sobota, 15 czerwca 2019

Żądza pieniądza

Kochani nie znam nikogo, kto składając komuś życzenia, nie życzyłby tej osobie dużo pieniędzy. Ten zwrot ciśnie się nam na usta niemal automatycznie w takich chwilach. Często również my sami snujemy sobie plany i marzenia o tym, jak wspaniale byłoby być bogatym i jak bardzo odmieniłoby to nasze życie. A jeśli już myślimy o dużych pieniądzach, to często kojarzą nam się one z wygraną. To, że bycie bogatym odmienia życie, nie ulega wątpliwości, ale czy zawsze jest to zmiana na lepsze? Na to pytanie próbuje znaleźć odpowiedź Karolina Wójciak w swojej najnowszej książce „Nigdy nie wygrasz”.

Główną bohaterką książki jest Majka. Dziewczyna ma dopiero niewiele ponad trzydzieści lat, a za sobą już życie, które bez wahania można nazwać piekłem na ziemi. Jest zupełnie sama na świecie. Nie ma nikogo, na kim mogłaby się wesprzeć. Majka pracuje w przydrożnym barze, gdzie jest traktowana jak dziwoląg i popychadło. Nie trudno się dziwić, że w takiej sytuacji nasza bohaterka pragnie dla siebie lepszego życia, a w jej najskrytszych marzeniach przepustką do niego ma być wygrana w lotto, w którego gra regularnie. Wkrótce w barze dochodzi do zabójstwa jednego z klientów, w które kobieta zostaje zamieszana. Czy słusznie? Tego dowiecie się, czytając książkę. Niebawem po tych szokujących i trudnych przeżyciach wszystko wskazuje na to, że los się wreszcie do tej biednej dziewczyny uśmiechnął, bo oto w jednej z największych kumulacji loterii wygrywa naprawdę duże pieniądze i staje się milionerką. Majka wierzy, że teraz kiedy ma pieniądze, zyska również szacunek tych, którzy dotychczas nią pogardzali. Niestety dzieje się zupełnie odwrotnie. Nagle wokół niej pojawiają się osoby, które wykorzystując dobroć, nieporadność życiową i naiwność świeżo upieczonej milionerki, niczym sępy wszelkimi sposobami chcą wyrwać od niej te pieniądze. Sterowana przez innych niczym marionetka Maja dokonuje wyborów, które sprowadzają na nią wiele kłopotów. Teraz już nigdzie nie jest bezpieczna...

Majka, to niejedyna główna postać tej historii. Na kartach tej powieści poznajemy również osobę Darka, kochającego męża i wspaniałego ojca, który dla rodziny poświęcił swoje młodzieńcze plany i marzenia. Dziś czuje, że chciałby dla siebie czegoś więcej i niespodziewanie taką szansę od losu dostaje. Otrzymuje zadanie zrealizowania swojego autorskiego projektu, którym będzie nagranie reportażu na temat tego, jak duże wygrane w grze lotto wpłynęły na życie osób, które te pieniądze wygrały. To, co wynika z materiałów, które udało mu się zgromadzić, powoduje ogromny szok i niedowierzanie. W niedługim czasie, po ogłoszeniu przez media informacji o najnowszej wygranej, chce także porozmawiać z Majką. Żona Darka od początku nie popiera jego udziału w tym zleceniu, jednak Darek chce wreszcie, zrobić coś dla siebie. Ale czy gdyby wiedział, co go czeka, nadal chciałby gonić za marzeniami? Przekonajcie się sami.

„Przez pieniądze będziesz płakać bardziej niż z ich braku".

„Nigdy nie wygrasz” to książka o tym, że pieniądze nigdy nie są gwarantem szczęścia. Wręcz przeciwnie - ich siła może być bardzo destrukcyjna i niszczyć wszystko, co tak naprawdę w życiu ważne. Pieniądz daje nam złudne poczucie władzy, przez co, nim zdążymy zdać sobie z czegokolwiek sprawę, może zamienić nasze życie w koszmar. Pieniądze dają nam także poczucie gwarancji tego, że kiedy je mamy, nie musimy się o nic martwić, a ta pewność może uśpić naszą czujność i stać się naszą zgubą.

