poniedziałek, 2 lutego 2026

​"Zapomniane życie” – Ewelina Paprotny: Mozaika tożsamości na hiszpańskim bruku

Ludzka tożsamość przypomina misterną mozaikę, w której każdy okruch wspomnienia buduje fundament tego, kim jesteśmy. Co się jednak dzieje, gdy gwałtowny podmuch losu obraca tę konstrukcję w pył? Często błądzimy przez życie, przekonani o trwałości własnego „ja”, nie zdając sobie przy tym sprawy, jak krucha granica oddziela nas od całkowitej pustki. To właśnie w przestrzeni między utraconą przeszłością a niepewnym jutrem zawieszona jest historia opisana przez Ewelinę Paprotny. W swojej przejmującej powieści „Zapomniane życie” autorka stawia odważną tezę: utrata pamięci paradoksalnie otwiera drogę do najgłębszej prawdy o własnych pragnieniach. Zatem ucieczka od dotychczasowej rzeczywistości okazuje się szansą na autentyczne odrodzenie.

Akcja rozpoczyna się od desperackiego kroku – ucieczki Leny z Polski do tętniącej życiem Barcelony. To, co miało stanowić chwilowe wytchnienie, zamienia się jednak w egzystencjalny koszmar, gdy bohaterka budzi się w obcym mieście bez najmniejszego wspomnienia o swojej przeszłości. Przyjmuje imię Mariposa i zaczyna budować życie na czystej karcie. W tym samym czasie pisarka prowadzi równoległy wątek poszukiwań rodziny Leny. Ich czyste intencje oraz autentyczna troska boleśnie kontrastują z nową rzeczywistością kobiety, co tworzy emocjonalny mur, którego żadna ze stron nie potrafi przebić.

Twórczyni kreśli obraz katalońskiej stolicy z ogromną plastycznością, przez co miasto przestaje odgrywać rolę tła, stając się żywym, pulsującym organizmem. Przerzucając kolejne strony utworu, niemal czujemy na skórze lepki żar słońca oraz szorstkość morskiej soli. Nozdrza mami intensywna mieszanka aromatów tapas i nagrzanego bruku uliczek Barrio Gótico. Ewelina Paprotny z wielką czułością oddaje dualizm tego miejsca – najpierw zachwyca feerią barw La Rambla, by po chwili budować duszny, oniryczny klimat. W rezultacie za każdym rogiem czai się cień niepewności.

Ta atmosfera sprzyja ujawnieniu się skomplikowanej sieci ludzkich zależności. Toksyczność w świecie Mariposy przybiera przy tym dwa skrajnie różne oblicza. Z jednej strony widzimy bliskich, których miłość staje się dla bohaterki formą osaczenia i próbą wtłoczenia jej w ramy życia, którego już nie pamięta. Z drugiej strony prawdziwy mrok nadchodzi wraz z ludźmi poznanymi na hiszpańskim bruku. Pisarka ukazuje, jak nowi znajomi traktują bohaterkę niczym tabula rasa, którą mogą dowolnie zapisać kłamstwami, by uformować ją według własnych potrzeb. To zderzenie bezradnej miłości z wyrachowanym fałszem sprawia, że walka Leny o własny los nabiera niezwykłego dramatyzmu.

W warstwie psychologicznej opisywana historia stanowi przejmujące studium rozpadu osobowości. Autorka z niezwykłą empatią oddaje stan psychiczny osoby, dla której każdy fakt oznacza bolesne starcie z pustką. Lena balansuje między euforycznym poczuciem wolności a paraliżującym strachem przed prawdą, która może okazać się zbyt przytłaczająca. Podczas lektury poczułam niezwykle silną więź z bohaterką i kibicowałam jej w walce o odzyskanie tożsamości z niemal osobistym zaangażowaniem. Książka wielokrotnie wywoływała u mnie głębokie poruszenie, zmuszając do pytania: co ja czułabym na jej miejscu i jak odnalazłabym się w tej przerażającej pustce?

Należy jednak wyraźnie zaznaczyć, że proza Eweliny Paprotny wymyka się gatunkowym schematom. Choć fundament opowieści stanowi tajemnica, nie jest to thriller nastawiony na epatowanie brutalnością. To przede wszystkim wielowymiarowa powieść obyczajowa z elementami thrillera psychologicznego typu light. Napięcie budują tu subtelne drgania ludzkiej duszy, a nie drastyczne zwroty akcji. Sama konstrukcja powieści opiera się na umiejętnym przeplataniu perspektyw, co nadaje całości dynamiczny, niemal filmowy charakter. Styl twórczyni pozostaje elegancki i nastrojowy; autorka operuje szeptem w scenach intymnych, by za chwilę uderzyć mocniejszym tonem w momentach grozy.

Lektura tej powieści to emocjonalna podróż pozostawiająca czytelnika w stanie głębokiego poruszenia. Towarzyszy jej rzadka mieszanka zachwytu nad pięknem świata oraz dusznego niepokoju o trwałość własnego „ja”. To doświadczenie najpierw subtelnie uwodzi zmysły, by ostatecznie wstrząsnąć sumieniem i zmusić do przewartościowania definicji autentyczności. Utwór nie oferuje łatwych rozwiązań, a jego finał, zamiast stawiać kropkę, zostawia nas z pytaniami, które pracują w głowie jeszcze długo po zamknięciu ostatniego rozdziału.

​Tę książkę polecam szczególnie miłośnikom nieoczywistych historii – czytelnikom szukającym w literaturze intelektualnego wyzwania oraz egzystencjalnego ciężaru. Oczekują oni od lektury emocjonalnej wiwisekcji, a nie tylko chwilowego eskapizmu. Jeśli cenisz prozę, w której gęsta atmosfera splata się z elegancją języka, ten utwór stanie się dla Ciebie pozycją niezapomnianą. Nasza przeszłość bywa ciężarem, lecz pozostaje jedynym spoiwem trzymającym w całości mozaikę naszego „ja”. Być może prawdziwa wolność nie polega na zapomnieniu tego, kim byliśmy, lecz na odważnym zaakceptowaniu każdej, nawet najbardziej bolesnej rysy na naszym odbiciu w lustrze.

[Materiał reklamowy].

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przed pozostawieniem komentarza pod postem, zapoznaj się, proszę z polityką prywatności bloga, której szczegółowe informacje znajdziesz w zakładce Polityka prywatności bloga Kocie czytanie i wyraź zgodę na przetwarzanie swoich danych osobowych.
Pozostawiając komentarz, akceptujesz politykę prywatności bloga, a tym samym wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych.

Dziękuję za odwiedziny i pozostawiony po sobie ślad. Proszę o kulturę wypowiedzi i podpisywanie się.