tam głęboko tkwiła w niej ukryta młoda kobieta, a może nawet dziewczynka, która nigdy nie miała okazji, by się najeść do syta słodyczy, a jednak umiała się cieszyć życiem.
– Pięknie – podsumowałam, przeglądając fotki na ekranie telefonu. – Żaden ze mnie fotograf, ale pani jest doskonałą modelką. Obiektyw panią kocha.
– A tam. Jak on mnie może kochać, skoro mnie mało zna? Rzadko trafiały się okazje do zdjęć. Za to królowa mogłaby tu wpaść. Podstawiłabym jej ten zydelek, coś na nim siedziała, i powiedziałabym: „Witaj, Elżuniu, jestem Zosia. Wyrychtuję ci czapkę z najpiękniejszym pomponem, tylko musisz zapłacić w złotówkach. Nie wiem, czy w schronisku przyjmą funty. A następnym razem, jak zajdziesz do mnie w gości, to przynieś angielską czekoladę, bo jeden raz w życiu taką jadłam, jeszcze podczas wojny, i nigdy potem żadna mi tak nie smakowała”.
Poczułam gulę w gardle. Wzruszyłam się i zalała mnie fala tkliwości.
– Wyręczę królową w tej kwestii, pani Zosiu. Obiecuję. A teraz pomogę w pakowaniu i odprowadzę panią na tramwaj.
Nie odpowiedziała nic. Ani słowa. Ale widziałam, jak raz za razem pociąga nosem. Chyba obie byłyśmy poruszone, czułyśmy, że w naszym życiu zaczyna się dziać coś ważnego. Naraz przestałyśmy być sobie obce, choć żadna tego nie planowała.

Fragment 2.

Słońce zmierzało już ku zachodowi. Zostawili za sobą przeprawę przez Wartę i ponad dwadzieścia kilometrów marszu w upale. Dorosłym kiełkowała w głowach myśl o szukaniu dogodnego miejsca na nocleg.
Wtem przedwieczorne niebo zaroiło się od złowieszczych czarnych punkcików. Narastający zza pleców warkot zbliżał się coraz bardziej i droga momentalnie się wyludniła. Nawet wozy z końmi próbowano pospiesznie ukryć pod osłoną drzew, choć szanse na to były znikome. Samoloty poruszały się na tyle nisko i wolno, by nie przegapić tłumu uchodźców. Zbliżywszy się, myśliwce jeszcze obniżyły lot i poczęły bez ostrzeżenia tłuc niekończącą się serią z karabinów maszynowych w zakurzony trakt, biegnące po bokach ściernisko oraz okoliczne zarośla. Trwało to nie dłużej niż pospiesznie odmawiany pacierz, a jednak wystarczyło czasu, by kilka furmanek przewróciło się przy rzężących, konających koniach. Krew zwierząt nie nadążała wsiąkać w piaszczyste pobocze i tworzyła niewielkie upiorne strumyczki.
Musiało minąć kilkanaście minut, nim zszokowani ludzie odważyli się oderwać głowy od ziemi. Wokół panowała dzwoniąca w uszach cisza przerywana jękami rannych. Krysia z Lolkiem podnieśli się z rowu, otrzepali ubranie i rozmasowali obite kolana. Ciocia Róża już pomagała ojcu stawiać do pionu oba wózki i zbierać porozrzucany dobytek. Dostrzegła dzieci, uśmiechnęła się do nich blado i przywołała gestem dłoni. Chłopiec otworzył usta, by zapytać o drugą siostrę, gdy Mirka wyłoniła się zza sporego krzewu. Wyglądała strasznie. Krysia zachłysnęła się na jej widok, przez chwilę nie mogła złapać powietrza, a po jej nogach pociekła ciepła strużka moczu. Lolka zemdliło, więc oparł się dłonią o młodą brzózkę i zgiął wpół w obawie, że zacznie wymiotować. Siedmiolatka miała całe ręce we krwi. Rozbryzgi dawało się też zauważyć na jej twarzy i beżowej sukience w drobniutką krateczkę.
– Próbowałam… – wyartykułowała z trudem, bo zęby jej się trzęsły, jakby wokół panował mróz, a nie końcówka lata. – Chciałam jej to włożyć do środka, ale się nie mieściło.
– Co takiego? – Róża podeszła na chwiejnych nogach do siostrzenicy.
– To wszystko z niej po prostu wypłynęło przez taką wielką dziurę w brzuchu. Ciociu, mnie się wydaje, że babcia dalej nie pójdzie – dodała i straciwszy władzę w nogach, osunęła się w wysoką trawę.