Pani Karolina Wójciak oddała w nasze ręce bardzo życiową i prawdziwą, a przez to mocną w przekazie książkę, która tak naprawdę mogłaby być historią każdego z nas. I to jest przerażające. To właśnie dzięki tej książce uświadamiamy sobie bardzo dobitnie, jak wiele cierpienia i krzywdy może nieść w sobie żądza pieniądza. Do jak bezwzględnych czynów jest w stanie posunąć się człowiek wobec drugiego człowieka, po to, tylko aby mieć, a nie tylko być. 

Moi kochani tytuł ten to emocjonalny rollercoaster, który wciąga od początku do końca. Nie da się od tej książki oderwać, a to za sprawą trzymającej w napięciu akcji i zaskakującym jej zwrotom. Od pierwszego zdania widać, że autorka włożyła w  napisanie tej historii nie tylko całe serce i ogrom zaangażowania, ale również mnóstwo pracy. To, o czym czytamy między stronami „Nigdy nie wygrasz” zostało dopracowane w każdym, nawet najmniejszym detalu, dzięki czemu książkę czyta się dosłownie w mgnieniu oka. Nie znaczy to jednak, że po skończonej lekturze równie szybko się o niej zapomina. O nie. Wszystko to, o czym przeczytałam w publikacji i czego doświadczyłam podczas czytania, mocno wwierciło się w moją głowę i nie pozwalało o sobie zapomnieć. Nadal nie mogę się emocjonalnie z tą książką pożegnać. Nachodzi mnie mnóstwo refleksji i przemyśleń. I wiecie co, jednego jestem pewna. Po przeczytaniu „Nigdy nie wygrasz” już nigdy nie będziecie nawet marzyć o wygranej i bogactwie. Wierzę w to, że każdy z nas ceni o wiele ważniejsze wartości w życiu.

Koniecznie sięgnijcie po „Nigdy nie wygrasz”, to jedna z najlepszych książek, jaką udało mi się dotychczas przeczytać. Na pewno jeszcze do niej wrócę.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Niezwykłe, za co bardzo dziękuję.

wtorek, 11 czerwca 2019

Treningowy chłopak.

Moi kochani nie wiem, czy pamiętacie, ale jakiś czas temu w ramach promocji książki Helen Hoang "Więcej niż pocałunek", miałam przyjemność recenzować dla Was jej pierwsze trzy rozdziały. Już wtedy gorąco zachęcałam Was do tego, abyście wspólnie ze mną wyczekiwali jej premiery, która miała miejsce 5 czerwca bieżącego roku. Natomiast wielu z Was pisało mi wówczas, że dla Was trzy rozdziały to zdecydowanie za mało, żebyście mogli ostatecznie zdecydować, czy chcecie sięgnąć po ten tytuł, bo przecież  obiecujący początek o niczym nie przesądza. Obiecałam Wam wówczas, że już wkrótce przyjdę do Was z recenzją całej powieści, abyście mogli dowiedzieć się o tej książce nieco więcej. I to właśnie dziś nadszedł ten moment.

Zanim jednak odpowiem Wam na pytanie, czy mój zachwyt, który już wówczas wzbudziło we mnie samo preludium do tego, co przygotowała dla swoich czytelników autorka, po poznaniu całości historii nadal jest tak samo wielki, czy też może znacząco zmalał, a może nawet wygasł zupełnie, pozwolę sobie opowiedzieć tym z Was, którzy nie mieliście jeszcze okazji czytać wcześniej niczego na temat owego tytułu, kilka słów o samej jego fabule.

