niedziela, 12 maja 2019

Konkurs z Sedno życia Katarzyny Kieleckiej


Witajcie kochani, dziś zapraszam Was na zapowiadany kilka dni temu konkursem z książką „Sedno życia” Katarzyny Kieleckiej. Mam nadzieję, że pytanie konkursowe okaże się dla Was ciekawe i chętnie weźmiecie udział w zabawie.


Aby wziąć udział w konkursie, należy:
– zapoznać się z regulaminem rozdania -> REGULAMIN
– odpowiedzieć na zadanie konkursowe.

ZADANIE KONKURSOWE:

Kto lub co jest sednem twojego życia?

Informacje uzupełniające:
– do wygrania są dwa egzemplarze, Sedno życia Katarzyny Kieleckiej.
– rozdanie trwa – 28.04-05.05
– sponsor nagrody – Wydawnictwo Szara Godzina
– koszty wysyłki pokrywa SPONSOR
– miło mi będzie, jeśli zaobserwujesz bloga Kocie czytanie oraz polubisz fanpage wydawnictwa oraz autorki.

Opis:

Co składa się na sedno życia samotnej kobiety? Edyta, zakompleksiona i zdystansowana trzydziestolatka, niechętnie przyjmuje od brata propozycję pracy. Nie przypuszcza, że pociągnie to za sobą kolejne zwroty i zburzy jej cenny spokój. Niespodziewana diagnoza lekarska i spotkanie przyjaciółki z dzieciństwa wyzwalają w zamkniętym świecie bohaterki lawinę zmian, która zdaje się nie mieć końca. Czy kobieta stawi czoła problemom i spełni obietnicę?
Niezwykła powieść o szukaniu drogi do akceptacji siebie, o łamaniu wewnętrznych barier oraz o tym, jak trudno nauczyć się kochać.


***

Wyniki konkursu.

Kochani bardzo dziękuję wszystkim Wam, którzy wzięliście udział w konkursie. Wszystkie odpowiedzi na pytanie konkursowe chwyciły mnie za serce i uwierzcie mi, że wybór dwóch zwyciężczyń był naprawdę trudny, Ale udało się, nagrodzę, egzemplarz książki „Sedno życia” otrzymują Irena (Bujaczek) Bujak i Kornelia Pikulik-Czyż. 

Dziewczynom serdecznie gratuluję i proszę o wysłanie mi adresów do wysyłki nagrody na maila znajdującego się w zakładce „ Współpraca i kontakt”, a tych z Was, którym dziś nie udało się  wygrać, zachęcam do wypatrywania kolejnego konkursu na blogu.

Pozdrawiam serdecznie,

Czytający kotek.:)

piątek, 10 maja 2019

Kiedy życie wystawia więzi rodzinne na ciężką próbę.

Kiedy w naszym życiu pojawi się ktoś, z kim zdecydujemy się założyć rodzinę, doskonale zdajemy sobie sprawę, że zaczyna się dla nas zupełnie nowy okres w życiu. Każdy z nas żyje w przekonaniu, że razem z naszą drugą połówką będzie nam łatwiej przejść przez życie, no bo przecież będziemy dla siebie wsparciem i pocieszeniem. Zawsze będziemy mogli na siebie liczyć. Wszystko to brzmi naprawdę pięknie, ale prawdziwe życie ma to do siebie, że potrafi bardzo mocno i najczęściej w najmniej oczekiwanym momencie wszystkie te wyobrażenia boleśnie zweryfikować. Przekonali się o tym Emily i Paul, bohaterowie powieści Dawn Barker „Rodzina jest najważniejsza”.

