wtorek, 14 sierpnia 2018

Rzucona na głęboką wodę.

Moi drodzy, dziś poruszymy temat tego, jak to jest być rzuconym przez życie na głęboką wodę. Zapewne zgodzicie się ze mną, że w życiu każdego z nas zdarzają się takie sytuacje, kiedy nieoczekiwane zdarzenia niejako wymuszają na nas podjęcie bardzo radykalnych decyzji i działań, których nigdy wcześniej nawet nie wyobrazilibyśmy się podjąć. No ale cóż jak mus, to mus.
W takiej właśnie sytuacji znalazła się główna bohaterka powieści Anny Nejman „Małgośka”.

Tytułowa Małgośka to dwudziestoletnia dziewczyna mieszkająca z rodziną w małej wiosce. Każdy dzień młodej kobiety upływa pod znakiem spokoju i dobrze znanej codzienności, która gwarantuje jej poczucie bezpieczeństwa. Pewnego dnia jednak bardzo wstrząsająca wiadomość, którą otrzymuje rodzina Gosi, zmusza ją do opuszczenia rodzinnych stron i wyruszenia w podróż do Stanów Zjednoczonych. Dziewczyna wyrusza z misją ratowania życia swojego wuja Bazylego. Co prawda, w jej pamięci zachowały się o nim tylko mgliste wspomnienia z dzieciństwa, ale wiedząc, że tylko jej szpik może dać mężczyźnie szansę w walce z białaczką, nie waha się ani chwili. Pewności siebie dodaje jej świadomość, że ciocia Madzia i wujek Bazyli już tam na nią czekają, a ona przecież już za kilka tygodni znów będzie z rodziną. Niestety rzeczywistość nie wygląda już tak optymistycznie, jak wizje, które w swojej głowie snuła Małgośka. Okazuje się bowiem, że pod wskazanym przez ciotkę adresem już nikt nie mieszka, a dziewczyna jest zdana wyłącznie na siebie. Jeśli chcecie dowiedzieć się, jak nasza bohaterka sobie poradzi, musicie sięgnąć po książkę. Powiem tylko, że nie będzie to łatwe z zaledwie jedną walizką i kilkoma dolarami przy duszy. Dla Małgośki to zupełnie inny świat, który dzieli przepaść, od tego, co znała dotychczas.

Jeśli przedstawiony przeze mnie zarys fabuły jeszcze nie do końca Was przekonał do sięgnięcia po tę książkę mam dla Was niespodziankę. Otóż ta książka, to tak naprawdę zapis historii dwóch kobiet, które połączyła przyjaźń zrodzona za oceanem.
Książka została podzielona na dwie strefy czasowe. Teraźniejszość i przeszłość. Przeszłość, a więc to, co działo się przed podróżą Małgośki w nieznane oraz to, jak wyglądało jej życie od momentu, kiedy stawiała pierwsze kroki na obcej ziemi, poznajemy z rozmów bohaterki z jej przyjaciółką Elizą. Kobieta jest pisarką i za zgodą swojej sąsiadki postanawia opisać jej niezwykłą historię. Jako że obie kobiety są sobie bardzo bliskie, siłą rzeczy wzajemnie są dla siebie bardzo ważną częścią swojego obecnego życia. Dzięki temu czytelnik ma również możliwość poznać życie Elizy. Które bardzo mocno ją doświadczyło. Kobieta rok temu straciła jedno dziecko z bliźniaczej ciąży, a dziś jej małżeństwo przeżywa poważny kryzys. Więcej oczywiście musicie odkryć sami, ale muszę przyznać, że choć perypetie Małgośki bardzo mnie ciekawiły, to właśnie rozdziały poświęcone Elizie okazały się dla mnie bardziej wciągająca i przykuwającą moją uwagę częścią książki.

„[...]Czuła, że w kwiatach zawarte były niewypowiedziane słowa przeprosin za jakieś winy, o których nie wiedziała i po prawdzie, nie chciała wiedzieć”.