Główną bohaterką powieści jest trzydziestoletnia Stella. Śmiało możemy powiedzieć o niej, że jest kobietą sukcesu. Pracuje jako ekonomistka w korporacji. W środowisku zawodowym czuje się jak ryba w wodzie, co przekłada się na uznanie i awanse. Analityczny umysł Stelli jest doskonałym jej atutem w pracy, natomiast nie pomaga jej w życiu prywatnym. Zapewne zastanawiacie się, w czym tkwi problem, Otóż nasza bohaterka choruje na autyzm, a dokładnie na Zespół Aspergera. Jednym z symptomów tej choroby są duże problemy chorego w nawiązywaniu relacji społecznych. Osoba, u której zdiagnozowano tę jednostkę chorobową, boi się bliskości oraz naruszenia jej przestrzeni osobistej, jak również zaburzenia w jakikolwiek sposób  schematów funkcjonowania, które towarzyszą jej każdego dnia. Dlaczego o tym wszystkim Wam piszę? A no dlatego, że w związku z powyższym Stella ma również trudności w kontaktach z mężczyznami, co spędza sen z powiek jej matce. Rodzicielka martwi się, że mimo swoich trzydziestu lat, jej córka nadal jest sama. Stella nie pali się do budowania związku, ponieważ wszelkie dotychczasowe doświadczenia w tej dziedzinie życia okazały się totalną porażką. Wszelkiej winy za niepowodzenia w życiu prywatnym Stella dopatruje się w sobie i swojej chorobie, dlatego postanawia wprowadzić w życie bardzo spontaniczny i nietuzinkowy plan. I tak oto w jej życiu pojawia się Michael, chłopak do towarzystwa, który otrzymuje od niej nietypową propozycję. On nauczy ją bliskości fizycznej z mężczyzną, a ona mu za to zapłaci. Chłopak nie spodziewał się takiego zlecenia, ale, jako że jest profesjonalistą, godzi się podjąć wyzwanie. Z pozoru plan jest prosty i klarowny, jednak, jak się domyślacie w tak delikatnej materii, jaką jest bliskość fizyczna między kobietą i mężczyzną, nie da się niczego zaplanować i przewidzieć. Wkrótce skrupulatny plan mocno wymyka się spod kontroli i znacząco wykracza poza ustalone ramy i narzucone mu granice. Jeśli chcecie wiedzieć, dokąd doprowadzi Stellę i Michaela, to wszystko, co dzieje się w ich kawałku, na ten moment wspólnej przestrzeni życiowej, koniecznie sięgnijcie po książkę.

Stella i jej „treningowy” chłopak to dwoje bardzo wrażliwych ludzi, którzy mogą sobie wiele dać, ale jednocześnie mogą również sprawić sobie wiele bólu i cierpienia. Wystarczy jeden nieostrożny krok i zbyt pochopna decyzja. Obydwoje bardzo wiele ryzykują, bowiem uczucia to nie zabawa. Stella, choć jest dorosłą kobietą, to w sprawach uczuć i relacji damsko-męskich jest niczym wylęknione dziecko we mgle. Całą swoją ufność pokłada w Michaelu, co on z tym zrobi i jak poradzi sobie z tą świadomością?

Z kolei Michael zmaga się w życiu prywatnym z poważnymi problemami, które doprowadziły do tego, że dziś jest tym, kim jest. Dlaczego godzi się na bycie żigolakiem, z którego uczuciami i potrzebami nikt się nie liczy? Czy Stella pokaże mu, że mógłby żyć inaczej? Na te i wiele innych pytań znajdziecie odpowiedzi oczywiście między stronami książki „Więcej niż pocałunek”.

Nie wiem, czy wiecie, ale książka ta otrzymała wiele bardzo ważnych nagród i wyróżnień literackich. Po jej lekturze zapewniam Was, że są to nagrody w pełni zasłużone, gdyż autorce udało się połączyć w tej historii przyjemne z bardzo pożytecznym. Czytelnik otrzymuje bowiem ciekawą poruszającą i wciągającą opowieść miłosną z subtelnie przedstawionymi scenami erotycznymi, w których odnajdujemy nie tylko pożądanie i aspekt seksualny, ale przede wszystkim uczucia, odkrywanie prawdziwej radości, przyjemności i pasji we wzajemnym poznawaniu siebie, akceptacji i zrozumieniu. A do tego wszystkiego Helen Hoang w bardzo przystępny i obrazowy sposób, opierając się na własnych przeżyciach, pokazuje nam, jak wygląda życie osoby z autyzmem w odniesieniu do jego intymnej sfery, a także uświadamia nam, że osoba taka również ma prawo kochać i być kochana. Wystarczy tylko pamiętać, że podobnie, jak w każdym innym związku niezbędne są kompromis, zrozumienie i czas.

Gorąco polecam Wam tę książkę właśnie teraz na wakacje, ponieważ to właśnie w czasie letnim rodzą się bardzo często uczucia, którym wielu nigdy nie dałoby szansy na przetrwanie. A ta książka jest dowodem na to, że nikogo nie należy nigdy szufladkować i przekreślać. Bo co, jak co, ale miłość nie podlega żadnym regułom.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Muza, za co bardzo dziękuję.

piątek, 7 czerwca 2019

W każdym z nas tkwi demon zła.

Najstraszniejsze demony mieszkają w nas samych. Starajmy się ich nie zbudzić”.

