niedziela, 27 stycznia 2019

Miłość kontra złowrogie przeznaczenie

Moi kochani, zapewne zgodzicie się ze mną, że to, co niezbadane budzi ciekawość i chęć poznania. Wystarczy zaledwie kilka zdań usłyszanych od kogoś, aby ziarenko ciekawości zakiełkowało, nie pozwalając nam przejść obojętnie wobec tego, czego się dowiedzieliśmy.
Właśnie taka opowiedziana przez bliską osobę legenda nie daje spokoju głównej bohaterce najnowszej powieści Anny Lewickiej „Więź- Alicji.

Młoda kobieta czuje, że jakaś siła ciągnie ją w Bieszczady, do miejsca którego  dotyczy zasłyszana opowieść. Nie wie jeszcze, że ta wyprawa narazi ją na wiele niebezpieczeństw i znacząco wpłynie na kształt i sens jej dotychczasowego życia. Niesiona ciekawością i niezrozumiałą dla niej siłą postanawia wykorzystać przerwę zimową na studiach i wyrusza w góry. Niestety panująca surowa i bezwzględna aura, nie jest sprzymierzeńcem dziewczyny. Kiedy Alicja jest przekonana, że oto za chwilę jej podróż zakończy się sukcesem, nagle przez własną nierozwagę, a głównie zbyt pobieżne i lekkomyślne podejście do tego, co stało się celem jej eskapady, dochodzi do tragicznego wypadku, w którym życie naszej bohaterki wisi na włosku. Na szczęście świadkiem całego zdarzenia jest Wiktor, mieszkaniec tamtejszych okolic, który ratuje nieznajomej życie.

Po kilku dniach troskliwej opieki ze strony mężczyzny Alicja wraca do zdrowia, jednak jest zmuszona nadal korzystać z gościnności swojego wybawcy, ponieważ szalejąca śnieżyca odcięła ich od reszty świata.

Wraz z upływem czasu w nieśmiałych rozmowach zaczynają powoli się poznawać. Nie jest to łatwe, ponieważ oboje są bardzo skryci i jednak strzępy informacji, jakie czytelnicy otrzymują, układają się w bardzo ciekawą całość i zaczynamy dostrzegać, że każde skrywa swoją tajemnicę, którą nie łatwo się podzielić. Wkrótce między Alicją i Wiktorem rodzi się uczucie, które tak naprawdę nie ma racji bytu. Oboje pochodzą z zupełnie innych światów. Owładnięci żądzą i namiętnością dają ponieść się uczuciu. Jednak czy miłość wystarczy, by przetrwać?

Tego dowiecie się, sięgając po książkę.

Zdradzę Wam tylko, że łatwo nie będzie, bo to, co przeżywają Alicja i Wiktor miało swój początek już wiele lat temu, a teraz odciska swoje piętno na ich tu i teraz. Siły zła pałają żądzą zemsty, mimo minionych wielu lat.

Alicja i Wiktor to dwoje samotników, którzy, choć tak różni są bardzo do siebie podobni, dlatego bardzo szybko odnajdują wspólną płaszczyznę porozumienia. Oboje mają na siebie wzajemnie bardzo dobry wpływ, co znacząco odmienia ich samych.
Niemalże od początku widzimy, że żadnego z nich życie nie rozpieszczało. Wiktor jest samotnikiem stroniącym od świata i ludzi. Oczywiście nie zdradzę Wam dlaczego, ale to Właśnie Alicja pomaga mu odzyskać utracony spokój. Ona sama również woli samotność i własne towarzystwo, więc to wszystko sprawia, że choć los splótł ich losy po raz pierwszy, czują się tak, jakby znali się od zawsze.

„Więź” to ciekawe połączenie romansu z mitologią słowiańską, jednak w moim odczuciu z przewagą romansu. Autorce, co prawda nie udało się uniknąć powielania schematów charakterystycznych dla tego gatunku, ale nie zmienia to faktu, że książkę czyta się z dużym zaciekawieniem ze względu na wiszącą w powietrzu mroczną tajemnicę.

Jestem pewna, że książka zyska wielu zwolenników, natomiast jeśli chodzi o mnie, osobę, która nie jest fanką fantastyki, mogę powiedzieć, że książka nie była tym, czego się spodziewałam, ale nie jestem nią zawiedziona.