Napiszcie, proszę w komentarzach, czy te fragmenty zachęciły was do poznania całej historii, którą oddała w nasze ręce pisarka, a także, czy czytaliście jakąś książkę, do której przeczytania chcielibyście zachęcić dosłownie każdego?

piątek, 30 września 2022

"Ratując siebie" Małgorzata Brodzik

J
estem przekonana, że gdybym zapytała was, jakie wartości według was stanowią solidny fundament, na którym należy budować szczęśliwy i zdrowo funkcjonujący związek, to bez wahania wymienilibyście: miłość, zaufanie, wierność, uczciwość. Oczywiście mielibyście rację. Dla mnie również są to aspekty, bez których związek nie jest w stanie przetrwać. Ja jednak dodałabym coś jeszcze, a mianowicie seksualność w związku oraz otwartość między partnerami odnośnie do swoich wzajemnych potrzeb w tej sferze. Zapewne teraz wielu z was powiedziałoby, że przecież seks nie jest w życiu najważniejszy. Owszem nie jest, ale bez wątpienia jest bardzo ważnym jego uzupełnieniem. A to dlatego, że jeżeli nie będziemy potrafili rozmawiać z osobą, którą kochamy o swoich potrzebach, pragnieniach i oczekiwaniach, to niestety pewnego dnia możemy poczuć, że coś się między nami wypaliło. Coś wygasło, a wówczas zarówno uczciwość, jak i wierność są mocno zagrożone, co w perspektywie może doprowadzić do wielu poważnych konsekwencji.

Z autopsji przekonała się o tym główna bohaterka książki Małgorzaty Brodzik „Ratując siebie”, o której opowiem wam dziś kilka słów. 

Piotr i Natalia od zawsze byli przekonani, że spędzą razem całe życie, lecz to właśnie samo życie pokazało im, że niczego nigdy nie można być pewnym do końca. Kochali się przecież, a jednak z czasem coś zaczęło się między nimi psuć. A może tylko wydawało im się, że jeszcze się kochają. Zaczęły się awantury i codzienność obok siebie, a nie ze sobą. Aż pewnego dnia Piotr przyznał się do zdrady. Cios, który mąż zadał Natalii strasznie boli. Kobieta próbuje jakość poradzić sobie z tym, co się stało, ale niestety nie potrafi. Kierowana emocjami decyduje się postąpić w myśl zasady oko za oko, ząb za ząb i również dopuszcza się wiarołomstwa. Chce się zemścić i sprawić, aby mąż poczuł dokładne ten sam ból, który złamał jej serce.

Marek wydaje się mężczyzną idealnym. To właśnie on daje Natalii wszystko, czego tak bardzo pragnęła, a czego nigdy nie przeżyła z Piotrem. Ich spotkania są pełne pasji, pożądania i poczucia spełnienia. Nasza bohaterka jest rozdarta wewnętrznie. Tak naprawdę nie wie, czego chce. Nie potrafi ostatecznie zdecydować się na rozstanie z mężem, ale nie umie też wybaczyć. Z biegiem czasu relacje z Markiem, które z założenia miały być tylko układem opartym na seksie, dla niej samej staje się czymś więcej, choć boi się do tego przyznać otwarcie w obawie przed pochopnym podjęciem decyzji. Już nie raz przekonała się, że pośpiech jest złym doradcą. Nie da się jednak długo walczyć z uczuciami. Natalia zatraca się w związku z nowo poznanym mężczyzną i niestety nie dostrzega znaków ostrzegawczych, które powinny uświadomić jej, że ideałów nie ma, a jeśli wydaje nam się inaczej, to najczęściej są to tylko pozory, za którymi, ktoś może skrywać swoją prawdziwą twarz.

Oczywiście nie mogę wam zbyt wiele zdradzić, więc powiem tylko, że Natalia trafia w pułapkę toksycznego związku. Czuje się manipulowana, osaczona, a partner próbuje przejąć nad nią kontrolę i zupełnie ją sobie podporządkować. Marek skrywa pewną tajemnicę, a Natalia musi zawalczyć o siebie, aby uwolnić się z tego chorego związku. Czy, jej się to uda, musicie przekonać się już sami?