To, co ujęło mnie podczas lektury książki to jej realizm i autentyczność. Małgośka to kobieta taka, jak my wszyscy. Jej przeżycia mogą stać się, a dla wielu być może już są, historią naszego własnego życia. Przecież wielu Polaków wyjeżdża z kraju w poszukiwaniu lepszego życia. Każda z tych osób, podobnie, jak bohaterka powieści Anny Nejman, ma za sobą ten czas, kiedy niepewny swojej przyszłości, zmuszony był przyjąć wyciągniętą do niego pomocną dłoń od zupełnie obcych sobie ludzi, ufając w ciemno i nie wiedząc, dokąd go to zaprowadzi.

„Wszystko może się, wydarzyć, jeśli odważysz się zaryzykować”.

„Małgośka” to bardzo wciągająca historia o przyjaźni, próbie odnalezienia się w zupełnie obcym świeci, w którym wszystko jest jedną wielką niewiadomą. To zapis zwierzeń dziewczyny, która wykazała się niezwykłą odwagą i determinacją, by przekonać się, co czeka ją w wielkim świecie.

Jeśli szukacie książki, której niespieszna akcja i ciekawa fabuła pozwoli Wam się zrelaksować i uciec myślami od często przytłaczającej prozy życia ta książka na pewno będzie doskonałym wyborem. Po skończonej lekturze być może zdacie sobie sprawę, że taka „Małgośka”, na którą wcześniej nie zwracaliście uwagi mieszka gdzieś blisko Was. Bo przecież nie tylko my Polacy wyjeżdżamy do innych krajów, ale również obcokrajowcy przyjeżdżają do Polski.

Recenzja powstała przy współpracy z wydawnictwem Zysk i S-ka, za co bardzo dziękuję.

niedziela, 12 sierpnia 2018

Dramat związany z narodzinami teściowej.

Kochani dziś zapraszam Was do dyskusji na temat, do którego należy podchodzić z bardzo dużą ostrożnością, a to dlatego, że będziemy rozmawiać o osobie, która wbrew pozorom może mieć bardzo duży wpływ na nasze życie w związku, czy małżeństwie, a więc lepiej jej się nie narażać.
Teściowa, to właśnie jej poświęcimy naszą uwagę. Przyznacie, że jest to temat, którego podjęcie jest stąpaniem po bardzo niepewnym gruncie, dlatego już tłumaczę, dlaczego zdecydowałam się go poruszyć. Otóż stało się tak za sprawą książki Sandie Jones „Rywalka”, o której chcę Wam dziś opowiedzieć, ale o tym już za chwilę. Najpierw bowiem zastanówmy się, jak to tak naprawdę jest, z tymi mami naszych drugich połówek? Według mnie, w tym wypadku nie należy generalizować, bo można powiedzieć, parafrazując cytat z filmu „Forrest Gump”:

„Teściowa jest jak pudełko czekoladek. Nigdy nie wiesz, co ci się trafi”.

Tym razem chcę przedstawić Wam teściową, której nie życzyłabym nawet największemu wrogowi. Poznajcie Pammie, matkę ukochanego głównej bohaterki książki „Rywalka”.
Ta kobieta ma diabła za skórą, o czym Emily, dziewczyna jej syna Adama przekonuje się już wkrótce po poznaniu swojej przyszłej teściowej.
Nie wiem, czy znacie powiedzenie, że związek, czy ślub to:

„Dramat związany z narodzinami teściowej”

Zapewniam Was, że dopóki nie sięgniecie po książkę Sandie Jones, nie jesteście w stanie wyobrazić sobie jak bardzo w kontekście tego, co uczyniła z życiem swojej przyszłej synowej matka Adama, doskonale odzwierciedla ono, to co przeżywa ta młoda kobieta.