Kochani cytat ten widnieje na okładce najnowszej książki Marty Zaborowskiej „Lęki podskórne”, o której chcę Wam dziś opowiedzieć. Dla mnie, jako psychologa już te kilka słów sugerowało, że autorka przedstawi czytelnikowi mroczne zakamarki ludzkiej psychiki. Te, których na co dzień nikt w nas nie dostrzeże, a często nawet my sami nie zdajemy sobie z nich sprawy. Przypuszczenia te w połączeniu z intrygującym opisem zrodziły we mnie nadzieję, że oto w moje ręce trafiła książka, która nie tylko pozwoli mi spędzić kilka godzin na zajmującej lekturze, ale przede wszystkim skłoni do refleksji i wielu przemyśleń. O tym, czy to, czego oczekiwałam, zostało mi dane, przekonacie się już za chwilę.

A zaczęło się naprawdę intrygująco, bo oto główny bohater powieści, znany i ceniony scenarzysta teatralny w dniu swoich czterdziestych urodzin zostaje ofiarą wypadku. Nie ma świadków zdarzenia, a sam mężczyzna niewiele pamięta. Po opuszczeniu szpitala Ben zostaje otoczony opieką przez swoją żonę Lunę. Niestety leki, które kobieta podaje mężowi, bardzo szybko pogarszają jego stan. Mimo to nasz bohater ciągle stara się przypomnieć sobie, co tak naprawdę wydarzyło się w noc wypadku. Świadomość wraca powoli, niczym misternie składane pojedyncze elementy układanki, a to, jaki wspólnie tworzą obraz, dosłownie przeraża. Całości dopełnia chwila, kiedy Bernard niezauważony przez Lunę widzi w jej rękach zakrwawioną sukienkę. Dodając dwa do dwóch, uświadamia sobie, że tamtej nocy doszło również do morderstwa. Od tego momentu kończy się małżeńska idylla.

Moi drodzy możecie mi wierzyć, że to zaledwie niewielki ułamek tego, co przygotowała dla nas autorka, W książce mamy bowiem ukazane w mistrzowski niemal sposób to, jak psychika ludzka, kształtuje się niemalże od najmłodszych lat pod wpływem różnego rodzaju przeżyć i emocji.

Bernard i Luna to młodzi stażem małżonkowie. Każde z nich wiele przeszło, a ich związek miał być początkiem nowego życia, w którym będą mogli pogodzić się z przeszłością i wspólnie budować bezpieczną przyszłość. Bernard bardzo kocha swoją żonę, choć nie zawsze jest to łatwe, ponieważ cierpi ona na zaburzenia osobowości w psychologii określane mianem Syndromem borderline, co tłumaczy się, jako osobowość z pogranicza. Osobowość taka mieści się pomiędzy zaburzeniami psychotycznymi (schizofrenicznymi) a zaburzeniami neurotycznymi (nerwicami) Stany osób, u których stwierdzono ów syndrom, nie są jednak tak mocno zaostrzone, by można było zdiagnozować schizofrenię. Nie chcę Wam zbyt wiele zdradzać, aby nie pozbawić Was możliwości odkrywania tego, jak na co dzień wygląda życie z Luną i jej chorobą, powiem tylko, że sam Ben bardzo wiele jej zachowań tłumaczy właśnie tym, że są one spowodowane syndromem borderline i wiele jej wybacza. Ale czy powinien? Tak bardzo wyrozumiały nie jest za to, przyjaciel mężczyzny Igor, który nie tylko nie darzy Luny sympatią, ale także bacznie patrzy jej na ręce podczas rekonwalescencji przyjaciela. Czy słusznie? O tym przekonajcie się już sami.

Nie zdradzę nic więcej. Od siebie zostawię Wam tylko jedną radę, która jest bardzo cenna, kiedy przystępujemy do lektury książki. Bądźcie czujni i nie dajcie się oszukać. „Lęki podskórne”, skrywają na swoich kartach historię, w której nic nie jest takim, jakim na początku się wydaje. Tu nic nie jest tylko czarne albo tylko białe. Im bardziej zagłębiamy się w bieg opisanych w książce wydarzeń, tym bardziej przekonujemy się, że tak naprawdę w każdym człowieku tkwi demon zła, który jeśli się zbudzi, jest bardzo nieprzewidywalny w swoich poczynaniach. Tu nikomu nie można ufać.