„Ratując siebie” to erotyk i na pewno ci z was, którzy choć trochę znają moje upodobania czytelnicze teraz są mocno zaskoczeni, że sięgnęłam po książkę reprezentującą właśnie ten gatunek czytelniczy, gdyż nie należy on do moich ulubionych i naprawdę rzadko decyduję się na przeczytanie tego rodzaju powieści. Dlaczego więc tym razem zdecydowałam się zrobić wyjątek? Odpowiedź jest bardzo prosta. Miałam już okazję poznać twórczość Małgosi i wiem, że nie byłaby sobą, gdyby na kartach swoich książek nie poruszyła ważnych i życiowych tematów, które dadzą czytelnikowi możliwość zastanowienia się nad swoim życiem. W tym przypadku związkiem. Być może lektura tego tytułu pozwoli nam spojrzeć na nasz związek z innej perspektywy i zmienić w nim coś na lepsze. A już na pewno pomoże nam uchronić się przed błędami, za które trzeba zapłacić nie raz bardzo wysoką cenę. Autorka bowiem uświadamia nam, że często to właśnie brak szczerej rozmowy i otwartości w komunikowaniu swoich potrzeb prowadzi do tego, że oddalamy się od siebie i zamiast być małżeństwem żyjemy pod jednym dachem niczym współlokatorzy. Dopiero kiedy coś tracimy, zdajemy sobie sprawę z tego, że czasem wystarczy tak niewiele, by do wielu bolesnych i trudnych kryzysów w związku nie dochodziło. Warto rozmawiać. Ponadto, w osobie postaci Marka został nam przedstawiony klasyczny schemat postępowania i zachowań osoby toksycznej, przez co mam nadzieję czytelnicy, którzy utożsamią je z tymi, jakie wykazują ich drugie połówki odnajdą w sobie siłę, aby zakończyć ten etap swojego życia.

Na uwagę zasługuje również wyjątkowa i piękna przyjaźń Natalii i jej przyjaciółki Patrycji. Wyjątkowa, ponieważ Natalia wie, że może zwierzyć się przyjaciółce dosłownie ze wszystkiego. Może być z nią zupełnie szczera, gdyż wie, że ta nigdy jej nie ocenia i nie krytykuje jej decyzji. Zawsze wysłucha i doradzi. Ma również pewność, że bez względu na to, co dzieje się w jej życiu zawsze może liczyć na wsparcie i pomoc przyjaciółki. Takiej przyjaźni życzyłabym każdemu z nas.

Wróćmy jednak jeszcze na chwilę do samej warstwy erotycznej powieści. Zdecydowanie jest to książka adresowana do dorosłego czytelnika, gdyż przedstawione w niej sceny łóżkowe są bardzo wyraziste i pikantne. Nie ma ich jednak tak, dużo, abyśmy czuli przesyt.

Jak widzicie, każdy znajdzie w tej książce coś dla siebie. Nawet jeśli tak, jak ja nie przepadacie za erotykami, to macie moje słowo, że tutaj dostaniecie zdecydowanie coś więcej. Czyta się ją bardzo lekko i szybko, a po skończonej lekturze zaczynamy analizować własne życie w odniesieniu do tego, o czym właśnie przeczytaliśmy. A w moim odczuciu jest to najlepsza rekomendacja dla książki.

Recenzja powstała we współpracy z autorką, za co bardzo dziękuję.

Inne książki autorki, które recenzowałam:



niedziela, 25 września 2022

Tego jeszcze nie było!


Cześć kochani.

Ten rodzaj wpisu u mnie na blogu pojawia się po raz pierwszy, ale pomyślałam sobie, że może on być dla was pewnego rodzaju inspiracją, jeśli planujecie w najbliższym czasie jesienne zakupy ubraniowe.

Nie będę przedłużać, wspomnę tylko, że wszystkie ubrania pochodzą z lokalnego sklepu odzieżowego.

Klasyczna ramoneska  - 150 zł. 



Kurtka przejściowa jesień - zima - 170 zł.


Kamizelka bezrękawnik - 160 zł.


Bardzo ciepły i miękki sweter - 75 zł.




To by było na tyle. Napiszcie, proszę w komentarzach, co w ostatnim czasie trafiło do waszej szafy? A może dopiero planujecie zakupy?







piątek, 23 września 2022

"Tylko jedna chwila" Sylwia Markiewicz



D
osłownie na chwilę przed tym, zanim zaczęłam przygotowywać dla was posta, którego teraz czytacie, napisała do mnie jedna z czytelniczek mojego bloga z pytaniem, czy mogłabym polecić jej jakąś dobrą książkę. Dla mnie zawsze jest to bardzo miłe, że wybierając lekturę dla siebie, doceniacie moje osobiste rekomendacje, ale jednocześnie wiąże się z bardzo dużym poczuciem odpowiedzialności z mojej strony. A to dlatego, że pojęcie dobrej książki jest bardzo mocno elastyczne i zależy między innymi od indywidualnych preferencji każdego czytelnika, jego oczekiwań, a także potrzeb emocjonalnych i duchowych, jakie odczuwa w momencie, kiedy owego wyboru książki dla siebie dokonuje.