Pammie, jest typową zaborczą matką, która pod płaszczykiem dobroci, serdeczności i uprzejmości chce uprzykrzyć życie wybranki serca swojego syna. Mając za nic uczucia i szczęście swojego dziecka chce zniszczyć jego związek, ale w taki sposób, żeby bez względu na to, co będzie się działo w oczach Adama wyjść na tę niczemu niewinną kobietę o gołębim sercu. Trzeba przyznać, że cały misternie uknuty plan zniszczenia związku syna sprawdza się idealnie. Kobieta jest wyrachowaną aktorką, która dla osiągnięcia własnych celów posuwa się do najbardziej bezdusznych metod. Najgorsze jest to, że mężczyzna w ogóle nie dostrzega intryg swojej matki. Jako że ojciec Adama zmarł, kiedy on i jego brat byli jeszcze dziećmi i to matka wychowywała ich samotnie, obaj synowie są bardzo z nią zżyci, a ona perfidnie to wykorzystuje. Bez krzty moralności i sumienia gra na emocjach i uczuciach syna, świadoma swojej nad nim władzy tak, aby  to właśnie niczemu niewinna Emily wyszła na tą złą. Jej życie staje się koszmarem, a co więcej, wkrótce zdaje sobie sprawę z przerażającego faktu. Jej życie może być zagrożone.

Nic więcej Wam nie zdradzę, żeby nie psuć przyjemności odkrywania tego, co przygotowała dla Nas autorka. Powiem tylko, że moje odczucia odnośnie do tej książki zmieniały się parokrotnie wraz z wychodzeniem na światło dzienne kolejnych faktów i tak naprawdę moje ostateczne wrażenia wyklarowały się dopiero po poznaniu całej historii. Także nie dajcie się zwieść, bo zakończenie Was mocno zaskoczy, miażdżąc wszystkie Wasze dotychczasowe osądy. Pamiętajcie, zawsze najciemniej jest pod latarnią.

Nie mogę nie zwrócić uwagi na kreację bohaterów. Najbardziej podobała mi się pod względem wykreowania portretu psychologicznego postać czarnego charakteru całej historii, czyli właśnie Pammie. Autorka dopracowała jej postać w najmniejszych detalach. Jej przebiegłość, bezwzględność w swoich poczynaniach i doskonała „gra aktorska” sprawiły, że byłam pod ogromnym wrażeniem. Ta kobieta to zimna, pozbawiona empatii zołza, która bez mrugnięcia okiem udając skrzywdzoną, potrafi łgać w żywe oczy, nie robiąc sobie niczego z krzywdy, jaką wyrządza innym.
Jeśli chodzi o postać Adama, dla mnie ten facet był typowym maminsynkiem, który mimo dorosłości, zachowywał się, jak chłopczyk pragnący zadowolić mamę w obawie przed postawieniem do kąta. Zero testosteronu i własnego zdania. Najbardziej w całej tej bardzo mocno skomplikowanej relacji żal mi było Emily. To ona cierpiała najmocniej, nie mając wsparcia w Adamie, wpatrzonego w matkę jak w obrazek. Na szczęście miała obok siebie dwójkę przyjaciół, którzy pomogli jej nie oszaleć.

Zachęcam Was do lektury „Rywalki”, jednak nie do końca zgadzam się ze stwierdzeniem, że jest to trzymający w napięciu thriller, bo właśnie tego napięcia w tej książce mi zabrakło. Owszem, działania matki Adama szokują, rodząc pytanie, jak to możliwe, żeby matka z takim spokojem i dystansem metodycznie krok po kroku z premedytacją niszczyła związek własnego dziecka? Nie odczułam jednak jakiegoś zapierającego dech w piersiach lęku, czy strachu. Dopiero zakończenie sprawiło, że poczułam dreszcze na ciele, uświadamiając sobie, jak bardzo dałam się oszukać. Nawet przez chwilę czytając tę książkę, nie podejrzewałam, że autorka zaserwuje nam tak emocjonujące i nieprzewidywalne rozwiązanie wielu niewiadomych, które ukaże całość opisanych na kartach powieści wydarzeń w zupełnie innym świetle.
Pamiętajcie, najbardziej oczywiste, bywa niewidoczne dla oczu.