Początkowo, kiedy poznajemy ich życie, nic nie wskazuje na to, aby w ich rodzinie mogło zadziać się coś złego. Wręcz przeciwnie, wielu z nas mogłoby pozazdrościć im życia, które wiodą. Oboje tworzą szczęśliwe małżeństwo wychowujące dwójkę dzieci. Małżonkowie przeprowadzili się ze Szkocji do Australii, po to, by Paul mógł rozwijać swoją karierę piłkarską. Praca mężczyzny, która jest jednocześnie jego miłością i pasją, pozwala wieść rodzinie dostatnie życie na wysokim poziomie. Chciałoby się rzec bajka. Jednak już za chwilę, kiedy wchodzimy głębiej w tę idyllę, widzimy, że niestety jest coś, co kładzie się cieniem na ten wspaniały rodzinny obraz. Smutek i niepokój głównie Emily budzi do dziś niezdiagnozowana choroba jej nastoletniego syna Camerona. Chłopiec miewa napady agresji, ma problemy z nawiązywaniem relacji społecznych oraz liczne natręctwa.
Zachowania chłopca przysparzają rodzicom trosk i powodów do niepokoju, jednak Paul tłumaczy, je tym, że chłopiec jest jeszcze dzieckiem i z czasem wszystko się ułoży.
Już wkrótce jednak okazuje się, że rodzina będzie musiała poradzić sobie z jeszcze jednym problemem, bowiem, nagle okazuje się, że Paul jest zmuszony zakończyć karierę sportową. Załamany mężczyzna popada w uzależnienie od hazardu, które w konsekwencji prowadzi jego rodzinę do ruiny finansowej. W tym momencie wszystko, w czym dotychczas pokładała ufność i nadzieje Emily legnie w gruzach. Wsparcie i przeświadczenie, że razem z Paulem wszystko przetrwają, nie jest już takie pewne, jak myślała. Bo oto mąż z godziny na godzinę zostawia ją samą ze wszystkimi zmartwieniami i praktycznie bez wyjaśnień udaje się do mocno niekonwencjonalnego ośrodka leczenia uzależnień.
A w domu nie dzieje się dobrze. Choroba syna nasila się i to właśnie jego matka nie mogąc czekać na powrót ojca, musi podjąć decyzję dotyczące jego dalszego leczenia. Jednak postanawia ukryć przed mężem, to o czym zdecydowała podczas jego nieobecności.
Jak się domyślacie, tajemnica oczywiście wychodzi na jaw, a jakie będą tego konsekwencje, musicie już przekonać się sami.

Podstawowe pytanie brzmi, czy jeden rodzic ma prawo podejmować tak ważne decyzje, jak te dotyczące zdrowia dziecka bez wiedzy drugiego rodzica? Co więcej, w obawie przed reakcją współmałżonka z premedytacją ukrywać przed nim prawdę? Przecież przysięgamy sobie przed ołtarzem uczciwość małżeńską, więc jak należy się do niej odnieść w kontekście takiej sytuacji?

Jak widzicie, autorka podjęła się poruszenia w swojej książce trudnej, ale niestety bardzo życiowej tematyki. Nie są to jedyne problemy, o których przeczytamy w książce, a z którymi być może, czego nikomu z nas nie życzę, będziemy musieli się zmierzyć. Książka ta porusza również jakże aktualny niestety problem izolacji społecznej spowodowanej internetem i mediami społecznościowymi, problemy zaburzeń odżywiania, uzależnienia od używek.
Bardzo istotny jest również wątek gonienia za marzeniami i to, do czego taka droga może prowadzić. Im więcej masz, tym więcej chcesz i nagle orientujesz się, że już nie potrafisz powiedzieć sobie stop, a w konsekwencji tracisz, to co w Twoim życiu najważniejsze.

Zachęcam Was, abyście sięgnęli po książkę i przekonali się, czy naszym bohaterom uda się na nowo odnaleźć drogę ku sobie i ocalić swoją rodzinę, czy też rodzina ta stanie się już tylko wspomnieniem.

To, co bez wątpienia należy podkreślić to fakt, iż zarówno kreacje bohaterów, jak i ich codzienne zmagania, lęki, obawy, problemy i kryzysy, którym muszą stawiać czoła, to po prostu sto procent życia, które z pewnością nie tylko nas poruszy, ale również skłoni do refleksji i przemyśleń. Z pewnością także pozwoli nam zrozumieć, że nie warto biec za sukcesem, karierą, pieniędzmi, czy pozycja społeczną, ponieważ ten wyścig może doprowadzić do utraty kontaktu i zaburzenia relacji między najbliższymi, a w najgorszym wypadku zrujnowania fundamentu, na którym powinno się budować rodzinę.