Jeśli miałabym napisać, komu ją polecam, to zdecydowanie bardziej tym z Was, którzy zechcą poznać tę historię głównie ze względu na wątek romantyczny. Natomiast, jeśli stawiacie na aspekt mitologiczny, to myślę, że lektura tej książki nie do końca Was usatysfakcjonuje, ponieważ w moim subiektywnym odczuciu, mitologii było tu stosunkowo niewiele w odniesieniu do całości fabuły.

Cóż więcej mogę napisać? Jeśli szukacie niezobowiązującej lektury o miłości z mroczną tajemnicą w tle, którą czyta się bardzo przyjemnie i szybko to dobrze trafiliście. Gwarantuję, że jeśli nie będziecie stawiać tej książce zbyt wysokiej poprzeczki oczekiwań, spędzicie z nią naprawdę miłe chwile.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Jaguar, za co bardzo dziękuję.



czwartek, 24 stycznia 2019

Przedpremierowo: "Jej portret" Anna H. Niemczynow.

Bo nie słowa, a czyny świadczą o miłości.

Kiedy wstępujemy w święty związek małżeński i słyszymy słowa przysięgi, którą przed ołtarzem wypowiada osoba, z którą chcemy iść przez życie, często trwamy w przeświadczeniu, że od teraz będzie ona przy nas już zawsze. Z biegiem czasu, pochłonięci prozą dnia codziennego, przestajemy zauważać potrzeby i oczekiwania naszej drugiej połówki, skupiając się wyłącznie na tym, co w danym momencie dla nas samych jest najważniejsze, będąc święcie przekonanymi, że nasz współmałżonek nas zrozumie i będzie cierpliwie na nas czekał.

Dziś przychodzę do Was z recenzją najnowszej książki Anny H. NiemczynowJej portret”, której lektura uświadamia czytelnikowi, że tak naprawdę w życiu nic nie jest nam dane na zawsze, ale niestety często zdajemy sobie z tego sprawę dopiero wówczas, gdy w naszym życiu wydarzy się dramat. Dramat, którego konsekwencje są niestety nieodwracalne.

Główna bohaterka powieści Maja to kobieta, której życia mogłoby pozazdrościć wiele kobiet. Jest spełnioną zawodowo odnoszącą sukcesy pisarką, którą Pan Bóg obdarzył wspaniałą rodziną. Jak wiadomo, zawód pisarza wymaga czerpania wielu inspiracji, po to by spod jego pióra wychodziły historie, które podbiją serca czytelników. W momencie, kiedy my czytelniczy wkraczamy w życie rodziny Preis, Maja właśnie przeżywa swego rodzaju kryzys twórczy. Przytłoczona obowiązkami domowymi oraz opieką nad czwórką dzieci, czuje, że musi wyjechać na jakiś czas, aby odpocząć i znaleźć inspirację do powstania nowej książki.
Nie zdaje sobie jednak sprawy, że ten wyjazd odmieni na zawsze życie nie tylko jej, ale także jej najbliższych, a odwrotu już nie będzie.
Jako że Maja i Marcel są małżeństwem na stałe mieszkającym w Niemczech, kobieta postanawia wyjechać do Polski w nadziei, że być może tam odnajdzie coś, co będzie mogła przenieść na papier i czym będzie chciała podzielić się ze swoimi wiernymi czytelnikami.
Jednak możecie mi wierzyć, że tego, co się wydarzyło, nie mógł przewidzieć nikt. Bo oto, przypadek, los, a może przeznaczenie splata drogi naszej bohaterki z Danielem, jej miłością sprzed dwudziestu lat. W Mai budzą się wspomnienia młodzieńczego uczucia pełnego pasji i wiary w jego wyjątkowość. Pomyślicie sobie, że przecież to nic takiego, bo każdy z nas z sentymentem wspomina swoją pierwszą miłość. Owszem macie rację, ale problem zaczyna się, gdy przeszłość zagraża małżeństwu Mai i szczęściu jej rodziny.
Nagle wszystko to, co do tej pory stanowiło sens i nadrzędną wartość w jej życiu nabiera zupełnie innych kształtów i barw. Ponowne spotkanie z Danielem pozwala jej dostrzec siebie samą w zupełnie innym świetle. Uświadamia sobie, że do tej pory to, ona zawsze była dla wszystkich, a nikogo nie było dla niej, kiedy ona tego potrzebowała. To cele i pragnienia innych, były zawsze ważniejsze od tego, o co ona sama wielokrotnie prosiła. Teraz choć przez chwile chce czuć, że dla kogoś w istocie to ona liczy się najbardziej, Jednak nie może zapomnieć o tym, że przecież jest żoną i matką. W pewnym momencie będzie zmuszona do podjęcia trudnych decyzji i dokonania niełatwych wyborów.