Jak wspomniałam już wcześniej, jest to naprawdę bardzo dobra książka, więc na pewno Was nie zawiedzie. Bardzo swobodny styl pisania autorki sprawi, że kolejnych stron książki będzie ubywać Wam w mgnieniu oka, a kiedy poznacie już całość fabuły, bogatsi o to, z czego na początku nie zdawaliście sobie sprawy, będziecie chcieli przeczytać „Rywalkę ” jeszcze raz, nie mogąc zrozumieć, jak to możliwe, że przeoczyliście tak istotne fakty, które przecież teraz po skończeniu książki okazują się tak bardzo oczywiste.

Książkę możecie kupić na stronie księgarni Tania książka. Zachęcam również do zapoznania się z całą ofertą bestsellerów księgarni.


czwartek, 9 sierpnia 2018

Księżniczka na wieży.

W życiu prawie każdej kobiety nadchodzi moment, kiedy pragnie wyjść za mąż. Założyć rodzinę i wieść szczęśliwe życie u boku kochającego męża, słysząc tupot małych stópek w zaciszu własnego domu wypełnionego miłością.
Sara, dwudziestoośmioletnia bohaterka debiutanckiej powieści Doroty Pasek pt. „Czas gniazdowania” zaledwie trzy lata temu miała to wszystko, niemal na wyciągniecie ręki. Po kilku nieudanych związkach z czasów szkolnych wierzyła, że teraz właśnie z Marcelem uda jej się uwić rodzinne gniazdko. Niestety tuż przed ślubem jedna chwila, która do dziś tkwi w pamięci naszej bohaterki, niszczy jej wszystkie marzenia i plany, Upokorzona i zraniona wbrew oczekiwaniom najbliższych z krwawiącym sercem przed ołtarzem wypowiada jedno krótkie słowo - Nie.
Dziś, kiedy my czytelnicy poznajemy obecne życie dziewczyny, mamy wrażenie, że jej świat zatrzymał się w miejscu. Jest, niczym księżniczka na wieży, do której dostępu bronią demony przeszłości. Mimo że od wydarzeń, które zdruzgotały jej całe życie, minęło już dość dużo czasu, by się pozbierać i zacząć wszystko od początku, Sara nie chce zapomnieć. Jej były narzeczony dawno już ułożył sobie życie. Wielokrotnie próbował też wytłumaczyć jej, dlaczego postąpił tak, jak postąpił, lecz ona nie chce zapomnieć i broń boże wybaczyć. W obawie przed ponownym zranieniem nie dopuszcza do siebie mężczyzn, a na wypadek, gdyby zapomniała, jak bardzo przez jednego z nich cierpiała, nadal przechowuje swoją suknię ślubną. Ten relikt przeszłości często nadal sprawia jej ból, osacza i niemalże dusi, ale jednocześnie jest przestrogą, by ponownie nie dać się oszukać i skrzywdzić.
Codzienność młodej kobiety wypełnia praca nauczycielki języków obcych w miejscowej podstawówce. Sara nie potrafi śmiało spojrzeć ludziom w oczy. Jako że akcja powieści rozgrywa się w małej wiosce, a jak wiadomo, w tak niewielkiej społeczności wszyscy się znają i wiedzą o sobie niemalże wszystko, nieustannie towarzyszy jej poczucie, że każdy mieszkaniec wioski posyła jej ukradkowe spojrzenia pełne litości, a za jej plecami ludzie szepczą o tym, co ją spotkało.
Wszystko zmienia się, gdy w życiu Sary pojawia się tajemniczy mężczyzna, któremu ta decyduje się wynająć dom po zmarłej babci. Choć początkowo oboje nie dążą do zbytniej zażyłości, wkrótce jedno zdarzenie sprawi, że zaledwie dwa tygodnie wystarczą, aby zaczęli patrzeć na siebie zupełnie inaczej.