Nie bez znaczenia pozostaje również, to, że autorka, będąca z zawodu psychiatrą dziecięcym z ogromną dbałością o szczegóły oraz z daleko idącym taktem i wyczuciem przedstawiła nam czytelnikom, nie tylko problemy, z którymi zmaga się syn bohaterki, ale również to, jak bardzo bezsilność rodziców chorego dziecka, a przede wszystkim brak jedności względem metod leczenia dziecka może doprowadzić do tego, iż zamiast działać jak zgodny team, stają po dwóch przeciwnych stronach barykady, co dodatkowo niszczy rodzinę. A przecież to właśnie rodzina jest najważniejsza.

Gorąco polecam Wam ten tytuł moi kochani. Książka wciąga od pierwszej strony i tak zostaje już do końca. Autentyczność podjętej tematyki oraz swobodny styl pisania, którym posługuje się Dawn Barkers, sprawi, że przeczytacie ją w mgnieniu oka, przez cały czas, trzymając kciuki za to, aby rodzina Emily i Paula dostała jeszcze jedną szansę. Czy tak się stanie? Odpowiedz na to pytanie, poznacie oczywiście po lekturze niniejszego tytułu.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Prószyński i S-ka, za co bardzo dziękuję.


poniedziałek, 6 maja 2019

Historia napisana przez życie w samym środku piekła na ziemi.

Już wielokrotnie na łamach mojego bloga pisałam, że bardzo cenię sobie literaturę obozową, dlatego zawsze podchodzę do niej z ogromnym zainteresowaniem i niezmienną czcią oraz szacunkiem. Za każdym razem sięgając po  tego rodzaju książki, dziękuję Bogu za to, że mnie i moim najbliższym dane jest żyć w dzisiejszych czasach i modlę się, o to, by tamte czasy, w których niepodzielną i wszechmocną królową była nienawiść i chęć zagłady człowieka przez człowieka, już nigdy nie powróciły.

Dziś przychodzę do Was z recenzją książki niezwykłej, która, mimo że przesiąknięta jest bólem i cierpieniem ogromnej liczby bezbronnych ludzi, to jednak w ostatecznym rozrachunku przywraca czytelnikowi wiarę w Boga i człowieka.
Zapewne każdy z nas w mniejszym lub większym stopniu zetknął się z tematyką wojny i holokaustu, chociażby na lekcjach historii, ale zazwyczaj były to suche fakty, które, choć bez wątpienia poruszające, to jednak dla nas osób, które żyją w wolnej Polsce i nie doświadczyły ich  na własnej skórze, trudne do pojęcia i wyobrażenia.

Wojciech Dutka, oddając w nasze ręce swoją najnowszą książkę Czerń i purpura, o której chcę Wam dziś opowiedzieć, opisuje historię dwójki bohaterów Mileny Zinger dwudziestoletniej sowieckiej Żydówki i Franza Weimar-ta austriackiego faszysty, których losy, choć nigdy nie powinny się spleść, dopełnią się w czeluściach ich wspólnego piekła, choć oboje nie są świadomi tego, co ich czeka.

W momencie, kiedy poznajemy tego młodego dwudziestodwuletniego chłopak, chce on odnaleźć swoją ufność w Bogu. Niestety wskutek zawodu, którego  doświadcza ze strony kościoła oraz bolesnych przeżyć związanych z najbliższą rodziną, Franz doznaje załamania wiary i postanawia poświęcić swoje życie służbie Rzeszy Niemieckiej. Dobrowolnie staje się członkiem SS i w 1942 r. decyduje się na pracę w obozie koncentracyjnym, w Auschwitz, w którym jego zadaniem jest nadzorowanie zagłady.
Wkrótce trafia tam również Milena, której życie w szanowanej żydowskiej rodzinie prawniczej brutalnie odeszło w zapomnienie, a jej jedyną przyszłością i przeznaczeniem jest śmierć.

„...Auschwitz było jedynym miejscem na ziemi, do którego Pan Bóg nie zagląda z nieba”.