Zarówno Maja, jak i Marcel są postaciami, które wzbudzały we mnie bardzo różne i często zmieniające się odczucia. Ale zacznijmy od Mai. Przyznaję, że na początku byłam na nią trochę zła. Bo jak można porzucić wszystko - kochającego męża, czwórkę dzieci, rodzinę i rzucić się w ramiona namiętności, pożądania żyjąc pragnieniami niespełnionej miłości sprzed lat. Jednak wraz z biegiem fabuły poznajemy drugą stronę medalu i kiedy spojrzałam na całą sytuację oczami bohaterki, nie oceniając jej postępowania, zaczęłam ją rozumieć. Nie chcę Wam za dużo zdradzać, żebyście sami mogli odkrywać złożoność opisanych w książce zdarzeń, powiem tylko, że powtarzanie komuś, że się go kocha i jest dla nas najważniejszy, nie wystarczy, żeby zbudować szczęśliwy związek. Bo nie słowa, a czyny świadczą o miłości.

Podobnie ambiwalentne nieustannie ewaluujące odczucia wzbudzał we mnie również małżonek Mai, Na początku uznawałam go za wspaniałego mężczyznę i nawet byłam zła na nią za to, że ciągle, coś jej w nim nie pasuje. A przecież on naprawdę się stara. Ciężko pracuje, żona jest dla niego największym skarbem, jest czuły, kochający. Kocha dzieci. Czego można chcieć więcej? Otóż czasem wystarczy być i tego, właśnie potrzebuje Maja. Tymczasem Marcel w galopie codziennych ambicji zapomina o tym i staje się strasznym egoistą, który zauważa i wypomina żonie najmniejsze niczym drzazgi przewinienia, podczas gdy swoich zupełnie nie dostrzega, choć ścielą się one niczym belki ułożone w lesie.

Kochani czy naprawdę musi dojść do tragedii, byśmy dostrzegli nasze błędy i przewinienia oraz zrozumieli, co w życiu jest najważniejsze i jak wiele mamy do stracenia?

„Jej portret” to bardzo życiowa i prawdziwa historia pełna ludzkich dramatów i niespodziewanych zwrotów akcji. To wciągająca opowieść o ludziach takich jak my, którzy w życiu bardzo mocno się pogubili i teraz na nowo muszą odnaleźć drogę ku sobie i temu, co kiedyś połączyło ich serca i duszę wytyczając im wspólną drogę życia. To poruszająca i mocno chwytająca za serce historia kobiety, której świat legł w gruzach, a teraz bardzo chce, by los dał jeszcze jedną szansę na to, aby odzyskać to, co utracone. Czy jednak na to już nie będzie za późno? Koniecznie sprawdźcie to sami.

Kochani musicie przeczytać tę książkę. Zapewniam Was, że jej lektura pochłonie Was bez reszty, a historia, którą poznacie, trafi głęboko do waszych serc i dusz serwując wam mocno wstrząśnięty koktajl emocjonalny. Od tej książki nie da się oderwać, a nawet jeśli odłożycie ją na chwilę, nie będziecie potrafili przestać o niej myśleć. To wyjątkowa powieść o miłości, wybaczaniu i odkrywaniu siebie na nowo. A samo zakończenie na pewno Was zaskoczy i wzruszy. W moim przypadku łezka w oku się zakręciła.