Jak się zapewne domyślacie, uczucia zaczną walkę z obawami, lękiem i strachem. Jednak jeśli liczycie na sielankę, to tu jej nie znajdziecie, ponieważ Grzegorz, do którego budzi się serce Sary, również dźwiga na swoich barkach ciężar trudnej przeszłości. Jeśli jesteście ciekawi, jakie sekrety skrywają Sara i Grzegorz, musicie sięgnąć po „Czas gniazdowania”, bo ja oczywiście Wam tego nie zdradzę.

Pani Dorota Pasek kreując perypetie Sary, zwróciła uwagę na bardzo istotny według mnie problem, z którego często nie zdajemy sobie sprawy. A mianowicie, na kwestię tego, jak duże znaczenie na życie dziecka ma wpływ rodziców. Rodzice, wielokrotnie próbują narzucić dziecku własną wolę, chcą decydować o jego wyborach i decyzjach, żyjąc w przekonaniu, że to oni wiedzą lepiej, co dla niego najlepsze. Podobnie było w przypadku Sary. Z dwójki dzieci swoich rodziców, to ona była tą posłuszną, cichą ułożoną. Nikt nigdy nie pytała jej o zdanie, Każdy decydował za nią, nie licząc się z jej uczuciami i pragnieniami. Jak się przekonacie, odcisnęło to ogromne piętno również na dorosłym życiu dziewczyny.

Zachęcam Was do tego, abyście przeczytali „Czas gniazdowania” i sami przekonali się, czy Grzegorzowi uda się wyrwać swoją księżniczkę z koszmaru, w którym tkwi? Czy Sara odważy się wziąć swoje życie we własne ręce, dokonywać własnych wyborów i decydować o jego kształcie? Czy po tym, co spotkało Grzegorza, miłość tej dwójki ma szanse rozkwitnąć? Czy może Grzegorz zniknie tak samo nagle, jak nagle pojawił się w życiu Sary?
Jak widzicie, zostawiam Was z wieloma bardzo ważnymi pytaniami bez odpowiedzi, ale nie martwcie się, odpowiedzi na nie wszystkie znajdziecie na kartach powieści.

Zapewniam Was, że autorka rozpoczęła swoją przygodę z pisaniem naprawdę dobrym debiutem. Co prawda, dostrzegamy, w tej książce pewną schematyczność, jednak mnie ona zupełnie nie przeszkadzała, ponieważ na pierwszy plan wysuwa się dojrzałość opisanej w niej historii, co jest jej bardzo dużym atutem. Nie doszukamy się tu bowiem ociekającej lukrem miłości, której sama mam już dość w książkach. Ci ludzie naprawdę dużo w życiu przeszli. Oni, jak każdy z nas pragną kochać i być kochanym, ale żeby do tego doszło, muszą stanąć do najtrudniejszej w swoim życiu walki. Walki z samym sobą, a zapewne nikomu z Was nie muszę uświadamiać, że walka ta, nie zawsze jest zwycięska.
To, co mnie osobiście urzekło w tej książce, to poczucie, że przez całą tę książkę niemalże płyniemy spokojnym nurtem. Akcja toczy się niespiesznie, a my nie czytamy, lecz odczuwamy całym sobą.
Jeśli jeszcze nie czytaliście tej książki, nie zwlekajcie dłużej. Jest to bardzo życiowa historia, która wciągnie Was od pierwszej strony i pozwoli oderwać się od problemów i trosk dnia codziennego, ofiarując Wam relaks, ukojenie i wyciszenie.

Na zakończenie chcę serdecznie pogratulować autorce i zapewnić, że z niecierpliwością czekam na kolejną książkę.