Kiedy my czytelnicy bierzemy do ręki „Czerń i purpurę” i decydujemy się wkroczyć do tego piekła, możecie mi wierzyć, że to, czego doświadczamy podczas lektury, emocje nam towarzyszące oraz silnie autentyczny obraz bólu, cierpienia, upokorzenia i wszechobecnej śmierci jest tak  przejmujący, że z ulgą przyjmujemy fakt, iż w każdej chwili możemy odłożyć książkę i choć na chwilę uciec z tego okrutnego miejsca. Milena, jednak takiej możliwości nie miała. Auschwitz stało się jej więzieniem, z którego nie ma ucieczki, a wydostać się można stamtąd tylko przez piec krematoryjny.
Na szczęście dla dziewczyny ten, który stał się jej katem i oprawcą, może stać się również jej wybawieniem. Pełna obaw i wewnętrznych sprzeczności Milena wie, że choć Franz ma na rękach ludzką krew, to jednak zdaje sobie sprawę, że tylko dzięki niemu ma szansę przeżyć.
Esesman z każdą chwilą czuje, że Żydówka staje się mu coraz bliższa. Jesteśmy świadkami miłości, która nigdy nie miała prawa zaistnieć .

W tym miejscu chcę zwrócić Waszą uwagę na kreację bohaterów oraz zachodzące w nich wewnętrzne przemiany ich osobowosci, dzięki którym, cała historia mimo ogromu okrucieństwa, które ukazuje, uświadamia nam, że nie wszystko, co białe jest białe, a czarne, nie zawsze jest czarne.
Zacznijmy od postaci młodego esesmana, u którego  możemy zaobserwować dwie takie przemiany.

„Stawał się jego częścią, małym trybikiem w machinie niszczenia człowieka przez innego człowieka".

Pierwsza z nich dokonała się w momencie, kiedy Franz odchodzi od wiary i z ministranta, którym był przed wojną, staje się słynącym w obozie ze swojej bezwzględności katem, którego ból i bezgraniczna samotność pozbawiają ludzkich odruchów. Staje się oprawcą, dla którego życie jednostki nie ma żadnego znaczenia.
Kolejna natomiast odsłona jego prawdziwej osobowości zostaje nam ukazana w momencie, kiedy zdaje sobie sprawę z uczuć, które rodzą się w jego sercu do walczącej o przetrwanie Żydówki, a przypieczętowana  podczas według mnie bardzo istotnej sceny, kiedy to Weimert odprowadza do komory gazowej grupę ludzi i zaczyna rozmawiać z dwiema zakonnicami.
Miłość do Mileny uświadomiła mu, że jednak wojnie nie udało się zabić w nim resztek człowieczeństwa, których ta pozbawia niemal każdego. Zarówno jej sprawców, jak i ofiary.
Jeśli chodzi o postać Mileny, to tym razem widzimy doskonale, jak po pierwsze młoda kobieta mimo tego, że boi się o swoje życie, to jednak ma w sobie wewnętrzną siłę, która nie pozwala jej się poddać. Dzięki niej i pomocy jednej z więźniarek funkcyjnych w obozowym szpitalu, w jej sercu nie gaśnie nadzieja. To właśnie ta wewnętrzna siła zwróciła uwagę członka SS na jej osobę.

„Ktoś, kto jest zdolny do miłości, nie może być zły".

Kiedy kobieta dowiaduje się o uczuciach Fraza, choć obawia się konsekwencji i tego, dokąd to uczucie ich zaprowadzi, pełna lęku zaczyna jednak dostrzegać w nim człowieka. Mimo że czuje, iż ona córka Izraela nie ma prawa żywić pozytywnych uczuć do tego, który przyczynił się do zagłady jej narodu, wie, że w nim kryje się cała jej nadzieja. I oto stoją przed sobą kobieta i mężczyzna, różni jak ogień i woda, a jednak miłość czyni to, co niemożliwe możliwym, tylko czy na pewno to uczucie jest w stanie przezwyciężyć śmierć i ocalić życie?
Koniecznie przekonajcie się sami, sięgając po książkę.