Mam nadzieję, że udało mi się zainteresować Was książką i będziecie z niecierpliwością oczekiwać jej premiery, która odbędzie się już 31 stycznia 2019 roku. Naprawdę warto.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Filia, za co bardzo dziękuję.


niedziela, 20 stycznia 2019

Przedpremierowo: "Mów szeptem" Agnieszka Olejnik

Witajcie kochani, dziś porozmawiamy o tym, jak to jest być 'innym' w społeczeństwie, czy w środowisku, w którym żyjemy. „Inny” w żadnym wypadku nie znaczy gorszy, bo równie dobrze może oznaczać kogoś wyjątkowego. Jednak niestety, z uwagi na to, że odmienność od ogólnie przyjętych norm niezależnie od tego, jakich aspektów życia ona dotyczy, zazwyczaj budzi lęk, brak akceptacji, a często nawet prześladowania, tym samym  równa się poczuciu samotności, alienacji, niezrozumienia.

Dziś przychodzę do Was z recenzją książki Agnieszki OlejnikMów szeptem", której główny bohater Witek posiada niezwykły dar. Chłopak widzi barwę i fakturę słów. U podstaw tego schorzenia leży spektrum autyzmu. Synestezja, bo taką właśnie nazwę nosi ta jednostka chorobowa, sprawia, że młody mężczyzna ma bardzo słabo rozwinięte umiejętności komunikacji społecznej. Choć jest bardzo inteligentny i wrażliwy nie potrafi wyrażać emocji, jest niczym kot, chadza własnymi drogami. Woli być samotnikiem, niż narażać się na prześladowania i kpiny. Wie doskonale, że nikt nie jest w stanie go zrozumieć.

Wszystko zmienia się, gdy w liceum, w którym uczy się Witek, pojawia się nowa uczennica - Magda. Dziewczyna od razu wzbudza zainteresowanie całej społeczności uczniowskiej, w tym również Witka. Podczas gdy pozostali uczniowie starają się zbliżyć do „nowej”, gdyż budzi ona niemałą sensację w szkole, Witek obserwuje ją z boku i od razu, widzi, że jest wyjątkowa. Barwy, które ją otaczają, są ciepłe, przyjazne i miękkie. Coś nie pozwala mu przestać obserwować szkolnej koleżanki, Chce się do niej zbliżyć, ale jednocześnie obawia się, że jeśli tylko ta dowie się, kim jest, zareaguje, jak wszyscy do tej pory i odrzuci go. Los jednak mu sprzyja i już wkrótce nadarza się okazja, by bez ujawniana swojej prawdziwej tożsamości mógł poznać Magdę bliżej. W niedługim czasie między tą dwójką rodzi się niezwykła więź. Jednak, jak zareaguje Magda, kiedy wyjdzie na jaw, że  tajemniczy nieznajomy to ten „przypał”, jak przezywają go szkolni znajomi, od którego, wszyscy stronią? O tym, oczywiście musicie przekonać się sami.

„Czasami mam wrażenie, że jesteś jedynym człowiekiem, który… - urwała na chwilę, a gdy podjęła, jemu zaparło dech ze wzruszenia, bo mówiła dokładnie to, co on sam chciałby powiedzieć. - Że jesteś jedynym człowiekiem podobnym do mnie. Zupełnie jakbyśmy byli na obcej planecie, zamieszkałej przez istoty różne od nas, o jakichś dziwnych odnóżach, pokryte łuskam… Nikt inny nie może mi pomóc, nikt inny nie mówi w moim języku, nikt nie może mi podać ręki, tylko Ty. Ale na tej planecie nie ma słońca, jest całkiem ciemno, dlatego nie widzę twojej twarzy. Wiem tylko, że jest taka jak moja”.

Ten cytat jest bardzo wymowny w kontekście całej historii opisanej na kartach powieści, ponieważ ukazuje nie tylko pokrewieństwo dusz tych dwojga i niezwykłą więź, która jest między nimi, ale także, a może przede wszystkim obraz psychik samej Magdy i tego, co się z nią tak naprawdę dzieje, a co jest niedostrzegalne dla ludzkich oczu. Doskonale możemy odczytać z tych słów, że ta młoda dziewczyna podobnie, jak Witek czuje się nierozumiana i samotna, w jej życiu brakuję słońca, czyli radości i szczęścia. Czuje się jak gdzieś, gdzie jest ciemno i nikt nie może jej pomóc, czyli w pierwszej kolejności nasuwa się myśl, że bohaterka się czegoś boi, nie czuje się bezpieczna, potrzebuje pomocy i tylko Witek może ofiarować jej pomocną dłoń.