Recenzja powstałą we współpracy z wydawnictwem Zysk i S- ka, za co serdecznie dziękuję.


poniedziałek, 6 sierpnia 2018

Przedpremierowo - " Jak mogłaś" Heidi Perks

Moi kochani na pewno zgodzicie się ze mną, że posiadanie przyjaciela, to jedno z największych pragnień każdego z nas. Każdy już od czasów dzieciństwa marzy o tym, by mieć w swoim życiu osobę, której może zaufać, zwierzyć się i na którą zawsze może liczyć. Na pewno ci z Was, którzy mogą cieszyć się darem prawdziwej przyjaźni, zapytani, co mógłbyś powiedzieć o swoim przyjacielu, bez wahania opisaliby go w samych superlatywach. Jednak czy jesteście pewni, że Wasz przyjaciel w istocie jest tak nieskazitelny, jak wy sami go postrzegacie? Proszę, abyście nie odpowiadali zbyt pochopnie na to pytanie ponieważ, jak się się za chwilę przekonacie życie może w każdej chwili bardzo boleśnie sprowadzić nas na ziemię i uświadomić nam, że ten obraz naszego przyjaciela jaki skrywamy w sercu jest tylko złudnym wyobrażeniem, a najsurowszym weryfikatorem wartości przyjaźni jest oczywiście samo życie, które wystawia więzi łączące przyjaciół na wiele trudnych prób. O jednej z takich najcięższych prób przyjaźni opowiada historia opisana na kartach książki Heidi Perks „Jak mogłaś”

Zanim jednak opowiem wam o samej książce mam dla was trudne zadanie Wyobraźcie sobie, że Wasza najlepsza przyjaciółka powierza wam pod opiekę swoje dziecko ufając, że pod waszą opieką będzie ono bezpieczne i wierząc, że będziecie go pilnować jak jak oka w głowie, a Wy tracicie je tylko na moment z pola widzenia i ta chwila wystarczy, by dziecko zniknęło. A teraz odwróćmy sytuacje i zastanówcie się przez chwile, że to wasze dziecko znika bez śladu pod opieką Waszej przyjaciółki.

W tym momencie powstaje pytanie: Lepiej jest zgubić własne, czy cudze dziecko?

Wiem że to pytanie wydaje się absurdalne i niedorzeczne, jednak jest to jedno z wielu pytań, które pada podczas historii, którą za chwilę postaram się Wam w kilku słowach przybliżyć. 

Poznajcie Harriet szczęśliwą żonę i matkę czteroletniej Alice. Kobieta wraz z rodziną kilka lat temu przeprowadziła się do małego miasteczka, w którym rozgrywa się akcja powieści. Mimo że minęło już wystarczająco dużo czasu, aby kobieta zdążyła się zaaklimatyzować w nowym miejscu, ona nadal nie czuje się dobrze w swoim domu. Treścią jej życie, która wypełnia jej każdy dzień jest córeczka, którą kocha całym sercem. Harriet jest bardzo skrytą osobą, co prawda spotyka się z innymi matkami, ale robi to za namową Charlotte, jedyną osobę, z którą udało jej się zaprzyjaźnić. Teraz to właśnie Charlotte jest najlepszą przyjaciółką Harriet. 

Pewnego dnia Harriet okazuje swojej przyjaciółce największy dowód zaufania powierzając jej pod opiekę swoje dziecko. Dziewczynka wspólnie z trójką dzieci Charlotte będzie uczestniczyć w szkolnym festynie. Musicie wiedzieć, że dla Harriet jest to bardzo wielka chwila, ponieważ nigdy wcześniej nie odważyła się oddać swojego dziecka komukolwiek pod opiekę. Jak się za kilka godzin okaże, jest to również ostatnia chwila, w której widzi swoją ukochaną córeczkę. Ku ogromnej rozpaczy matki, przyjaciółka wraca do domu bez jej małego skarbu. Dziecko znika bez śladu. Co stało się z małą, bezbronna dziewczynką.? Oddaliła się od swojej opiekunki sama, czy może ktoś ją porwał i jaki mógł mieć motyw? A co najważniejsze, czy nie jest już za późno na to, aby dziewczynka wróciła do matki cała i zdrowa? Odpowiedzi na te pytania poszukajcie podczas lektury książki. 
Policja prowadzi śledztwo podczas którego na światło dzienne wychodzą mroczne sekrety obu kobiet. Wkrótce obie będą musiały spotkać się twarzą w twarz na komisariacie w sprawie morderstwa. Aby ocalić siebie muzą wzajemnie sobie pomóc. Czy po tym, co się stało będą jeszcze chciały podać sobie pomocną dłoń, tak, jak czynią to prawdziwe przyjaciółki?