Gorąco zachęcam Was do sięgnięcia po „Lęki podskórne”. Marta Zaborowska oddała w nasze ręce wspaniały, trzymający w napięciu thriller psychologiczny z szeroko rozbudowanym wątkiem kryminalnym, od którego nie można się oderwać. Autorka niemalże żongluje naszymi emocjami dzięki stopniowemu odkrywaniu przed czytelnikiem coraz to nowych szokujących faktów. Podczas gdy już byłam przekonana, że na pewno już znam zakończenie, nagle działo się coś, co uświadamiało mi, w jak wielkim byłam błędzie. I wierzcie mi, do końca nie da się w tej książce niczego przewidzieć. A kiedy już wszystkie elementy układanki trafią na właściwe miejsca, jedyne co będziecie w stanie powiedzieć, to jedno wielkie WOW.

Tę książkę po prostu trzeba przeczytać. Nie zwlekajcie ani chwili dłużej.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Czarna owca, za co bardzo dziękuję.


poniedziałek, 3 czerwca 2019

Kiedy plotka zaczyna żyć własnym życiem.

„Plotki są jak nasiona niesione przez wiatr. Nie da się przewidzieć, gdzie wylądują, ale gdzieś na pewno. Zagnieżdżą się w pęknięciach i szczelinach, zaczną kiełkować. A potem zapuszczają korzenie. Nie ma znaczenia, czy jest w nich prawda, czy nie. Im częściej są powtarzane, tym szybciej i bardziej rosną, niczym łodygi fasoli pnące się ku słońcu”.

Moi drodzy od urodzenia mieszkam w niewielkiej miejscowości i choć bardzo kocham moją cichą i urokliwą wioskę i nie zamieniłabym jej na żadne inne miejsce na świecie, to jednak jest coś, czego bardzo nie lubię. Z uwagi na to, że wszyscy mieszkańcy naszej miejscowości znają się niemalże od pokoleń, a i dzieje się tu niezbyt wiele, to niestety wszyscy wszystko o sobie wiedzą, a nawet więcej, często wydaje im się, że o danej osobie wiedzą więcej niż ona sama o sobie. I tak oto rodzą się plotki, które szeptane niby to w sekrecie przez jedną sąsiadkę drugiej sąsiadce, bardzo szybko obiegają całą wioskę, nierzadko obrastając w legendę. Nikt zazwyczaj nie zastanawia się, czy dana plotka ma w sobie ziarno prawdy. Ważne, że coś się dzieje.

Na tę odrobinę prywaty pozwoliłam sobie ze względu na to, że dziś chcę opowiedzieć Wam o książce „Plotka Lesley Kara, która na swoich kartach skrywa historię, dzięki której czytelnik uświadamia sobie, jak wiele złego może uczynić plotka niesiona z ust do ust na ludzkich językach. Zanim jednak opowiem kilka słów o samej książce, chcę, abyście wiedzieli, że przedstawione w niej wydarzenia oparte są na prawdziwej historii.

Jeśli jesteście ciekawi, jak to wszystko się zaczęło, to zapraszam Was razem ze mną do niewielkiego nadmorskiego miasteczka Flinstead, do którego trafiamy wspólnie z główną bohaterką powieści Joanną i jej synem Alfim. Miasteczko to jest miejscem, w którym Joanna się wychowała i dorastała. Dziś wraca z Londynu, gdzie dotychczas mieszkała, w rodzinne strony, by zapewnić synkowi spokojne i szczęśliwe dzieciństwo. Dla nich obojga ta przeprowadzka ma być początkiem nowego życia. Chłopiec uczęszcza do tamtejszej szkoły, jednak nie jest mu łatwo nawiązywać przyjaźnie z nowymi kolegami z klasy. Joanna postanawia mu w tym pomóc i chce nawiązać bliższe relacje z matkami kolegów  dziecka, mając nadzieję, że w ten sposób chłopcy łatwiej zaakceptują nowego kolegę.
Pewnego dnia podczas rozmowy z innymi matkami Jo dowiaduje się, że prawdopodobnie w ich miasteczku mieszka dzieciobójczyni, która przed laty będąc jeszcze dzieckiem, wbiła nóż w serce innemu dziecku. Dziś Stella jest już dorosłą kobietą i jak wieść niesie pod innym nazwiskiem, ukrywa się właśnie w Finstead. Początkowo Jo postanawia zbagatelizować te pogłoski. Jednak to, czego się dowiedziała, nie daje jej spokoju i już wkrótce powtarza  zasłyszaną plotkę dalej. Lotem błyskawicy plotka zaczyna żyć własnym życiem.
Niebawem okazuje się, że zbytnie zainteresowanie Joanny sprawą morderczyni, a także rozpowiadanie plotki może kosztować ją bardzo wiele. Ciekawość to pierwszy stopień do piekła, którym dla matki bez wątpienia jest zagrożone bezpieczeństwo jej dziecka. Joanna otrzymuje tajemnicze przesłanki świadczące o tym, że:
„Plotki potrafią zabijać”.
Czy synek Joanny jest w niebezpieczeństwie i kim jest ukrywająca się przestępczyni? To dwa główne nurtujące czytelnika pytania. Odpowiedz na nie, czeka na Was oczywiście podczas lektury.