Zapewne jesteście ciekawi, co takiego ukrywa dziewczyna, przed czym ucieka, co odebrało jej spokój i radość życia, która przecież powinna cechować życie każdego nastolatka?
Ja jednak, jak się zapewne domyślacie, tego Wam nie powiem, więc koniecznie musicie sięgnąć po książkę.

Niestety to nie wszystko, co los, a może raczej Pani Agnieszka przygotowała dla swoich bohaterów, bowiem już wkrótce Magda zostaje wplątana w brutalne morderstwo jednego z mieszkańców lokalnej społeczności. Wszystko wskazuje na to, że to właśnie ona dokonała tej zbrodni. Oczywiście dziewczyna zaprzecza swojej winie i tylko ten nowo poznany chłopak, ten, o którym prawie nic nie wie, bo przecież rozmawiali ze sobą zaledwie kilkukrotnie teraz, jako jedyny może jej pomóc, już nie tylko w sensie metaforycznym, ale realnym. Czy będzie w stanie mu zaufać na tyle, by powierzyć mu całą prawdę o swoich mrocznych, i bolesnych sekretach, a przede wszystkim, czy rzeczywiście jest niewinna, a może po prostu jest dobrą aktorką, która doskonale gra na ludzkich emocjach?
Koniecznie to sprawdźcie, sięgając po książkę.

Jak widzicie „Mów szeptem” to bardzo ciekawa i złożona historia, w której znajdziemy nie tylko elementy powieści obyczajowej, ale także powieści psychologicznej i kryminału.

Doskonale wykreowane portrety psychologiczne bohaterów, pozwalają czytelnikowi niemalże zajrzeć do ich wnętrza i poczuć to, co oni sami czują nie tylko w kontekście niezrozumienia przez otaczający ich świat, ale także tego, co dzieje się z nimi, kiedy zdają sobie sprawę, że między nimi dzieje się coś wyjątkowego, czego zawsze się bali, a co sprawia, że życie staje się lepsze.

Autorka w doskonały sposób niespiesznie ujawnia kolejne elementy układanki, które tworzą bardzo realistyczną i poruszającą opowieść, która mam nadzieje uświadomi nam, że ten, kto wydaje nam się inny od nas samych, jest także człowiekiem i może ofiarować drugiemu człowiekowi od siebie bardzo wiele. Wystarczy tylko, że zadamy sobie trochę trudu, aby zechcieć, tę osobę poznać i zbliżyć się do niej, a nie z góry oceniać i skreślać..

Gorąco zachęcam Was do tego, żebyście sięgnęli po najnowsze twórcze dziecko Pani Agnieszki Olejnik. Gwarantuję Wam, że lektura pochłonie Was już od pierwszych stron, nie pozwalając Wam odłożyć książki, dopóki nie przeczytacie całej. A w połączeniu z bardzo lekkim stylem pisania, którym posługuje się autorka, nastąpi to dosłownie w mgnieniu oka.

Agnieszka Olejnik oddaje w nasze ręce chwytającą za serce opowieść o miłości dwojga ludzi, którzy choć różni, są tacy sami, a to, co ich połączyło, to samotność. Będziecie myśleć o tej książce jeszcze na długo po jej przeczytaniu.

Jeśli udało mi się przekonać Was o wyjątkowości skrywanej na kartach „Mów szeptem” historii i chcielibyście sami ją poznać, to będziecie mieli taką możliwość już niebawem, bowiem książka będzie miała swoją premierę 30 stycznia 2019 roku, a już dziś, możecie zakupić ją w przedsprzedaży.

Recenzja powstałą we współpracy z wydawnictwem Kobiece, za co bardzo dziękuję.


środa, 16 stycznia 2019

Czas wypełnić przeznaczenie.

Kochani, już na wstępie chciałabym prosić Was, abyście przez chwilę zastanowili się, jakie skojarzenia przychodzą Wam na myśl, kiedy słyszycie hasło Indie. Jeśli chodzi o mnie, to przyznaję, że do tej pory nie zagłębiałam się w kulturę i historię tego kraju. Dotychczas postrzegałam go przez pryzmat pięknych kobiet, wspaniałych strojów i drogocennej biżuterii. Podróż do tego niezwykłego kraju jest moim skrytym marzeniem, ale, jako że na ten moment nie mogę pozwolić sobie na jego zrealizowanie, postanowiłam przenieść się tam razem z Niną Nirali i jej debiutancką książką Maharani.