„Czerń i purpura” to historia o miłości rodzącej się na przekór bezwzględnej mocy śmierci i zniszczenia. To świadectwo tego, że nigdy nie jest za późno, by uzyskać przebaczenie i czynić dobro, nawet jeśli wymaga to od nas największego ryzyka i poświęceń. Każdy z nas zasługuje na drugą szansę, jeśli tylko szczerze pragnie się zmienić.
Gorąco zachęcam Was do sięgnięcia po tę niezwykle piękną refleksyjną powieść pisaną emocjami, które przepełniają czytelnika od początku do końca. Autor ma niezwykły dar sprawiania, że podczas poznawania całej historii, czujemy się niemalże jej częścią. A to wszystko dzięki bardzo mocno rozbudowanym stadium psychiki bohaterów. Mamy wręcz możliwość zajrzeć w ich myśli i dowiedzieć się tego, czego im samym w obawie przed zgubą i straceniem nie wolno ujawnić nikomu.

Gwarantuje Wam moi kochani, że po zamknięciu książki, długo nie opuszczą Was nie tylko emocje, ale przede wszystkim wdzięczność za to, jak dziś wygląda Wasze życie.
Po przeczytaniu tej książki docenicie jego wartość.
Jeśli jeszcze macie wątpliwości, czy sięgnąć po ten tytuł, to niech ostatecznie pozbawi ich Was fakt, że książka jest najlepszą książką, jaką do tej pory przeczytałam w tym roku.

Na zakończenie przytoczę cytat, który, w moim odczuciu jest doskonałą puentą dla tej historii, a jednocześnie wlewa w nasze serca spokój, ufność i nadzieję.

„Bóg jest miłością i wszystko, co zostanie uczynione z miłości, jest zawsze ponad złem”.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Albatros, za co bardzo dziękuję.


sobota, 4 maja 2019

Kochani rodzice, to wy kształtujecie mnie i moją przyszłość.


Moi kochani, część z Was zapewne wie, że z zawodu i z zamiłowania jestem psychologiem dziecięcym. I choć z przyczyn ode mnie niezależnych. obecnie nie pracuję w zawodzie, to dobro dziecka, dbanie o jego emocje i to, co dzieje się w jego wnętrzu, a czego z racji swojego wieku, bądź też innych trudnych dla niego przeżyć nie potrafi, nie chce lub boi się wyrazić jest dla mnie zawsze najważniejszym priorytetem. Dlatego też w myśl powiedzenia, że człowiek uczy się przez całe życie, zawsze bardzo chętnie sięgam po książki autorów, którzy chcą, abyśmy my dorośli spróbowali spojrzeć na świat i wszystko, co nas otacza z perspektywy małego dziecka, mając tym samym nadzieję, że dzięki temu będziemy w stanie lepiej zrozumieć nasze dziecko i uczynić jego świat lepszym.

Dziś chciałabym zaprezentować Wam właśnie jedną z takich książek, którą miałam okazje przeczytać dosłownie kilka godzin temu, a to dlatego, że książka liczy sobie tylko sto stron, a więc jest to lektura na chwilę. Mam na myśli oczywiście książkę Klaudii Tokarz – Laska „Oczami dziecka”.

Autorka w niniejszej publikacji skupiła się na przedstawieniu kilkunastu sytuacji, które składają się na prawdziwe życie rodziny i tego, co ją spotyka. Czasami są to sytuacje radosne, innym razem bolesne, trudne i wręcz traumatyczne. Jestem pewna, że po przeczytaniu tej książki przyznacie mi rację odnośnie tego, że z wieloma sytuacjami, które zostały tu opisane, nie jeden dorosły nie mógłby sobie poradzić, a co dopiero dziecko, które niestety często jest z nimi pozostawione samemu sobie. A dlaczego tak się dzieje? A no właśnie dlatego, że dorośli często bagatelizują uczucia dzieci, żyjąc w przekonaniu, że są zbyt małe, by zrozumieć cokolwiek z tego, co dzieje się w ich domu. Często też rodzice nie biorą pod uwagę tego, co dzieci czują i myślą, no bo przecież to tylko dzieci, więc co one mogą wiedzieć o dorosłym życiu. Kolejną grupą rodziców i opiekunów są ci, którzy są przekonani, że to oni wiedzą najlepiej, co jest dla ich dziecka najlepsze i nie dają mu prawa decydowania o sobie, w najmniejszym nawet wymiarze, narzucając swoją wolę.
Bywają również takie momenty, kiedy robimy dziecku emocjonalną krzywdę zupełnie nie świadomie, uznając coś za żart, czy też strasząc, chcąc wyegzekwować w ten sposób na przykład jego posłuszeństwo.