Jak mogłaś”to książka, która ma swoje drugie dno. Autorka uświadamia nam, że zazwyczaj, to na co w pierwszej kolejności powinniśmy zwrócić uwagę, często skrywane jest pod płaszczem pozorów i głęboko skrywanej bolesnej prawdy. Nie zawsze to co widzimy jest rzeczywistością. Bardzo dosadnie sprawdza się w przypadku tej opowieści jedno bardzo mądre polskie powiedzenie: 

„Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma”

Gorąco polecam Wam tę książkę. „Jak mogłaś”, to jedna z tych książek, które dosłownie się pochłania. Pani Perks tak mocno wciąga czytelnika w sieć intryg i kłamstw, że nie sposób oderwać się od książki, dopóki nie przeczytacie ostatniego zdania. A kiedy już zamkniecie książkę, w waszych głowach zrodzi się mnóstwo przemyśleń, które sprawią ,że mocno zweryfikujecie swój sposób postrzegania waszych przyjaciół. Być może na dotychczasowym obrazie ich osoby pojawią się rysy. Być może dzięki lekturze tej książki, zaczniecie dostrzegać coś, czego do tej pory nie chcieliście dostrzec. 

Mówi się, że prawdziwy przyjaciel to, ten, który chce dla nas dobrze, ale czy na pewno? 

Nie pozostaje Wam nic innego, jak przeczytać „Jak mogłaś” i się przekonać.
Będziecie mieli taką możliwość już 8 sierpnia 2018 roku, kiedy to książka ma swoją premierę.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Otwarte.

sobota, 4 sierpnia 2018

Siła konfliktu.


Kochani dziś przychodzę do Was z kolejnym bardzo ważnym tematem do przemyśleń i refleksji, a to wszystko za sprawą Pani Małgorzaty Kasprzyk i Jej najnowszej książki „Podwójne życie”. Chciałabym, abyśmy dziś zastanowili się wspólnie, skąd się biorą konflikty? Co jest ich źródłem między ludźmi? Na to pytanie oczywiście istnieje bardzo wiele odpowiedzi. Z moich życiowych obserwacji wywnioskowałam, że najczęściej podłożem takowych konfliktów okazują się zazdrość, niedopowiedzenia, brak komunikacji, ludzkie domysły, które często nie mają pokrycia w rzeczywistości oraz plotki, czyli tak zwana „poczta pantoflowa”, bądź „głuchy telefon”. Te wszystkie czynniki razem wzięte tworzą bombę z opóźnionym zapłonem.
Przekonali się o tym na własnej skórze bohaterowie „Podwójnego życia”.