Jeśli chodzi o mnie, to cenię sobie powieści, które poza walorem czystej przyjemności z ich czytania dostarczą mi również wiele okazji do zatrzymania się w biegu codzienności i przemyślenia także własnego życia. Zastanowienia się nad tym, co tak naprawdę jest w nim najważniejsze. Docenienia tego, co mam i zmienienia tego, co jeszcze zmienić mogę. Piszę wam o tym nie bez powodu. Otóż dziś przychodzę do was z recenzją najnowszego literackiego dziecka Sylwii Markiewicz „Tylko jedna chwila”, co do której już w momencie, kiedy  po raz pierwszy zobaczyłam jej zapowiedź, miałam przeczucie, że dla mnie może ona się taką dobrą książką stać. Jeśli jesteście ciekawi, czy moje przypuszczenia i odczucia okazały się słuszne, zapraszam do dalszej części recenzji.

Przystępując do jej lektury, trafiamy do Skierniewic. Miasta, którego mieszkankami są Danuta i Joanna Jasińskie. Matka i córka, główne bohaterki utworu. Kiedy trafiamy do ich domu, niemalże od razu wyczuwamy atmosferę napięcia między kobietami. Brakuje tam również radości, czemu nietrudno się dziwić, gdyż tę rodzinę niespełna miesiąc wcześniej dotknęła ogromna tragedia, bowiem w wypadku zginęła młodsza córka Danuty - Aleksandra. Pogrążona w rozpaczy matka zamyka się przed całym światem, uciekając w alkohol, od którego uzależniona jest od wielu lat. Samą Joannę stan i zachowanie matki bardzo martwi, jednak Danuta nic sobie z tego nie robi, ponieważ to właśnie Aleksandra od zawsze była jej oczkiem w głowie do tego stopnia, że teraz ma żal do losu, że zabrał nie tę córkę. To przecież właśnie Aleksandra miała idealnie poukładane życie. Wspaniałą karierę malarki, wzorcowe małżeństwo, a więc wszystko to, czego rodzicielka dla niej pragnęła. Natomiast Joanna, będąc nieustannie porównywaną do siostry, w oczach matki wypada bardzo słabo jako ciągle samotna zwykła nauczycielka. Gdyby nie wsparcie wspaniałej cioci Franciszki Joannie byłoby trudno poradzić sobie z depresją i nałogiem matki, a dodatkowo znosić jej kąśliwe uwagi.

Joanna ma nieodparte wrażenie, że obojętnie jak się ubierze, matka za każdym razem znajdzie jakiś feler. Albo to ona jest po prostu tym felerem, który ją uwiera od jej urodzenia.

Niestety nasza bohaterka nie wie jeszcze, że już niebawem los niespodziewanie zmieni jej spokojną codzienność, nakładając na nią odpowiedzialność za pięcioletnią córkę Aleksandry, ale także ukaże zupełnie inny obraz zarówno osoby siostry, jak i jej życia, a wszystko za sprawą tajemnic, które teraz musi odkryć Joanna. Oczywiście nie napiszę nic więcej, aby nie popsuć wam możliwości samodzielnego dotarcia do prawdy. Powiem tylko, że wszystko, czego się dowiadujemy, zaskakuje zarówno samą Joannę, jak i czytelnika do samego końca. Aleksandra nawet po śmierci nie potrafi odpuścić i pozwolić zaznać siostrze spokoju. W nas czytelnikach rodzi się natomiast refleksja. My ludzie mamy tendencję do porównywania się z innymi. Zazdrościmy im życia, jakie wiodą, osiągnięć, kariery. Tylko czy naprawdę gra jest warta świeczki? Otóż nie. Każdy człowiek potrafi zakładać w swoim życiu wiele masek i upiększać je w wiele pozorów. I może się okazać, że to, co pokazuje światu, wcale nie jest prawdziwe. O tym jednak musicie przekonać się już sami podczas czytania książki.

