piątek, 2 stycznia 2026

Lekcja uważności i drugich szans: Recenzja powieści „Zanim odlecą anioły” Nataszy Sochy.

W pogoni za nowoczesnością często zapominamy, że najtrwalsze fundamenty życia budują wspomnienia i mądrość naszych przodków. Wierzymy, że jesień życia to czas wyciszenia. Tymczasem to właśnie w doświadczeniu starszych pokoleń drzemie siła zdolna naprawiać teraźniejszość. O tym kruchym porozumieniu pisze Natasza Socha w powieści „Zanim odlecą anioły”. To opowieść uświadamiająca, że nigdy nie jest za późno na nowy rozdział, a najpiękniejsze cuda rodzą się z prostej życzliwości. Prawdziwa magia nie potrzebuje blasku fajerwerków – wymaga jedynie odwagi, by zmierzyć się z historią własnej rodziny.

Poszukiwanie sensu w chaosie zdarzeń staje się osią fabuły. Autorka portretuje trudną drogę do zamknięcia bolesnych rozdziałów przeszłości i pokazuje, że życie rzadko przypomina idealny plan. Seria niepowodzeń może stać się paradoksalnym impulsem do walki o siebie. W galerii postaci wyróżnia się Jan, którego męska duma kruszy się pod ciężarem porażki. Obok niego staje enigmatyczna Bożena – architektka emocjonalnych przełomów, prowokująca innych do zrzucenia masek. Towarzyszy jej barwny kolektyw kuchennych „Aniołów”. Te kobiety udowadniają, że wybaczenie sobie i innym jest fundamentem uzdrowienia. Pozwala ono odciąć się od dawnych krzywd i odzyskać utraconą godność.

Głębię tej mozaiki charakterów podkreśla warsztat pisarski Sochy, balansujący między literacką finezją a przystępnym językiem. Konstrukcja powieści opiera się na kunsztownych retrospekcjach, odsłaniających kolejne warstwy tajemnic. Wyjątkowy klimat buduje tu subtelna atmosfera zbliżających się świąt, daleka od komercyjnego zgiełku. To Boże Narodzenie pachnące autentycznością i ciepłem rozgrzanego pieca staje się katalizatorem zmian. Blask choinkowych świec nie tylko rozświetla mrok grudniowych wieczorów. Przede wszystkim rozprasza on ciemność w ludzkich sercach, czyniąc tę lekturę idealnym towarzyszem zimowych dni.

Wszystkie te elementy składają się na swoiste repetytorium z człowieczeństwa, w którym najważniejszą lekcją pozostaje uważność. Autorka przekonuje, że wartość jednostki nie wynika z sumy sukcesów, lecz z godności noszonej bez względu na wiek. Lektura pozostawia czytelnika w stanie kojącej melancholii. Budzi tęsknotę za prostotą relacji i uświadamia, jak wiele skarbów marnujemy, nie słuchając opowieści naszych bliskich. Wielu z nas odnajdzie w tej historii cząstkę własnych przeżyć, dylematów i nadziei. To czyni ją niezwykle bliską i osobistą.

Wymowny tytuł powieści staje się kluczem do jej zrozumienia. Spaja on nieuchronność przemijania z metafizyką codziennego dobra. „Anioły” to w tej historii nasi bliscy, których czas powoli dobiega końca, ale też ludzie wyciągający do nas dłoń w najmroczniejszym momencie. Natasza Socha przypomina, że mamy tylko krótką chwilę, by usłyszeć przemilczane historie i dokonać pojednania. Okazja do naprawienia relacji może bezpowrotnie odlecieć wraz z tymi, których kochamy. To wezwanie do duchowej czujności, by dostrzec magię drugich szans, zanim staną się one jedynie kruchym wspomnieniem.

Powieść tę polecam każdemu, kto szuka w literaturze życiowej prawdy i emocjonalnej głębi. Będzie idealnym wyborem dla osób ceniących historie zmuszające do zatrzymania się w biegu. To propozycja dla tych, którzy chcą poczuć magię świąt tam, gdzie zamiast prezentów liczy się szczere wybaczenie.

​„Zanim odlecą anioły” to literackie przypomnienie, że choć czas jest nieubłagany, to miłość, prawda i wspólny stół mają moc zatrzymywania go w najpiękniejszych momentach. Natasza Socha stworzyła opowieść, która zostaje w czytelniku jako cichy szept. Warto kochać ludzi takimi, jakimi są dzisiaj, zanim ich własne anioły odlecą w stronę wieczności.

[Zakup własny].