Moi kochani „Plotka”, to jedna z tych książek, która zainteresowała mnie już w momencie zapowiedzi nie tylko ciekawym opisem, ale również zapewnieniami, że oto w moje ręce trafia pełen napięcia thriller, który podniesie mi poziom adrenaliny i ciśnienie krwi. W obliczu tego rodzaju zapewnień miałam wobec tej książki bardzo duże oczekiwania. I niestety się zawiodłam. Nie mogę powiedzieć, że jest to książka zła, bo z pewnością taka nie jest. Natomiast zdecydowanie historia w niej opisana jest nierówna. Mamy tu interesujący początek, słaby środek i rewelacyjne zakończenie. Ponadto bardzo uciążliwe staje się w całej fabule nagromadzenie bardzo dużej ilości bohaterów, którzy tworzą swego rodzaju sztuczny tłum. Myślę, że autorka w ten sposób chciała zmylić tropy czytelnika odnośnie wykrycia morderczyni. Tu każdy jest podejrzany, a wzajemne oskarżenia mogą mocno krzywdzić. W rezultacie jednak zabieg ten jedynie bardzo utrudnił czytelnikowi zorientowanie się, kto jest kim i jaką pełni funkcję w całej opowieści.
Jeśli chodzi o tempo akcji, to również było ono bardzo zmienne. I tak jak samo zakończenie, czyli ostatnie sto stron bardzo angażuje i pochłania czytelnika, dosłownie w mgnieniu oka, tak sam środek jest mocno i w moim odczuciu niepotrzebnie rozciągnięty, co u mnie samej zaowocowało kilkoma momentami znużenia lekturą.

Reasumując, „Plotkę” polecam tym z Was, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z tym gatunkiem i szukają czegoś, co czyta się lekko i nie wymaga zbytniego zaangażowania i wysiłku intelektualnego. Czytelnik, który jest wielbicielem thrillerów, a tym samym czyta je dość często i wymaga dużo, może poczuć się zawiedziony.

Nie chcę jednak, żebyście rezygnowali z sięgnięcia po „Plotkę” pod wpływem mojej recenzji, ponieważ wiem, że zbiera ona bardzo wysokie oceny, dlatego zachęcam Was, abyście książkę przeczytali i wyrobili sobie o niej własne zdanie. Warto dać jej szansę, choćby ze względu na świetne zakończenie.

Jako że ja zawsze daję autorowi drugą szansę, to na pewno przeczytam kolejną książkę Lesley Kara.

Recenzja powstała we współpracy z księgarnią Tania książka, za co bardzo dziękuję. Zachęcam Was również do zapoznania się z całą ofertą nowości i bestsellerów księgarni.



środa, 29 maja 2019

Gdzie jest granica między życiem, a śmiercią?

Najgorszym przeżyciem dla każdego z nas bez wątpienia jest moment, kiedy dowiadujemy się, o śmierci bliskiej nam osoby. Śmierć, kogoś, kogo kochamy, jest jedną z sytuacji, którą najtrudniej nam zaakceptować i z którą wielu z nas bardzo długo nie może się pogodzić. Oczywiście jest to, jak najbardziej zrozumiałe, dlatego bardzo ważne jest, abyśmy pożegnali kochaną osobę i pozwolili jej odejść. Jednak jak to zrobić, kiedy lekarz mówi nam „Bardzo mi przykro, pani syn, córka, mąż, brat już nie żyje” a my widzimy, że serce tej osoby nadal bije i nie możemy uwierzyć w jej śmierć?