Bywa, że życie innych ludzi wydaje się nam perfekcyjne – kariera, pieniądze, rodzina. Jednak to czasami tylko gra pozorów. Jak bardzo możemy się mylić? Czy każdy z nas ma mroczne tajemnice? Czy może się okazać, że tak naprawdę nie znamy naszych bliskich?

„Tylko jedna chwila” to powieść wielowątkowa i to, co do tego momentu wam o niej napisałam, to zdecydowanie nie wszystko, co autorka dla nas przygotowała. Kolejnym poruszonym na kartach książki problemem, na który zdecydowanie warto, a wręcz trzeba zwrócić uwagę i o którym warto mówić głośno, jest samotność osób starszych. Wokół nas jest wiele seniorów, którzy z różnych sobie tylko znanych powodów izolują się od innych. Być może życie zadało im zbyt bolesny cios, po którym nie są w stanie samodzielnie dać sobie możliwość odzyskania na nowo utraconej radości. Tymczasem trzeba naprawdę tak niewiele, aby na nowo poczuli się szczęśliwi. Wystarczy tylko trochę życzliwości, serdeczności. Miła rozmowa, spacer. Tymi gestami możemy osobom tym zwrócić wolność, którą sami sobie odebrali, nie mogąc udźwignąć ciężaru życiowych przeżyć i doświadczeń.

„Ludzie potrzebują innych ludzi, samotność, to też choroba i bardzo trudno ją wyleczyć, gdy człowiekowi jest już wszystko jedno”.

Wróćmy na chwilę do Joanny, którą przyznam szczerze, chwilami miałam ochotę mocno potrząsnąć i powiedzieć: Obudź się wreszcie i zawalcz o siebie i swoje marzenia. Ta dziewczyna od zawsze była tą, którą dawała swojej rodzinie bardzo wiele. Poświęciła swoje plany dla opieki nad matką. Zrezygnowała z siebie po to, by siostra mogła się rozwijać i zaistnieć ze swoim talentem malarskim. Ja rozumiem, rodzina jest ważna, ale czy naprawdę warto i należy się tak bardzo poświęcać. A co jeśli kiedyś obudzimy się z poczuciem, że nasze życie tak naprawdę nie jest nasze, tylko osób, które nie dały nam możliwości dokonywania własnych wyborów oraz podejmowania samodzielnych decyzji i ułożyły je za nas? Pamiętajcie odrobina samolubstwa i zdrowego egoizmu nie jest zła. Nikt nie ma prawa mówić nam, jak mamy żyć. Dlaczego doszłam do takich przemyśleń? To sprawdźcie już sami.

Jak widzicie „Tylko jedna chwila” porusza bardzo ważną i życiową tematykę. Ze wszystkim o czym, w tej książce przeczytamy, wielu z nas zmaga się na co dzień, przez co jestem przekonana, że z perypetiami jej bohaterek utożsami się wielu czytelników. Mało tego, ta książka skłoni nas do tego, abyśmy nie tylko przenieśli refleksje po lekturze na płaszczyznę własnego życia, ale także spojrzeli inaczej na życie innych.

Na pewno niejako obserwując relację córka – matka Danuty z Joanną, czy też alkoholizm kobiety, pomyślimy sobie: Jak ona tak może faworyzować jedną córkę w kontekście miłości do drugiej? Jak kobieta może tak się upijać? Sylwia Markiewicz zostawiła nam w swojej książce piękną lekcję, aby nie krytykować i nie oceniać, zanim nie dotrzemy do źródeł i nie dowiemy się, dlaczego dana osoba zachowuje się i postępuje tak, a nie inaczej. Za każdym z nas stoi historia naszego życia i zanim nie poznamy jej od początku do końca, nie bądźmy zbyt surowi i pewni swego w osądzaniu innych.

„A jednak ta kobieta skrywa jakieś uczucia pod tą szorstką powierzchownością. Każdy człowiek ma w sobie dobro, ciepło, tylko niektórzy gdzieś głęboko schowane. Życie je schowało, samo życie”.

Już teraz mogę was zapewnić, że moje przeczucia, że będzie to dobra książka, jak najbardziej się sprawdziły. Co tam dobra, ona jest wspaniała. Pochłonęła mnie bez reszty, zapewniła ogrom emocji i nie pozwala o sobie zapomnieć, mimo że skończyłam ją czytać. Z pewnością każdy znajdzie w niej coś dla siebie, ale to, jak ją odbierzecie i ile emocji, a także refleksji w was wywoła, według mnie zależy od tego, w jakim momencie życia obecnie jesteście i jak wiele sami w życiu przeszliście, gdyż ma ona szeroko rozbudowany aspekt psychologiczny.