Jednak patrząc już na samą okładkę, wiedziałam, że nie będzie to łatwa wyprawa, bo oto widzimy piękną Hinduskę patrzącą na obraz walki. Wokoło rozprzestrzenia się ogień, a to nie wróży nic dobrego.

Główna bohaterka Durgeshwari jest piękną kobietą, której los i przeznaczenie zostało przypieczętowane już w momencie narodzin. Jako jedyna córka maharadży Radżiputany ma zostać następczynią tronu (maharani) i poślubić syna przyjaciela ojca, księcia Malwy. Doskonale zdaje sobie sprawę, że tylko w ten sposób może uratować swój kraj i poddanych od zagrożeń ze strony muzułmańskiej dynastii. Przyszła władczyni jest kobietą niezwykle mądrą i rozważną, dobrowolnie poddaje się woli swojego ojca, chcąc spełnić swoją powinność wobec narodu. Taka postawa napawa ojca przyszłej maharani niezwykłą dumą.
Mimo że młoda kobieta nie sprzeciwia się kolejom losu, jakie są jej pisane, marzy i pragnie, aby ktoś rozbudził w niej kobiecość i pokochał ją dla niej samej, a nie ze względu na jej status i stan posiadania. Pewnego dnia marzenie to urzeczywistnia się w osobie Amado. Między tą dwójką rodzi się, żarliwy, pełen miłości i namiętności romans, który niestety szybko i brutalnie zostaje przerwany, gdyż Mogołowie pragną zdobyć to, co nie do zdobycia, a tym samym zagrażają bezpieczeństwu Radżiputany. Nadszedł czas, by przeznaczenie Maharami się wypełniło.
Więcej nie będę zdradzać, ponieważ chcę, abyście sami mogli poznawać tę niezwykłą historię.

Aby podsycić Waszą ciekawość, powiem tylko tyle, że Macharani jest kobietą niezwykłą, ponieważ jej nieprzeciętna uroda to nie wszystko. Jest niczym nieujarzmiony tygrys, który z odwagą broni tego, co kocha i na czym jej zależy. Harda i buntownicza nie boi się stanąć do otwartej walki. Jak wiadomo, to co niedostępne i zakazane jeszcze bardziej podsyca chęć podboju i poskromienia tygrysa. Dzielna wojowniczka jednak tanio skóry nie sprzeda.

„Maharani” to niezwykle emocjonalna, piękne, ale jednocześnie smutna historia o miłości, która nigdy nie powinna się narodzić, pięknej przyjaźni oraz poświęceniu w imię przeznaczenia i poczucia obowiązku wobec kraju, który pokłada w swojej władczyni, ufność i nadzieje na pokój. To historia walki o wolność i bezpieczeństwo kraju, okupionej śmiercią niewinnych ludzi i rozlewem krwi. Bezwzględny wróg nie zna litości.

Moi drodzy, jeśli szukacie książki o pięknej zakazanej miłości z historią w tle, ta książka jest dla Was idealna. Ja sama nie potrafiłam się od niej oderwać. Autorka ma wyjstkowy dar malowania słowem niezwykłych obrazów opisywanej przez siebie historii, które bardzo mocno przemawiają do wyobraźni czytelnika. Czytając, niemalże przed oczami widzimy zarówno namiętne sceny miłości, jak i pole bitwy stojące w ogniu, usłane ciałami walczących żołnierzy, gdzie przelana krew wsiąka w ziemię.
Podczas lektury, miałam bardzo wyraziste poczucie, że jestem niemalże uczestnikiem wszystkich rozgrywających się na kartach powieści wydarzeń. Doskonała kreacja bohaterów i ich autentyczność, a także różnorodność sprawiła, że każda z postaci wzbudzała we mnie skrajnie różne emocje. Jedni stali mi się bliscy, innych miałam ochotę unicestwić.
Nie obyło się także bez wzruszeń i łez, które spowodowało przede wszystkim zakończenie, którego zupełnie się nie spodziewałam, a które mocno mną wstrząsnęło.