Dziś wspólnie z Agnieszką Bednarską, autorką thrillera medycznego Zanim się obudzę”, chcemy zabrać Was  z wizytą na oddział neurologii jednego ze szpitali, do którego trafiają pacjenci pozostający w stanie śpiączki, bądź śmierci mózgowej.

Kochani zapewne większość z Was wie, że w momencie, kiedy specjalnie do tego uprawniona komisja lekarska orzeknie śmierć pnia mózgu pacjenta, wówczas lekarze najpewniej zapytają jego rodzinę, czy wyraża zgodę to, aby ich krewny został dawcą organów, które mogą uratować, życie nawet kilku osób. Tym samym sprawić, by jego śmierć nie poszła na marne, a on sam, mógł niejako żyć nadal w tych osobach. Oczywiście wszyscy wiemy, że transplantologia to niezwykle ważna dziedzina medycyny, która niestety, mimo swych ogromnych zasług, nadal wzbudza wiele kontrowersji. Jest to dziedzina, która niesie za sobą bardzo dużo trudnych pytań bez odpowiedzi, takich jak między innymi: „Gdzie jest granica między życiem a śmiercią?”, Czy metody, którymi posługuje się medycyna, są wystarczające do tego, aby z całą pewnością stwierdzić, że dana osoba nie żyje, a jej bijące serce i unosząca się klatka piersiowa świadcząca o oddechu, to tylko sztucznie podtrzymywane funkcje życiowe"? „Co dzieje się ze świadomością człowieka, który jest zbyt słaby, by wrócić, lecz wciąż, niegotowy, by odejść?” i wiele, wiele innych. Jak pisze sama autorka, ta książka nie została napisana po to, aby znaleźć odpowiedzi na te wszystkie pytania, ponieważ tak naprawdę jednoznacznej na nie odpowiedzi nie ma. Pisząc tę książkę, autorka chciała skłonić swoich czytelników do refleksji i dać nam nadzieję na to, że:

(...) bez względu na to, co nas spotka, i tak wszystko skończy się dobrze. Po tej bądź po tamtej stronie”.

Czy w moim przypadku Pani Agnieszce udało się osiągnąć swój cel? O tym, przekonacie się już za chwilę. Najpierw przybliżę Wam samą fabułę książki.

Do wspomnianego szpitala na tę samą salę oddziału neurologicznego zostaje przyjęta dwójka pacjentów. Bezimienna dziewczyna wyłowiona z rzeki i Kamil, dwudziestojednoletni chłopak. Oboje trafiają do szpitala w bardzo ciężkim stanie. Kamil z objawami śmierci mózgowej otoczony jest opieką i miłością najbliższych. Natomiast o pacjentkę, której tożsamość pozostaje nieznana, która zapadła w śpiączkę nikt się nie pyta, nikt jej nie szuka. Opieki nad dziewczyną podejmuje się siostra oddziałowa - Brygida. Wkrótce rodzice Kamila zostają poinformowani, że syn, już nie żyje, a jego organizm jest podtrzymywany  przy życiu dzięki aparaturze medycznej, do której jest podłączony, po to, by zostało utrzymane krążenie.
Ordynator szpitala prosi ich również o zastanowienie się nad podpisaniem zgody na pobranie organów do transplantacji, dzięki czemu Kamil da szansę nawet kilku osobom czekającym na nowe życie, a tym samym będzie mógł żyć nadal w kimś innym. Matka, patrząc na syna, który przecież jest jeszcze bardzo młody i silny nie wierzy w jego śmierć. Oboje z mężem nie wyrażają zgody na odłączenie Kamila od aparatury medycznej.

„- Czy jakaś komisja orzekła śmierć mojego syna? - Matka Kamila wyrwała dłonie z uścisku męża i nadzwyczaj sprawnie, jak na kogoś w jej wieku, doskoczyła do biurka, oparła się o blat i pochylając, spojrzała w twarz pani ordynator. Ich nosy dzieliło od siebie zaledwie kilka centymetrów, pani ordynator nieznacznie się cofnęła. Najprawdopodobniej nastąpi to rano. - Ordynator była nieco zbita z tropu. Czy orzekła? - Krystyna Nowacka powtórzyła pytanie. - Nie... Więc niech pani do cholery nie nazywa mojego syna dawcą! Nazywa się Kamil Nowacki, ma dwadzieścia jeden lat i jest pacjentem”.