Nie obawiajcie się jednak, mimo wagi poruszonej wątków tj. alkoholizm, żałoba, samotność, depresja, wątpliwości, czy tak naprawdę znamy dobrze członków naszej rodziny, poświęcenie dla bliskich nie zostaniecie w żaden sposób przytłoczeni, a to dzięki relacji Danuty i jej siostry Franciszki, których prześmieszne dialogi sprawiły że nie raz głośno się śmiałam.

Na zakończenie powiem wam tylko jeszcze, że bardzo zżyłam się ze wszystkimi bohaterami i żal mi było ich zostawiać. Najmocniej poruszyły mnie przeżycia Danuty. I choć to Joanna jest w powieści główną bohaterką, to jednak dla mnie była to Danuta, bo to od niej wszystko się zaczęło. Zadziałał mechanizm przyczynowo – skutkowy. Trzymałam też mocno kciuki za Joannę, by szczęście, na które niewątpliwie zasługuje, w końcu się do niej uśmiechnęło. Jeśli chcecie się przekonać, czy cel trzymanych kciuków został osiągnięty, nie pozostaje wam nic innego, jak tylko niezwłocznie zabrać się za czytanie książki, do czego całym sercem was zachęcam, bo ja nie zdradzę już ani słowa więcej.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Pascal, za co bardzo dziękuję.




wtorek, 20 września 2022

"Przyjdzie pogoda na ślub" Wioletta Piasecka / Zapowiedź patronacka.



Każdy czytelnik wie, jak to jest czekać, aż jedna z twoich ulubionych autorek odda w ręce swoich czytelników kolejne części serii, która skradła nasze serca. Ekscytacja oczekiwania jest niesamowita, a kiedy dowiadujemy się, że zaledwie tygodnie dzielą nas od tego, abyśmy po raz kolejny mogli spotkać naszych książkowych przyjaciół, radość jest niesamowita.

Ja dokładnie tak czuję się dziś, mogąc podzielić się z wami radością z nadchodzącej premiery trzeciej części serii „Przyjdzie pogoda na miłość” autorstwa Wioletty Piaseckiej „Przyjdzie pogoda na ślub". Już 11 października 2022 roku wspólnie z autorką oraz wydawnictwem Szara godzina wszyscy będziemy świętować to wspaniałe wydarzenie. Dla mnie będzie to dzień podwójnego szczęścia i dumy, gdyż blog Kocie czytanie ma zaszczyt i przyjemność objąć tę powieść swoim patronatem medialnym.

Wiem, że wielu z was nie może doczekać się tej premiery, czemu zupełnie się nie dziwię, dlatego uchylę wam rąbka tajemnicy.

OPIS WYDAWCY:

Dla trzech przyjaciółek mocno doświadczonych przez los nowe okoliczności stają się pretekstem do zmian. Joanna, zdradzona przez najbliższych, szuka swojego miejsca w życiu. Czy zdoła otworzyć serce na prawdziwą miłość? Czy Magda, po nieudanym małżeństwie i walce z chorobą nowotworową, znajdzie siłę, by znowu zaufać mężczyźnie? Zuzanna zasmakowała zarówno wielkiego sukcesu, jak i spektakularnego upadku. Czy odnajdzie szczęście w spokojnym życiu u boku ukochanego?

Wioletta Piasecka w powieści Przyjdzie pogoda na ślub pisze z optymizmem o bolesnych przeżyciach jak choroba, bankructwo, odrzucenie przez najbliższych czy rozwód. Bywa, że dzięki nim poznajemy siebie, doceniamy każdą chwilę i odkrywamy swoje przeznaczenie.
Jeśli okrutnie doświadcza cię życie – ta książka jest dla ciebie. Jeśli snujesz marzenia, a brakuje ci odwagi, by po nie sięgnąć – ta książka jest dla ciebie. Przyjdzie pogoda na ślub zamyka trylogię, w ramach której ukazały się powieści Przyjdzie pogoda na miłość i Przyjdzie pogoda na szczęście.

Jednak to nie koniec dobrych wiadomości, ponieważ już teraz możecie zamówić książkę „Przyjdzie pogoda na ślub” w przedsprzedaży, do czego gorąco zachęcam.



Wcześniejsze części serii:





Napiszcie, proszę w komentarzach, czy znacie tę serię oraz, czy tak, jak ja z niecierpliwością czekacie na jej kontynuację?