Pamięć bywa zdradliwa. Potrafi leczyć rany, ale częściej działa jak gruby całun śniegu. Tylko pozornie maskuje on nierówności terenu. Często ulegamy złudzeniu, że czas przynosi ukojenie. W rzeczywistości uczy nas on jedynie życia w cieniu niewypowiedzianych krzywd. Te, niczym uśpione demony, czekają na odpowiedni moment, by powrócić do świata żywych.
Prawda o nas samych rzadko bywa czarno-biała. Najczęściej skrywa się w szarościach niedomówień i w mroku lasu, do którego baliśmy się wejść jako dzieci. Znajdziemy ją też w pustych butelkach, które miały uśmierzyć ból, a stały się źródłem nieszczęścia.
W taką gęstą atmosferę wrzuca nas Michał Śmielak na kartach swojej najnowszej książki "Śnieg przykryje". Udowadnia, że to, co raz zostało utracone, nigdy nie wraca w tej samej formie. Autor stawia ważne pytanie: co byś zrobił, gdyby po ćwierć wieku do Twoich drzwi zapukał człowiek będący jedynie bolesnym wspomnieniem?
Intryga zawiązuje się w przeddzień wigilii 1999 roku. Ryszard, domowy tyran, wychodzi po choinkę i przepada bez śladu. Przez dwadzieścia pięć lat jego nieobecność jest dla bliskich bolesnym, ale stabilnym stanem. Wszystko zmienia się, gdy mężczyzna nagle wraca. Jest zupełnie nieświadomy upływu czasu. Ten niemożliwy powrót staje się katalizatorem brutalnego śledztwa. Prowadzi je jego syn – policjant. Musi on rozstrzygnąć, czy ma do czynienia z cudem, szaleństwem, czy makabryczną mistyfikacją.
Centralnym punktem tej układanki jest Ryszard. To ucieleśnienie destrukcyjnego narcyzmu uwięzionego w klatce przeszłości. Jego obecność służy analizie zła, które nie ewoluuje. Budzi paraliżujący strach nawet po dwóch dekadach. Na przeciwległym biegunie znajduje się syn. Jest rozdarty między zawodowym obowiązkiem a cieniem skrzywdzonego dziecka.
Autor mistrzowsko oddaje mechanizmy obronne bohaterów. Widzimy wyparcie matki oraz agresję mieszkańców. Tworzy galerię postaci tragicznych, nierozerwalnie splecionych z traumą. Nie ogranicza się jednak do prostej zagadki kryminalnej. Z chirurgiczną precyzją rozcina tkankę polskiej prowincji. Alkoholizm jawi się tu jako dziedziczna klątwa. Wątek kryminalny splata się z mistyką Lasu Ponurego – mrocznego bóstwa żądającego ofiar.
Powrót Ryszarda to brutalne zderzenie człowieka „zamrożonego” w 1999 roku z nowoczesnym światem. Pisarz zmusza do refleksji nad nieuchronnością winy. W jego świecie czas nie jest lekarstwem, lecz konserwantem dla nienawiści. Konstrukcja powieści opiera się na precyzyjnych retrospekcjach. Niczym fale przypływu odsłaniają one fragmenty mrocznej przeszłości.
Twórca sprawnie balansuje między dusznością roku 1999 a współczesnym śledztwem. Utrzymuje przy tym nieustanne napięcie. Klimat książki jest gęsty i klaustrofobiczny. Buduje go surowy, mięsisty język pełen brutalnych porównań. To styl niezwykle plastyczny. Potrafi oddać mroźne piękno przyrody, by za chwilę uderzyć odpychającym zapachem strachu. To czyni lekturę doświadczeniem niemal fizycznym.
Lektura tej powieści to emocjonalny spacer po kruchym lodzie. Pod ciężarem trudnych pytań lód pęka, wrzucając czytelnika w lodowatą wodę egzystencjalnych niepokojów. Utwór pozostawia nas z gorzką refleksją. Czy w obliczu wieloletniego zła wybaczenie jest aktem łaski, czy słabości? To doświadczenie nie kończy się wraz z ostatnią stroną. Zostaje w nas myśl, że to, co najgorsze, często dzieje się tuż za ścianą.
Atutem tekstu jest bolesny, niemal dotykalny realizm. Wielu czytelników odnajdzie tu echo własnych doświadczeń lub znanych historii. Autor dotyka strun niezwykle czułych. Pisze o traumach ukrytych za zamkniętymi drzwiami. Ta „życiowość” sprawia, że lektura staje się lustrem dla naszych lęków i wstydu. Nadaje to książce głęboki, oczyszczający wymiar.
Polecam tę powieść czytelnikom o mocnych nerwach. To pozycja obowiązkowa dla wielbicieli mrocznych thrillerów psychologicznych typu domestic noir. Jeśli szukasz książki, która stawia niewygodne pytania i trzyma w napięciu do samego końca, ten utwór w pełni usatysfakcjonuje Twoje wymagania.
To dowód na to, że przeszłość nigdy nie umiera. Pisarz stworzył opowieść, która mrozi krew w żyłach chłodem międzyludzkich relacji. Choć śnieg może maskować rzeczywistość przez lata, każda zima musi ustąpić odwilży. Ta bezlitośnie obnaża wszystko to, co chcieliśmy ukryć przed światem i samymi sobą.
[Zakup własny].

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Przed pozostawieniem komentarza pod postem, zapoznaj się, proszę z polityką prywatności bloga, której szczegółowe informacje znajdziesz w zakładce Polityka prywatności bloga Kocie czytanie i wyraź zgodę na przetwarzanie swoich danych osobowych.
Pozostawiając komentarz, akceptujesz politykę prywatności bloga, a tym samym wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych.
Dziękuję za odwiedziny i pozostawiony po sobie ślad. Proszę o kulturę wypowiedzi i podpisywanie się.