Myślę, że zgodzicie się ze mną, iż najtrudniejszym przeżyciem, jakiego doświadczamy w
życiu, jest patrzenie na cierpienie osób nam bliskich. Wiedząc o tym, że
nasz krewny bądź przyjaciel przeżywa trudne chwile w swoim życiu,
większość z nas w naturalny sposób odczuwa potrzebę tego, aby tej osobie
pomóc. Chcemy chronić ją przed bólem i cierpieniem, a najlepiej
sprawić, aby, jak najszybciej zapomniała o tym, co ją spotkało.
Przyznacie, że wydaje się to być bardzo piękny i szlachetny odruch serca i
rzeczywiście taki jest, bowiem w istocie warto pomagać. Jednak nie wolno
nam w takiej sytuacji zapomnieć o jednej najważniejszej kwestii.
Mianowicie o tym, że są pewne granice, których nie wolno nam przekraczać
nawet mimo tego, że kierują nami dobre intencje. Dziś za sprawą książki
Jolanty Kosowskiej „Sobie pisani”, z której przedpremierową recenzją do
was przychodzę, przekonacie się, że w życiu niestety bywają sytuacje,
kiedy źle pojęta chęć niesienia pomocy może zniszczyć komuś życie.
Tym
razem autorka zabiera nas w podróż do Pragi, gdzie poznajemy główną
bohaterkę powieści Martę Dobrzyńską. Młoda kobieta jest właścicielką
bardzo dobrze prosperującego biura podróży i przewodniczką wycieczek po
tym niezwykle urokliwym i malowniczym czeskim miasteczku. Niestety prywatnie nie układa się jej już tak dobrze. Co prawda w jej życiu
jest mężczyzna, któremu oddała swoje serce, ale Hubert, prowadzi swoje
bliźniacze z biurem Marty biuro w Polsce. Odległość i natłok obowiązków
nie sprzyjają związkowi tej pary. Wkrótce jednak okazuje się, że to nie
praca i dzielące ich kilometry są przyczyną problemów naszej dwójki. Świat dziewczyny drży w posadach, kiedy jej ukochany jawnie romansuje z inną
kobietą. Burzliwa kłótnia kończy wszystko. Plany i marzenia Marty legły w
gruzach.
Marta nie jest sama ze wszystkim, co ją spotkało. Może
liczyć na wsparcie i pomoc swojej przyjaciółki Aleny i jej nieco despotycznej babci Sofii.
Jak możemy przeczytać już na okładce książki, starsza pani zajmuje się
„prostowaniem ludzkich dróg i korygowaniem niesprawiedliwości losu”. I
już układa swój własny plan pomocy przyjaciółce wnuczki. Nie wiem, czy
macie podobne odczucia, ale ja czytając tylko to jedno zdanie, czułam, że
zwiastuje ono poważne problemy. Bo przecież nikt nie ma prawa decydować o
tym, jak mamy żyć.
„Każdy człowiek ma prawo żyć po swojemu. Ma
prawo przeżywać własne porażki, niepowodzenia, katastrofy i
nieszczęścia. To jest jego życie. On ma je przeżyć. Nikt nie powinien
robić tego za niego. Nie możesz układać życia innym”.
Na pewno jesteście ciekawi, jakie następstwa i konsekwencje będą miały działania podjęte przez Sofii
i jej sprzymierzeńców, ale ja oczywiście nic nie zdradzę, więc musicie
przeczytać tę wspaniałą książkę, do czego już teraz serdecznie was
zachęcam.
Tymczasem przejdźmy płynnie do kolejnego bardzo ważnego
aspektu rozważań, których na kartach swojej powieści podjęła się
Jolanta Kosowska. Otóż kiedy cierpimy, tracimy jasność postrzegania
tego, co się w naszym życiu dzieje oraz umiejętność dostrzeżenia prawdy w
świecie iluzji, który ktoś dla nas stworzył, aby odizolować nas od
tego, co trudne i bolesne. Osoba, która cierpi, bardzo szybko jest w
stanie uwierzyć niemalże we wszystko, byle tylko sobie w pewien sposób
ulżyć. Poznając tę niezwykle wciągającą i piękną historię, niemalże na
własnej skórze poczujecie, jak niewiele trzeba, aby nasze drobne
manipulacje i z pozoru mało znaczące działania sprawiły, że osoba, w
stosunku do której są one podejmowane, nie będzie potrafiła zorientować
się, że jej życie stało się fikcją.