Drodzy rodzice i opiekunowie pamiętajcie, że dziecko to mały człowiek, który tak samo, jak dorosły czuje i nawet kiedy jeszcze nie umie mówić, rozpoznaje podstawowe emocje takie jak radość, smutek, strach, spokój. Wszystkie te emocje chłonie, jak gąbka od swoich najbliższych od mamy jeszcze będąc w jej brzuszku, dlatego też lekarze ciągle powtarzają kobietom w stanie błogosławionym, by się nie denerwowały, wiodły spokojny tryb życia, ponieważ dziecko wyczuwa nastroje mamy. Po narodzinach dziecku udzielają się również nastroje taty oraz innych osób z najbliższego otoczenia.
Im dziecko jest starsze, tym więcej jest w stanie wyczuć i zrozumieć. Dzieci to doskonali obserwatorzy.

Pani Klaudia podzieliła swoją książkę na kilka swego rodzaju kategorii, w których przedstawia sceny z życia, takimi, jakimi postrzegają je najmłodsi, jednocześnie uświadamiając nam, jakie emocje poszczególne wydarzenia wzbudzają w dzieciach, a w konsekwencji, jaki wpływ owe emocje mogą mieć między innymi na ich postrzeganie samych siebie, poczucie własnej wartości, pewność siebie, w przyszłości, kiedy sami będą już dorośli.

Pierwsza kategoria to sytuacja, w której w życiu rodzica pojawia się nowy partner.
Mamy w niej opisanych kilka takich właśnie scen. Oczywiście nie będę Wam ich teraz opisywała. Chcę jedynie, abyście zwrócili uwagę na to, że dla dziecka rozstanie rodziców to bardzo trudne przeżycie i to my rodzice mamy obowiązek pomóc dziecku przejść przez nie, jak najmniej boleśnie. Tylko od nas zależy, jaki ślad to zdarzenie pozostawi w jego psychice. Tego się nie zapomina.

Druga kategoria to Przemoc w domu. Wydaje mi się, że ten temat nie wymaga głębszych wyjaśnień. Wszyscy wiemy jaką traumą są takie sytuacje dla każdego, a już na pewno dla dziecka.

Trzecia kategoria to alkohol w domu. Tu podobnie, jak w przypadku poprzedniej kategorii nie trzeba wiele mówić. Kiedy przeczytacie sytuacje opisane w obu z nich, zrozumiecie, że najbardziej bolesny i uderzający jest fakt, że wystraszone i zagubione dziecko, którego nieodłącznym towarzyszem jest strach, wszelkiej winy za to, co dzieje się w czterech ścianach jego domu szuka w sobie. To ono czuje się wszystkiemu winne.

W książce mamy też opisane sytuacje mieszczące się w kategorii spokojny dom, po to, abyśmy mogli zobaczyć, jak wielkim dobrem dla przyszłości dziecka może zaowocować zapewnienie mu szczęśliwego dzieciństwa.

Mogłaby, jeszcze wyróżnić kilka innych kategorii, ale chcę, byście sięgając po książkę, odkryli je sami. Nie byłabym jednak sobą, gdybym nie tylko jako psycholog, ale również osoba niepełnosprawna nie podkreśliła faktu, że autorka zwróciła również uwagę na to, że należy i warto uczyć dzieci zrozumienia i empatii dla osób niepełnosprawnych, czy też znajdujących się w bardzo trudnej sytuacji życiowej.

Jak widzicie, zakres tematyczny książki, mimo jej niewielkiej objętości jest bardzo szeroki i warty poznania. Podobnie zresztą jak rozpiętość wiekowa osob, których oczami opisane sytuacje są nam przedstawiane. Swój początek mają one już w momencie, kiedy dziecko w łonie matki słyszy głosy i dźwięki, poprzez poród, okres niemowlęcy, przedszkolny, szkolny, nastoletni, aż po dorosłe życie.

