poniedziałek, 12 stycznia 2026

Ciepło, które rozpuszcza lód. O „Cudach na śniegu” Joanny Szarańskiej.

Życie często przypomina mroźną zimę. Bywa surowe i nieprzewidywalne, a przez to zmusza nas do szukania schronienia w cieple wspomnień lub nadziei na lepsze jutro. W świecie zdominowanym przez pośpiech rzadko dostrzegamy istotne zmiany, choć zaczynają się one od drobnych gestów i gotowości na spotkanie z drugim człowiekiem. Często wymaga to bolesnej konfrontacji z przeszłością, o czym przypominają „Cuda na śniegu”, których autorką jest Joanna Szarańska.

W samym sercu ośnieżonych Czterech Mostów drzemie pensjonat „Bajka”. To miejsce wraz ze śmiercią swojej gospodyni utraciło duszę i pogrążyło się w żałobie właściciela. Gdy jednak w prasie ukazuje się zagadkowe ogłoszenie o spadku, pod drzwi zapomnianego domostwa trafiają nowi goście. Są to ludzie uciekający przed własnymi cieniami i życiową pustką. Zygmunt, Gizela i Olga wnoszą do zakurzonego holu bagaż niewypowiedzianych żalów, nie wiedząc jeszcze, że odziedziczą coś więcej niż nieruchomość. Pomiędzy skrzypiącymi deskami a płatkami śniegu zaczyna toczyć się gra o ocalenie rodzinnego ciepła. Czy w miejscu naznaczonym stratą można jeszcze odnaleźć nowy początek?

​Pisarka z niezwykłą precyzją odmalowuje portrety ludzi poturbowanych przez los. Każda z postaci wnosi własny bagaż doświadczeń, co widzimy w paraliżującej żałobie Aleksandra czy desperackiej potrzebie bezpieczeństwa Olgi. Twórczyni nie idzie przy tym na skróty. Proces wewnętrznej przemiany jest powolny i pełen trudnych pytań. Obserwujemy zatem, jak pod wpływem zimowej aury pękają pancerze cynizmu, odsłaniając kruchą potrzebę kochania. To właśnie te autentyczne emocje sprawiają, że bohaterowie stają się nam bliscy, jakbyśmy sami zasiadali z nimi przy kominku.

​Powieść staje się mozaiką motywów, które autorka splata w spójną opowieść. Centralnym punktem jest motyw domu, który z martwej konstrukcji powoli przeobraża się w azyl. Przypomina to nam, że miejsce tworzą ludzie, a nie mury. Nie sposób pominąć tu również roli świąt Bożego Narodzenia. W tej książce stają się one czymś więcej niż tylko datą – to czas graniczny. Bohaterowie mimo początkowej niechęci zostają zmuszeni do konfrontacji z samotnością. Wykorzystano tu świąteczną symbolikę, by pokazać siłę wspólnoty, gdzie zapach choinki staje się fundamentem pod budowę nowej rodziny. Co ważne, atmosfera jest pozbawiona przesłodzonego lukru, co jedynie podkreśla jej cudowny charakter.

Warstwa literacka zachwyca plastycznością, a język jest niemal malarski. Pozwala to bez reszty zanurzyć się w nastroju Czterech Mostów, gdzie z ogromną wrażliwością budowany jest klimat izolacji. Konstrukcja powieści opiera się na przeplatających się perspektywach, co nadaje całości dynamizmu. Pozwala to również spojrzeć na wydarzenia przez pryzmat odmiennych wrażliwości. Dzięki dbałości o detale „Bajka” ożywa w wyobraźni z każdym przeczytanym zdaniem.

Warto zwrócić uwagę na to, jak umiejętnie zachowano balans między melancholią a optymizmem. Choć tematyka straty jest trudna, w tekście przemycono pokłady ciepłego humoru, który działa niczym gorąca herbata. Zimowa sceneria nie jest tu jedynie tłem, lecz staje się pełnoprawnym bohaterem. Swoją surowością wymusza bliskość, a pięknem inspiruje do wiary w lepsze jutro. To właśnie ta wszechobecna nadzieja sprawia, że lektura nie przytłacza i daje siłę do wejścia w nowy rok z czystą kartą.

Obcowanie z tą historią przypomina formę medytacji nad wartością ludzkich więzi. Choć fabuła osadzona jest w mroźnej scenerii, jej ostateczny wydźwięk pozostaje słoneczny i niesie czytelnikowi poczucie ukojenia. Lektura ta staje się emocjonalną podróżą, która wymusza chwilę zatrzymania. Budzi uśpioną wrażliwość oraz wywołuje na przemian wzruszenie i kojący spokój. Wynika on bezpośrednio z obcowania z historią tak bardzo ludzką i bliską każdemu z nas.

Przesłanie płynące z kart powieści jest jasne: żadna zima nie trwa wiecznie. Pod warstwą bólu zawsze tli się iskra nadziei na odrodzenie. Książka przypomina, że prawdziwe cuda nie wymagają magii, bo rodzą się tam, gdzie pojawia się odwaga do przebaczenia.

Tytuł ten polecam szczególnie czytelnikom poszukującym emocjonalnego azylu. To idealna propozycja dla osób, które w styczniowe wieczory pragną historii pełnej autentycznego ciepła. Będzie to świetny wybór dla ceniących prozę obyczajową, gdzie akcja ustępuje miejsca subtelnym przemianom duszy. Jeśli wierzycie, że początek roku to idealny czas na bliskość, ta książka jest dla Was. „Cuda na śniegu” staną się literackim drogowskazem, udowadniając, że na nowy początek nigdy nie jest za późno.

Podobnie jak śnieg potrafi przykryć wszelkie nierówności, tak opowieść o pensjonacie „Bajka” otula czytelnika spokojem. Zostawia go z ważnym przekonaniem, że po każdej, nawet najmroźniejszej zimie, zawsze nadchodzi czas roztopów i nowego życia.

[Zakup własny].

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przed pozostawieniem komentarza pod postem, zapoznaj się, proszę z polityką prywatności bloga, której szczegółowe informacje znajdziesz w zakładce Polityka prywatności bloga Kocie czytanie i wyraź zgodę na przetwarzanie swoich danych osobowych.
Pozostawiając komentarz, akceptujesz politykę prywatności bloga, a tym samym wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych.

Dziękuję za odwiedziny i pozostawiony po sobie ślad. Proszę o kulturę wypowiedzi i podpisywanie się.