środa, 25 lutego 2026

"Projekt Brainstorm" Magdaleny Fuss – thriller, który ukradnie Wam pewność siebie.

Czy można czuć się bezpiecznie, gdy wróg atakuje jednocześnie z dwóch stron? Z mrocznych zaułków rzeczywistości i z samego wnętrza Twojej własnej głowy? Magdalena Fuss w swojej debiutanckiej powieści "Projekt Brainstorm" kreśli wizję strachu totalnego.

Tutaj brutalne morderstwo stanowi zaledwie wstęp do równie przerażającej zbrodni: kradzieży tożsamości. To historia o tym, że najtrudniejsza walka o przetrwanie zaczyna się wtedy, gdy usiłujecie dopaść prześladowcę i nagle orientujecie się, że nie możecie już ufać nawet własnym zmysłom.

Wszystko zaczyna się od jednej, mrożącej krew w żyłach sceny w opuszczonej posiadłości Green Village. To tam dawny lęk spotyka się z brutalną teraźniejszością. Doktor Robin Wright, psychoanalityczka i doświadczona profilerka, wciąż niosąca ciężar niewyobrażalnej straty sprzed lat, zostaje wezwana na miejsce zbrodni, które okazuje się lustrzanym odbiciem jej najgorszego koszmaru.

Gdy wraz z detektywem Johnem McLarenem zaczynamy łączyć kropki, odkrywamy mroczną prawdę. Okazuje się bowiem, że klucz do zagadki tkwi w przeszłości ekspertki, a konkretnie w mrocznym znaczeniu samego tytułu książki. To, co miało służyć nauce, stało się niebezpiecznym narzędziem manipulacji. Robin musi więc odpowiedzieć na pytanie: czy ściga mordercę, czy może sama jest jedynie pionkiem w eksperymencie, którego reguł nikt jej nie wyjaśnił?

Fundamentem emocjonalnym tej opowieści jest trauma. Główna postać po tragicznych wydarzeniach z przeszłości wciąż funkcjonuje w cieniu nieprzepracowanej żałoby. Pisarka nie zatrzymuje się jednak na powierzchni thrillerowej intrygi, lecz zapuszcza się w najmroczniejsze rejony ludzkiej psychiki, eksplorując mechanizmy wypierania oraz kreowania fałszywych wspomnień.

Psychologiczna głębia tej prozy objawia się zwłaszcza w sposobie, w jaki Wright – wykorzystując swoją wiedzę z zakresu psychoanalizy – zaczyna kwestionować fundamenty własnego ja. Każdy krok w śledztwie to bolesne zdzieranie kolejnych warstw systemów obronnych, co sprawia, że jako czytelnicy współodczuwamy jej paraliżujący lęk. Boimy się momentu, w którym własna jaźń okaże się jej największym wrogiem.

​Warto dodać, że Fuss po mistrzowsku wodzi czytelników za nos. Serwuje gęstą sieć fałszywych tropów i nieoczywistych wskazówek, przez co każdy rozdział staje się nową warstwą tajemnicy podważającą nasze dotychczasowe domysły. Niemal do samego finału trudno odróżnić sojusznika od wroga, a fakty od zręcznie sfałszowanych obrazów pod powiekami.

Ta nieustanna gra potrzebuje jednak przeciwwagi w świecie rzeczywistym. Zapewnia ją John McLaren – doświadczony śledczy, który wnosi do sprawy surowy instynkt i staje się dla Robin niezbędnym oparciem w chwilach, gdy manipulacja zaczyna brać górę. Razem tworzą duet idealny, w którym precyzyjne profilowanie kryminalne spotyka się z bezwzględną skutecznością policjanta.

Sama struktura książki jest tak samo precyzyjna, jak opisywane w niej procedury. Choć pozycja ta jest dosyć obszerna, bo liczy nieco ponad 500 stron, czyta się ją niezwykle szybko i z ogromnym zaangażowaniem, chcąc jak najszybciej poznać rozwiązanie mrocznej zagadki. Autorka trzyma nas w nieustannym poczuciu ciekawości tego, co wydarzy się za chwilę, a czeka nas wiele szokujących wręcz zaskoczeń i niespodziewanych zwrotów w tym, co powoli przed nami odkrywa. Tempo akcji przypomina nerwowe tętno osoby osaczonej przez niewidzialne zagrożenie, a krótkie, dynamiczne segmenty są cięte z chirurgiczną dokładnością. W połączeniu z chłodnym, oszczędnym stylem sprawia to, że każda strona przybliża nas do finału bez zbędnych przestojów.

​Biorąc pod uwagę, że jest to debiut, muszę przyznać, że autorka poradziła sobie znakomicie. W moim odczuciu wchodzi ona na literacką scenę z ogromną pewnością siebie. Rzadko spotyka się pierwszą powieść, która byłaby tak spójna, przemyślana i pozbawiona typowych potknięć. To otwarcie kariery, które już teraz dostarcza rozrywki na najwyższym poziomie.

Co ciekawe, wątek etyczny skupia się tu na przerażającej wizji nauki, która przestaje służyć człowiekowi, a zaczyna go formatować. Dzięki temu thriller wymyka się ramom rasowego kryminału, stając się fascynującym science fiction spod znaku techno-horroru. Debiutantka kreśli wizję przyszłości, w której zaawansowane technologie stają się narzędziem totalnej kontroli.

Ta futurystyczna warstwa sprawia, że historia wykracza poza schemat zwykłego dochodzenia w stronę mrocznej dystopii. Lektura zostawia nas z dojmującym poczuciem niepokoju, a adrenalina szybko ustępuje miejsca chłodnej refleksji nad kruchością ludzkiego umysłu. Po odłożeniu tomu jeszcze długo będziecie z rezerwą spoglądać na każdą nowinkę ze świata technologii.

Tę pozycję polecam przede wszystkim miłośnikom thrillerów psychologicznych oraz fanom mrocznych klimatów spod znaku Black Mirror. Warto po nią sięgnąć, ponieważ oferuje rzadkie połączenie emocjonalnego autentyzmu z wizjonerską fikcją, zmuszając do myślenia długo po zamknięciu ostatniego rozdziału.

"Projekt Brainstorm" to historia, która nie tylko dostarczy Wam adrenaliny, ale też sprawi, że z niepokojem spojrzycie w lustro. Zastanówcie się zatem, ile z Was jest naprawdę Wami, i przygotujcie się na to, że Magdalena Fuss nie da Wam łatwych odpowiedzi. Da Wam jedynie jeszcze więcej powodów, by nie ufać własnej pamięci.

​Podyskutujmy 🗨️

​Jak myślicie, co jest trudniejszym przeciwnikiem: realny morderca czy Wasz własny umysł, który zaczyna Was oszukiwać?

Wyobraźcie sobie, że nagle przestajecie ufać swoim wspomnieniom – co byłoby dla Was w takiej sytuacji najbardziej przerażające?

[Materiał reklamowy].

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przed pozostawieniem komentarza pod postem, zapoznaj się, proszę z polityką prywatności bloga, której szczegółowe informacje znajdziesz w zakładce Polityka prywatności bloga Kocie czytanie i wyraź zgodę na przetwarzanie swoich danych osobowych.
Pozostawiając komentarz, akceptujesz politykę prywatności bloga, a tym samym wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych.

Dziękuję za odwiedziny i pozostawiony po sobie ślad. Proszę o kulturę wypowiedzi i podpisywanie się.