W tym miejscu chciałabym, abyśmy się zatrzymali na trochę dłuższą chwilę, ponieważ niestety nie mogę się zgodzić, ze wszystkimi emocjami i myślami, jakie autorka przypisała najmłodszej grupie wiekowej dzieci. Nie będę zdradzała szczegółów, ale jestem pewna, że podczas lektury książki, zrozumiecie, o co mi chodzi. Po prostu tak małe dzieci nie mają tak sprecyzowanych i dalece idących przemyśleń.

Pokuszę się tylko o jeden przykład, żebyście wiedzieli, co dokładnie mam na myśli.
Sytuacja dotyczy dziecka w wieku szkolnym, które jest wychowywany tylko przez mamę.

„... Kiedy się urodziłem, mama miała 19 lat.... Koleżanki mamy mówią, że jestem już na tyle duży, że mogę spędzać czas sam. Że mama nie miała młodości, bo musiała się mną zajmować i żebym przestał jej teraz wchodzić na głowę, zajął się sobą i pozwolił mamie na korzystanie z życia”.

A teraz zauważcie co według autorki na temat zaistniałej sytuacji myśli dziecko:

„Faktycznie, była bardzo młoda, gdy mnie urodziła. Szkoda, że nie mogę cofnąć czasu. Gdybym się nie urodził, ona miałaby czas na młodość, a ja nie byłbym smutny, że nie chce spędzać ze mną czasu”.
Napiszcie mi, proszę w komentarzach, czy według Was dziecko w tak młodym wieku, może mieć tak poważne i trudne przemyślenia? Ja sama uważam, że nie.

Na zakończenie chciałabym wspomnieć o języku, którym posłużyła się autorka. Otóż jest to język typowo dziecięcy, a więc prosty, co jak czytałam w jednej z recenzji tej książki, uznawane jest za jej minus. Ja natomiast uważam, że było to bardzo słuszne posunięcie ze względu na to, że dzięki temu możemy bardziej wczuć się w dziecięcy tok rozumowania, co ułatwi nam zrozumienie naszych latorośli.

Reasumując, oczywiście serdecznie polecam Wam tę książkę. „Oczami dziecka" to tytuł, który pozwala rodzicom spojrzeć krytycznie na swoje rodzicielstwo. Wiele przemyśleć i z pewnością otworzyć oczy na jego aspekty, które do tej pory wydawały nam się błahe i nieistotne. Ta książka uczy rodziców i opiekunów, traktować dziecko z należnym mu szacunkiem, respektując jego uczucia, prawo do wyrażania siebie, dzielenia się swoimi obawami i lękami. Autorka uświadamia nam, że w momencie, kiedy stajemy się rodzicami, jesteśmy zobowiązani zapewnić mu bezpieczne i spokojne dzieciństwo, dbając o jego rozwój. Nie wolno nam zapominać o tym, że wszystko to, co damy naszym dzieciom w dzieciństwie, czyli nasze wsparcie, oddanie, miłość uwagę, wiarę w nie, ma ogromny wpływ na to, jak będzie wyglądała ich samodzielna, dorosła droga przez życie.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Psychoskok, za co bardzo dziękuję.

środa, 1 maja 2019

Barwy Miłości

Wydawać by się mogło, że napisanie książki, której tematem przewodnim jest miłość to nic trudnego. No bo przecież wystarczy wykreować poruszającą historię, która zagra na emocjach czytelnika i gotowe. Otóż nic bardziej mylnego. Dziś, kiedy rynek wydawniczy zalewają wręcz historie miłosne, poprzeczka oczekiwań, które mają czytelnicy względem tego rodzaju tytułów, ciągle rośnie i przed autorami stoi nie lada wyzwanie, by jej sprostać.

Dziś przekonamy się, czy udało się tego dokonać Pani Małgorzacie Kasprzyk, która oddała w nasze ręce zbiór sześciu opowiadań „Miłość w Ustroniach”, których motywem przewodnim jest właśnie miłość.