Filip i Michał są kolegami pracującymi w tej samej korporacji, chodź określenie koledzy, w przypadku łączą ich relacji, jest dużym nadużyciem. Filip nigdy nie przepadał za Michałem, uważając go za wyniosłego aroganta, dla którego nigdy nie miał szacunku,bo ten, z uwagi na swoje rozległe koneksje rodzinne zdobył pracę dzięki protekcji i nie potrafi jej uszanować, podczas gdy on do wszystkiego doszedł własnymi rękoma, a we wszystkie powierzone mu obowiązki służbowe wkłada dużo serca i zaangażowania. Obaj mężczyźni zdają sobie sprawę, że ich stosunki nie są najlepsze, ale nigdy nie próbują niczego między sobą wyjaśnić. Po prostu tolerują się, bo sytuacja tego wymaga.
Jednak życie bywa bardzo przewrotne i czasami potrafi spłatać niezłego figla. Tak też dzieje się i tym razem, bowiem wzajemna miłość do dwóch bliskich naszym bohaterom kobiet krzyżuje ich losy nie tylko na gruncie zawodowym, ale i prywatnym. A wszystko za sprawą Martyny, przyjaciółki Michała, w której zakochuje się Filip i Ilony, kuzynki Filipa, która nie jest obojętna Michałowi. Obie kobiety zdają sobie sprawę, że ich mężczyźni delikatnie mówiąc, za sobą nie przepadają i próbują, coś z tym zrobić, ale jak się zapewne domyślacie, nie jest to łatwe. Co więcej, pewien sekret, który skrywa Martyna, jeszcze bardziej eskaluje zaistniały konflikt.
Nie zdradzę nic więcej, żeby nie psuć Wam przyjemności czytania, powiem tylko, że nie tylko Martyna ma swój sekret. Pozostała trójka również skrywa swoje tajemnice, ale wszystkie musicie odkryć sami, sięgając po książkę.


To, co według mnie jest największym atutem tej książki to autentyczność jej bohaterów. Nie są oni w żaden sposób wyidealizowani, czy przerysowani. Mają swoje wady i zalety, troski i zmartwienia, radości i smutki, Każde z nich pragnie zaznać szczęścia, a więc są tacy, jak każdy z nas, dzięki czemu z biegiem lektury stają nam się bliscy i zaczynamy nie tylko trzymać za nich kciuki, ale również się z nimi utożsamiać, co skłania nas do wielu przemyśleń i refleksji.

Pani Małgosia oddała w ręce swoich czytelników książkę, która może być dla nas wszystkich doskonałą lekcją. Autorka przypomina nam, że tak, jak nie należy oceniać książki po okładce, nie należy również oceniać człowieka po pozorach, bo pozory mogą mylić, a nasza ocena może być bardzo krzywdząca. Jeśli macie problem w relacjach z jakąkolwiek osobą najlepiej wyjaśnić sobie wszystko w cztery oczy, bo szczera rozmowa jest podstawą poprawnych relacji. Nigdy nie ulegajcie sile plotki, bo ta z pewnością w niczym nie pomoże, a na pewno zaszkodzi.

Gorąco zachęcam Was do sięgnięcia po „Podwójne życie”, jest to bardzo wartościowa książka, którą ze względu na bardzo swobodny styl autorki czyta się niezwykle przyjemnie i szybko. Nie wiem, czy wiecie, ale było to moje drugie spotkanie z twórczością Pani Małgosi. Miałam przyjemność czytać wcześniej debiutancką powieść autorki, która również bardzo mi się podobała i muszę przyznać, że książka „Podwójne życie” w niczym nie ustępuje swojej poprzedniczce. Jeśli jeszcze nie mieliście okazji zapoznać się z moją recenzją książki „Rodzinne rewolucje”, możecie oczywiście nadrobić to już teraz, klikając TUTAJ, do czego serdecznie zachęcam.

Jeśli chcecie dowiedzieć się, czy Michałowi i Filipowi uda się znaleźć drogę porozumienia, a może wręcz przeciwne, ich złość i wzajemna do siebie niechęć zniszczy szanse na miłość i szczęście, nie czekajcie dłużej i kliknijcie w link do strony wydawnictwa E-bookowo, gdzie możecie kupić „Podwójne życie” w wersji elektronicznej.

Moi drodzy chciałabym zapytać Was, jak Wy radzicie sobie z rozwiązywaniem konfliktów?

Zapraszam do dyskusji w komentarzach.


Na zakończenie chcę podziękować Pani Małgosi za możliwość spędzenia tak wartościowych chwil z Jej książką. Serdecznie dziękuję Pani Małgosiu.