piątek, 16 stycznia 2026

Gdy pęknięcia stają się szczelinami dla światła – o wyjątkowości „Wzgórza aniołów” Magdaleny Kordel.

Czasem życie przypomina plac budowy, na którym nagle gasną wszystkie światła. Zdarzenie to zostawia nas z dojmującym wrażeniem, że zgubiliśmy drogę do domu. Szukamy wówczas ratunku w wielkich gestach i spektakularnych zwrotach akcji, zapominając jednak, że prawdziwe ocalenie rzadko przychodzi z hukiem. Najczęściej skrada się ono cicho, pod postacią drugiego człowieka, zapachu parzonej kawy czy nagłej odwagi, by w końcu przestać uciekać przed własnym cieniem. Mówi się wprawdzie, że dom to nie mury, lecz stan bezpieczeństwa. Co jednak zrobić, gdy stare fundamenty obracają się w niwecz, a my w swoim bagażu niesiemy tylko lęk i okruchy wspomnień?

Właśnie wtedy, w najmroczniejszą zimę naszych prywatnych światów, odkrywamy, że aniołowie nie zawsze mają skrzydła. Częściej noszą wyciągnięte swetry i parzą herbatę z cytryną, potrafiąc przy tym słuchać tak, jakby nic innego nie miało znaczenia. To właśnie w ich obecności uczymy się, że każde pęknięcie w naszym życiorysie to tylko szczelina, przez którą do środka może wpaść światło. Każdy koniec jest jedynie zasłoną, za którą czeka nowy początek, o ile tylko pozwolimy sobie na luksus nadziei i uwierzymy, że w chaosie zdarzeń nic nie dzieje się bez przyczyny.

​O tej subtelnej sztuce odnajdywania siebie i drugiego człowieka opowiada Magdalena Kordel w swojej poruszającej powieści „Wzgórze aniołów”. Pisarka stawia w niej trafną tezę, że nawet najbardziej pogruchotane życie można posklejać na nowo. Musimy tylko znaleźć w sobie siłę, by wyciągnąć rękę po pomoc i uwierzyć, że obcy ludzie mogą stać się naszą najbezpieczniejszą przystanią.

Autorka kreśli wielowymiarowy portret kobiecej siły, osadzając akcję w scenerii mroźnej, przedświątecznej Warszawy. Twórczyni powoli odkrywa przed nami historie bohaterek, które znalazły się w sytuacjach granicznych. Każda z nich nosi w sobie inny rodzaj bólu – od tęsknoty za utraconą przeszłością, przez rozczarowanie bliską osobą, aż po lęk o przetrwanie kolejnego dnia. Zamiast epatować dramatem, literatka skupia się na procesie powolnego odzyskiwania sprawczości. Buduje napięcie poprzez subtelne odsłanianie emocjonalnych warstw swoich bohaterów, pozwalając nam towarzyszyć im w drodze do tytułowego miejsca akcji. To symboliczna przestrzeń, gdzie strach wreszcie ustępuje miejsca ufności.

Warstwa formalna utworu harmonijnie współgra z jego emocjonalnym przekazem. Pani Kordel posługuje się językiem niezwykle obrazowym, który jest zarazem pozbawiony zbędnego patosu. Dzięki temu opowieść staje się autentyczna i bliska czytelnikowi. Konstrukcja książki opiera się na przeplatających się perspektywach różnych postaci, co nadaje całości dynamiki i pozwala spojrzeć na te same wydarzenia z wielu stron. Twórczyni po mistrzowsku operuje klimatem – potrafi w jednej chwili wywołać uśmiech dzięki błyskotliwym dialogom, by za moment skłonić do głębokiego wzruszenia. Ta równowaga między lekkością stylu a ciężarem poruszanych problemów stanowi o głównej sile warsztatu autorki.

​Wartość tej powieści tkwi w niezwykle autentycznych i niesztampowych kreacjach postaci. Pisarka nie dzieli bohaterów na czarno-białych, lecz obdarza ich cechami, które czynią ich bliskimi każdemu z nas. Mamy tu do czynienia z dojrzałością, która mimo bagażu doświadczeń nie traci wiary w drugiego człowieka, oraz z młodością, którą los zmusił do przedwczesnego dorośnięcia. Ponadto Magdalena Kordel z ogromną czułością portretuje postacie drugoplanowe. Stanowią one doskonałą przeciwwagę dla trudniejszych wątków, tworząc barwną mozaikę ludzkich charakterów.