Myślę, że zgodzicie się ze mną, iż każda miłość jest inna. Nie ma dwóch tożsamych uczuć.
Każda rodzi się w innych okolicznościach, w różnym momencie naszego życia. Autorka w swoich opowiadaniach doskonale przedstawiła różne smaki i barwy miłości. Zapewne zastanawiacie się, czym zatem ten tytuł wyróżnia się spośród już wcześniej nam znanych?
Odpowiedź na to pytanie klaruje się sama od pierwszych chwil, kiedy oddajemy się jego lekturze. Bezsprzecznie tym, co jest jednocześnie największym jego atutem, mianowicie, autentycznym i życiowym ujęciem tematu. Możecie być pewni, że decydując się na poznanie historii, które skrywają karty najnowszej książki, autorki, nie otrzymacie przesłodzonych opowiastek, a prawdziwy obraz z jego cieniami i kontrastami. Wszytko,  czym może stać się i  przypuszczam, że na pewno ma odzwierciedlenie w wielu związkach.

Oczywiście nie będę Wam zdradzała dokładnie, jakiego rodzaju miłości dotyczą poszczególne opowiadania, ale postaram się opisać Wam ich barwę oraz smak, jak również emocje, które towarzyszą ich bohaterom. A ponadto poznacie przesłania i wnioski, jakie ja sama z każdego z nich wyciągnęłam dla samej siebie.

Pierwsze z opowiadań, czyli „Zajazd pod dębami” ukazuje nam miłość, która przez siłę jednej plotki zostanie wystawiona na próbę. Ale, czy w istocie plotka ta jest bezpodstawna? O tym już musicie przekonać się sami.
Kolejne opowiadanie „Letnia rezydencja to historia miłości naznaczonej śladami przeszłości.
Trzecie opowiadanie „Willa w Podkowie to wspaniały dowód na to, że miłość nie liczy lat.
Czwarte z kolei jest opowiadanie „Hotelik na Błoniach”, to wspaniała lekcja dla nas czytelników, która uczy nas, by nigdy nie wyciągać zbyt pochopnych wniosków, bo nie zawsze wszystko jest tylko czarne, albo tylko białe, nawet wtedy, kiedy na takie wygląda.
Piąte już opowiadanie„Pensjonat u Barbary” skrywa w sobie piękne przesłanie motywujące nas do tego, abyśmy nigdy nie rezygnowali z miłości, ponieważ, nawet kiedy czujemy, że stoimy na przegranej pozycji, może okazać się, że nie to, co widzimy, jest całą prawdą.
I ostatnie, ale nie mniej wartościowe opowiadanie „Nissan Sunny”, podsuwa mi jedną konkluzję, która według mnie może stanowić idealne podsumowanie całości zbioru.
Miłość jest pełna niespodzianek, które zaskakują nas w najmniej spodziewanym momencie.
Jedne z nich poddają nas próbom, inne niosą ze sobą smutek, nostalgię, a jeszcze inne dają nadzieje i radość. Jednak niezależnie od tego, jaka ścieżka prowadzi nas ku miłości, dla niej warto się starać i walczyć. Dla niej warto żyć.

Oczywiście gorąco zachęcam Was do sięgnięcia po „Miłość w Ustroniach”. Jestem pełna podziwu dla Pani Małgosi, że w tak, krótkiej formie, jaką jest opowiadanie, udało się Jej przekazać tak wiele wartościowej treści, która skłania do refleksji i przemyśleń także nad własnym związkiem. Dzięki wyrazistości bohaterów poszczególnych opowiadań, a także cechującemu je realizmowi, stają się oni nam bardzo bliscy i bardzo angażujemy się w to, co przeżywają.
Na uwagę zasługuje również bardzo swobodny styl i język, którym posługuje się autorka.
Wszystkie te czynnik sprawiają, że zagłębiając się w lekturę owego zbioru, przez chwilę odrywamy się od codzienności, która nas otacza, by niepostrzeżenie mknąć do końca, który następuje w mgnieniu oka.
Jestem pewna, że jeszcze nie raz wrócę do tego tytułu, a Wam kochani jeszcze raz serdecznie go polecam.
Choć autorka napisała go z okazji walentynek, to jednak myślę, że doskonale sprawdzi się również wiosną, czy też latem, wszak to czas, kiedy miłość kwitnie wokół nas.

Recenzja powstała we współpracy z Autorką, za co bardzo dziękuję.

Jeśli jesteście ciekawi, jakie inne książki autorki już są za mną i czy, podobnie, jak ten tytuł je również Wam polecam, zajrzyjcie, proszę tutaj.