Mimo że dla tamtejszej ordynator, jak   dla każdego lekarza dobro pacjentów jest najwyższym celem, to jednocześnie kobieta bardzo mocno angażuje się we wspieranie transplantologii, ponieważ wie, że brak podpisanej zgody na pobranie organów za każdym razem wiąże się z odebraniem komuś, kto czeka na przeszczep szansy na przeżycie i powrót do pełni zdrowia. Jak się przekonacie mimo dobrych intencji, które nią kierują, nie wzbudza ona sympatii w oczach czytelnika. Przynajmniej tak było w moim przypadku. 
W tym samym szpitalu pracuje również doktor Yao Nakamura, który jest przeciwnikiem orzekania śmierci mózgowej. To właśnie pod jego opieką znajdują się Kamil i nieznajoma dziewczyna, której siostra Brygida nadaje imię Selena. Czy doktorowi uda się przywrócić swoich pacjentów do świata żywych? O tym przekonajcie się sami.

„Zanim się obudzę” zdecydowanie spełnia swoje zadanie. Daje do myślenia i porusza. Autorka w doskonały sposób przedstawiła nie tylko dylematy, trudne wybory i jeszcze trudniejsze decyzje, przed którymi zostają postawieni lekarze i rodziny pacjentów, ale również bardzo ciekawie ukazała to, jak może się czuć osoba pozostająca w stanie śpiączki. Co może odczuwać i jak odbierać, wszystko to, co się wokół niej dzieje. Czy rzeczywiście możemy być pewni, że walka o to, aby nasz bliski za wszelką cenę był utrzymywany przy życiu, jest tym, czego on sam rzeczywiście by chciał? To kolejne z pytań, postawionych ku naszej osobistej refleksji.

Bardzo ważnym atutem tej książki jest także ukazanie ludzkiej twarzy lekarza, czy pielęgniarki. Każde z nich w pracy musi wykazać się profesjonalizmem i twardo bronić swoich racji dla dobra życia ludzkiego. Nie zawsze środowisko medyczne wzbudza sympatię rodzin pacjentów. Często wydają się nam oni służbistami bez serca. „Zanim się obudzę” przypomina nam, że lekarze i personel medyczny to ludzie, którzy tak samo, jak my w życiu prywatnym zmagają się z wieloma problemami i  troskami, dlatego pozory mogą mylić. Podczas lektury książki poznacie bardzo trudną przeszłość doktora Nakamury, troski siostry Brygidy, a nawet zobaczycie, co skrywa się za maską kontrowersyjnej osobowości samej pani ordynator. Mamy również możliwość obserwować niezwykłą więź, jaka rodzi się między siostrą Brygidą, a Seleną. 
Dodatkową zachętą do tego, abyście sięgnęli po książkę, niech będzie fakt, że przypadek Kamila i Seleny nie jest jedynym, o którym przeczytacie na jej kartach. 

Gorąco zachęcam Was do lektury tego tytułu. Jest to książka, która pochłonie Was bez reszty, ponieważ mimo trudnego tematu, czyta się ją niezwykle lekko. Już od samego początku mocno na sercu leży nam los głównych bohaterów i wspólnie z ich bliskimi czekamy na najmniejszy choćby znak z ich strony. Gest, świadczący o tym, że nas słyszą i wracają na tę stronę życia. Jednocześnie w naszej głowie rodzi się wiele pytań, które nie milkną jeszcze na długo po skończonej lekturze. Także tych natury etycznej. Nie da się również uniknąć stawiania się na miejscu zarówno pacjentów, jak i ich rodzin.
Czy chciałabym/chciałbym, aby utrzymywano mnie przy życiu za wszelką cenę?, albo  jaką decyzję podjęłabym/ podjąłbym, gdyby zaproponowano mi podpisanie zgody na pobranie organów od osoby, którą kocham? Z tymi pytaniami dziś Was zostawię.

Mam nadzieję, że udało mi się przekonać Was, że „Zanim się obudzę” to bardzo wartościowy tytuł, który warto przeczytać i przemyśleć, a później porozmawiać z najbliższymi, o tym, jaka jest nasza wola w przypadku, kiedy trzeba by było zdecydować, o tym, co stanie się z naszymi organami, kiedy nas już po tej stronie nie będzie. To naprawdę bardzo ważne. Do końca możemy czynić dobro.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Media rodzina, za co bardzo dziękuję.