Pisarka zostawiła dla nas
cenną lekcję. Otóż zanim zdecydujecie się komuś pomóc, pamiętajcie, że
prawda o życiu tej osoby, którą my dostrzegamy, może być tylko pozorna.
Choć powinna być wartością samą w sobie, to niestety najczęściej ma
drugie, a może trzecie i kolejne dno. Często to, co przyjmujemy za jasne
i oczywiste nie oddaje rzeczywistości. Jednak nam wydaje się, że wiemy
lepiej. Brniemy w stworzoną w naszej głowie nieprawdę i podejmujemy
działania, które mogą kogoś bardzo skrzywdzić.
Co jednak należy
zaznaczyć to wnioski, do których doszedł Hubert, gdyż są one bardzo
trafne i warto, abyśmy wszyscy wzięli je sobie do serca, gdyż dotyczą
każdego z nas. Winę za to, że coś złego dzieje się w naszym związku
przede wszystkim ponosimy my sami. Niestety w dzisiejszych czasach życie
prywatne i miłość stawiamy na drugim miejscu w konfrontacji z pracą i
obowiązkami służbowymi. Nie potrafimy cieszyć się i docenić tego, co
mamy, ciągle chcąc coraz więcej, ale na co również uczula nas Jola, w
momencie, kiedy zrozumiemy, że zawaliliśmy sprawę i straciliśmy
wszystko, pamiętajcie, że alkohol, po który wówczas najczęściej sięgamy,
nie jest żadnym wyjściem. To tylko metoda na chwilowe pozorne
zapomnienie, a nie na rozwiązanie naszych problemów. Na pewno nie
pomoże, a może nas tylko pogrążyć.
Kochani chyba już dłużej nie
muszę przekonywać was, że warto sięgnąć po tę bardzo wartościową i mądrą
książkę. Jednak to nie koniec jej atutów, gdyż wszystkie te życiowe i
poważne tematy zostały otulone płaszczykiem ciepłej i bardzo
romantycznej historii. Takiej, która roznieci ciepło w waszych sercach.
Wszyscy wiemy, że Jolanta Kosowska ma cudowny dar malowania słowami
obrazów pięknych zakątków miejsc, w których osadza fabułę swoich
powieści. Tak też jest i tym razem. Nigdy nie byłam w Pradze, ale w
książce została ona ukazana tak pięknie i malowniczo, że dosłownie
zamykałam oczy i mogłam zobaczyć urokliwe zakątki tego
magicznego miasteczka. To miejsce z piękną historią, wieloma tajemnicami
i niezwykłym klimatem miłości unoszącej się w powietrzu. Praga to
miasto zakochanych, które chciałabym kiedyś odwiedzić.
Wiem, że
się rozpisałam, ale jest to jedna z tych książek, o której mogłabym
pisać bez końca. Z całego serca zachęcam was do poznania tej niezwykle
poruszającej, wzruszającej i refleksyjnej książki. Zapewniam was, że
każdy znajdzie w postaciach jej bohaterów i ich perypetiach cząstkę
siebie. Będziecie mocno trzymać kciuki za to, aby wszystko, o czym
przeczytacie, dobrze się skończyło, czytając z zapartym tchem, a
jednocześnie chcąc pozostać z tą historią, jak najdłużej. A
przemyślenia towarzyszące jej lekturze z pewnością przeniesiecie na
płaszczyznę własnego życia, myśląc o niej jeszcze długo po odłożeniu na półkę biblioteczki.
Na zakończenie chciałabym serdecznie
podziękować Autorce oraz wydawnictwu Zaczytani za możliwość
przedpremierowej lektury książki, a was moi drodzy zostawić z bardzo
ważnym przesłaniem, które również skrywa powieść „Sobie pisani”.
Nie
pozwólcie, aby ktoś inny pisał za was scenariusz waszego życia. Tylko
wy jesteście jego autorami i nikt nie ma prawa go korygować według
własnego uznania.
PREMIERA KSIĄŻKI JUŻ 10.02. 2023
[Materiał reklamowy] Wydawnictwo Zaczytani.