Właśnie wokół tak bolesnej rekonstrukcji zerwanej pamięci krąży najnowsza powieść Jolanty Kosowskiej pod tytułem „Cypryjskie meze”. Pokazuje ona, że prawda o nas samych bywa głęboko ukryta pod warstwami obcych wydarzeń i smaków. Czeka na właściwy moment, by ujrzeć światło dzienne.
Wszystko zaczyna się od zwykłych porządków i dotknięcia cudzej codzienności, która nagle, za sprawą pożółkłej fotografii menu z 1974 roku, przestaje być obca. Pisarka splata losy młodej studentki z dramatyczną przeszłością dziewczynki, której bieg życia został bezpowrotnie przerwany w cieniu wojennej zawieruchy. Przypadkowo znaleziona karta dań staje się niezwykłą mapą. Prowadzi ona bohaterkę na rozgrzaną słońcem wyspę – nie po to, by spędzić tam beztroski urlop, ale by odnaleźć brakujące elementy ludzkiej układanki. Intryga rozwija się niespiesznie. Współczesne śledztwo i cypryjska codzienność krok po kroku odsłaniają głębsze, dramatyczne warstwy minionych lat.
Twórczyni nie daje się uwieść wyłącznie turystycznemu blichtrowi i czyni z Cypru równorzędnego, choć niemego bohatera. Śródziemnomorskie słońce, zapach dojrzewających oliwek i niespieszny rytm tytułowego posiłku nie służą tu za barwną dekorację, lecz działają na zasadzie kontrastu. To celowy zabieg. Poza czystą przyjemnością czytelniczej wędrówki i odkrywania tajemnic otrzymujemy bowiem okazję do wejrzenia w skomplikowane dzieje tego regionu. Pod zmysłową, sielankową fasadą pulsuje żywa tkanka faktów. Niewyleczona trauma z lat siedemdziesiątych podzieliła nie tylko ziemię, ale i ludzkie życiorysy. Autorka z dużą wrażliwością dowodzi przy tym, że przestrzeń, w której żyjemy, nierozerwalnie splata się z osobistymi wspomnieniami.
W tę wyspiarską scenerię wpleciono również motywy wyjątkowo bliskie sercu każdego wrażliwego odbiorcy – miłość do sztuki, piękna i południowej kultury, tak mocno kojarzącej się z klimatem dalekich wypraw. Towarzyszące bohaterce zawieszenie między estetycznym zachwytem a trudną przeszłością zaczyna mocno rezonować z jej wewnętrznym stanem. W obcych zaułkach studentka historii sztuki paradoksalnie dotyka własnej, nienazwanej dotąd tęsknoty.
Wielkim atutem książki jest naturalne tempo akcji, pozwalające bez reszty zanurzyć się w przedstawionym świecie. Powieściopisarka profesjonalnie posługuje się niezwykle plastycznym, sugestywnym językiem, dzięki czemu opisy codzienności nabierają wyjątkowej intensywności. Podczas lektury można odnieść wrażenie rzeczywistej obecności na wyspie. Czytelnik niemalże spaceruje wąskimi uliczkami, odwiedza ukryte w cieniu zakątki i chłonie lokalną atmosferę. Istotną rolę odgrywa tu także pieczołowicie nakreślony wątek kulinarny. Opisy tradycyjnych potraw są wyraziste i nasycone aromatami. Mocno oddziałują na wyobraźnię, czyniąc ten odległy świat wręcz namacalnym.
Wchodząc głębiej w tę historię, docieramy do jej najbardziej bolesnego rdzenia – psychologicznego portretu człowieka, którego tożsamość została bezwzględnie przecięta. Losy małej dziewczynki, zagubionej w wojennej zawierusze i wychowanej w nieświadomości własnych korzeni, stają się pretekstem do rozważań nad naturą pamięci. Literatka unika taniego melodramatyzmu. Bada subtelny chłód niewiedzy towarzyszący człowiekowi przez całe życie, nawet jeśli dorasta w bezpiecznym, pełnym miłości domu. To intuicyjne poczucie braku uświadamia nam coś ważnego. Pokazuje, jak głęboko zakorzeniona jest w nas potrzeba ciągłości – i jak prawda o pochodzeniu zawsze upomni się o swój głos.
Ten wewnętrzny głos sprawia, że śledztwo Eweliny zyskuje zupełnie nowy, egzystencjalny wymiar. Odnalezione w szpargałach menu przestaje być jedynie rekwizytem, stając się potężnym katalizatorem zmian. Spod pióra autorki wychodzi niezwykle trafny portret momentu, gdy cudzy sekret działa jak lustro. Bohaterka, szukając prawdy o wydarzeniach z 1974 roku, mimowolnie zaczyna przyglądać się własnym wyborom, lękom i pragnieniom. Ta podróż uświadamia, że badanie przeszłości nigdy nie jest procesem czysto mechanicznym, ale zawsze wiąże się z głęboką konfrontacją z samym sobą.
Podczas czytania towarzyszyło mi niezwykłe ściśnięcie serca – rodzaj nostalgii za światem i ludźmi, których przecież nigdy nie znałam. Ta śródziemnomorska opowieść nie pozwala przejść obok siebie obojętnie. Zmusiła mnie do zatrzymania się i refleksji. Śledząc rekonstrukcję cudzych wspomnień, zaczęłam wracać myślami do własnych korzeni, zadając sobie pytania o sekrety ukryte w rodzinnych pamiątkach. Ta proza dotknęła we mnie najczulszych strun. Obudziła głęboką potrzebę pielęgnowania tożsamości i uświadomiła mi, jak kruchym, a zarazem bezcennym fundamentem są nasze prywatne kroniki.
Najnowsze dzieło pisarki to pozycja, która domaga się odpowiedniej oprawy. To jedna z tych magnetycznych historii, które najlepiej smakują niespiesznie – niesione szumem popołudniowego wiatru, z filiżanką aromatycznej kawy w dłoni. Autorka stworzyła idealny bufor między naszą zabieganą codziennością a światem pełnym słońca, w którym czas mierzy się głębią przeżywanych wzruszeń. Jeśli szukacie książki, która nie tylko opowie Wam historię, ale wręcz oczami wyobraźni przeniesie Was w inne miejsce, to jest to adres idealny.
Wartość tej prozy tkwi przede wszystkim w jej dojrzałej mądrości oraz w szacunku, z jakim potraktowano historyczną prawdę. To doskonała propozycja dla każdego, kto od powieści obyczajowej oczekuje literackiej wrażliwości, elegancji stylu oraz autentycznych, pozbawionych patosu emocji. „Cypryjskie meze” okazuje się opowieścią o potędze, z jakim historia potrafi upomnieć się o nas po latach. Książka nie daje gotowych odpowiedzi na pytanie, czy odnalezienie korzeni przynosi upragniony spokój, ale zostawia nas z głębokim przekonaniem, że bez zrozumienia przeszłości trudno zbudować autentyczną teraźniejszość. To lektura zostaje w pamięci na dłużej.
[Materiał reklamowy].

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Przed pozostawieniem komentarza pod postem, zapoznaj się, proszę z polityką prywatności bloga, której szczegółowe informacje znajdziesz w zakładce Polityka prywatności bloga Kocie czytanie i wyraź zgodę na przetwarzanie swoich danych osobowych.
Pozostawiając komentarz, akceptujesz politykę prywatności bloga, a tym samym wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych.
Dziękuję za odwiedziny i pozostawiony po sobie ślad. Proszę o kulturę wypowiedzi i podpisywanie się.