W tekście przeplata się gęsta sieć motywów, wśród których na pierwszy plan wysuwa się poszukiwanie własnego miejsca na ziemi. Rozumiemy je nie tylko jako dach nad głową, ale przede wszystkim jako emocjonalny port. Nakreślony tu wątek bezdomności serca pokazuje, że można czuć się wyobcowanym wszędzie, dopóki nie odnajdzie się wspólnoty opartej na szczerości. Kolejnym kluczowym elementem jest siła kobiecej solidarności oraz proces odkupienia i wybaczenia samemu sobie. Dzieło przypomina czytelnikowi, że przeszłość wcale nie musi definiować naszej przyszłości.

​Unikalność tej historii kryje się w jej emocjonalnej uczciwości. Autorka nie obiecuje prostych rozwiązań ani magicznych uzdrowień. Jej mądrość przejawia się w pokazaniu, że prawdziwa siła nie polega na całkowitej samowystarczalności. To raczej odwaga bycia kruchym i gotowość do przyjęcia wsparcia. W świecie promującym sukces pisarka nobilituje empatię oraz cierpliwość, udowadniając, że najtrwalsze mosty buduje się z drobnych, codziennych aktów dobroci.

Lektura tej powieści to przede wszystkim głębokie doświadczenie wewnętrzne. Pozostawia ono odbiorcę z kojącym przeświadczeniem, że żadna zima nie trwa wiecznie. Każdy, kto choć raz poczuł ciężar samotności, odnajdzie w utworze cząstkę siebie i przejrzy się w losach bohaterek niczym w lustrze. Książka zmusza do zastanowienia nad tym, jak często oceniamy innych po pozorach, zostawiając nas z ważnym przesłaniem: odwaga, by poprosić o pomoc, nie jest słabością, lecz pierwszym krokiem do wolności.

​Choć tekst jest przesycony zimową atmosferą, byłoby błędem traktowanie go wyłącznie jako lektury sezonowej. To historia, po którą warto sięgnąć o każdej porze roku, ponieważ ciężar poruszanych zagadnień nie podlega kalendarzowi. Wielowymiarowość problemów sprawia, że jest to literatura głęboko humanistyczna i aktualna zawsze wtedy, gdy potrzebujemy przypomnienia o potędze ludzkiego ducha.

Tę pozycję polecam każdemu, kto w literaturze szuka czegoś więcej niż tylko rozrywki. Jest to idealna propozycja dla dusz zmęczonych pośpiechem, potrzebujących odpowiednika ciepłego koca i szczerej rozmowy. Spodoba się osobom ceniącym prozę psychologiczną oraz tym, którzy w chwilach zwątpienia chcą uwierzyć w wyjście z matni. To powieść dla wrażliwców, którzy dostrzegają magię w zwyczajności i nie boją się wzruszeń.

​Opisywany utwór to rzadki dowód na to, że słowo pisane może być jednocześnie plastrem na rany i drogowskazem w ciemności. Wracając do obrazu pogasłych świateł – ta opowieść przypomina nam, że nawet gdy sami nie umiemy znaleźć włącznika, obok może pojawić się ktoś pomocny. Potrzyma on dla nas latarkę, dopóki znów nie poczujemy się bezpieczni we własnym domu. To lektura, która zostaje pod powiekami długo po przewróceniu ostatniej strony.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przed pozostawieniem komentarza pod postem, zapoznaj się, proszę z polityką prywatności bloga, której szczegółowe informacje znajdziesz w zakładce Polityka prywatności bloga Kocie czytanie i wyraź zgodę na przetwarzanie swoich danych osobowych.
Pozostawiając komentarz, akceptujesz politykę prywatności bloga, a tym samym wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych.

Dziękuję za odwiedziny i pozostawiony po sobie ślad. Proszę o kulturę wypowiedzi i podpisywanie się.