Bardzo istotnym atutem książki jest wplecenie w fabułę książki ciekawostek dotyczących, wiary, kultury i obyczajowości Indii. Choć, jak sama autorka zaznacza w przedmowie książki, kreacja jej fabuły jest zupełną fikcją literacką, to jednak wspomniane ciekawostki, zdecydowanie podnoszą wartość tej pozycji. Należy również podkreślić, że lekki i bardzo przystępny styl pisania, którym posługuje się Nina Nirali, sprawia, że przez całą książkę niemalże płyniemy z zapartym tchem, czekając na to, co jeszcze autorka przygotowała dla swoich bohaterów i jak mocno ich doświadczy, a może będzie dla nich łaskawa? O tym już przekonajcie się sami.
Cóż mogę więcej napisać? Chyba tylko tyle, że życzyłabym nam wszystkim tak ciekawych i emocjonalnych debiutów. Doskonale widać, że w napisanie tej książki autorka włożyła nie tylko ogrom serca, ale również wiele pracy, o czym świadczą przedstawione w książce fakty historyczne i ciekawostki kulturowe, a także możliwość poznania ciekawych słów w języku tego wspaniałego kraju.
Już teraz wiem, że z ogromną przyjemnością i zainteresowaniem sięgnę po kolejne książki Niny Nirali. Gorąco zachęcam Was do poznania historii Maharani i jej ojczyzny. Na pewno spędzicie z nią wiele niezapomnianych chwil.

Za egzemplarz książki do recenzji serdecznie dziękuję Autorce.



poniedziałek, 14 stycznia 2019

Przedpremierowo: "Wszystko oprócz prawdy" Gillian McAllister.

Gdyby toś zapytał mnie, które ze znanych człowiekowi uczuć nie podlega żadnym regułom, zjawia się w najmniej spodziewanym momencie naszego życia, a już na pewno nie słucha głosu rozsądku, bez wahania odpowiedziałabym – miłość. Dziś opowiem Wam o związku Rachel i Jacka, głównych bohaterów książki Gillian McAllister „Wszystko oprócz prawdy”.

Tych dwoje połączył zupełny przypadek. Wystarczyło kilka zdań i pełnych fascynacji spojrzeń, by między tą dwójką zrodziło się wyjątkowe uczucie. Kiedy my czytelnicy wkraczamy w ich życie związek, który tworzą, choć trwa zaledwie kilka miesięcy, wkroczył już w poważny etap. Zakochana bez pamięci Rachel spodziewa się dziecka Jacka. Miłość rozkwita, a kobieta ufa swojemu partnerowi bezgranicznie, bo serce mówi jej, że jest to właśnie ten mężczyzna, z którym chce spędzić resztę życia i to właśnie on jest wymarzonym ojcem dla jej dziecka.
Niestety pewnego dnia, jedna wiadomość odczytana przez partnerkę Jacka na jego ipodzie, burzy jej spokój. To, co przeczytała, przez cały czas tkwi w jej głowie. Nagle zaczyna dostrzegać dziwne zachowania mężczyzny, na które wcześniej nie zwracała uwagi. Telefon, z którym nigdy się nie rozstaje i strzeże, jak oka w głowie, wiadomości czytane na Facebooku, tak by Rachel ich nie mogła zobaczyć, unikanie odpowiedzi na zadawane pytania. Zaniepokojona dziewczyna dopiero teraz zdaje sobie sprawę, że tak naprawdę nic o swoim mężczyźnie nie wie, a przecież już za kilka miesięcy na świat przyjdzie ich dziecko. Postanawia dowiedzieć się o nim czegoś więcej, tym bardziej że wszystko wskazuje na to, że wybranek jej serca ewidentnie, coś przed nią ukrywa. Zapewniam Was, że to, czego udaje jej się dowiedzieć, niszczy wszystko. Stawia pod ogromnym znakiem zapytania przyszłość, trwałość związku oraz zaufanie. Na takie odkrycie prawdy nie można się przygotować. Rachel jednak mimo wszystko nie przestaje drążyć w przeszłości Jacka. Wszystko, w co do tej pory wierzyła i w czym pokładała nadzieje legło w gruzach, a ten, którego kochała, mówił jej wszystko oprócz prawdy. Jednak jak się przekonacie, przeszłość naszej bohaterki również nie jest nieskazitelna i czysta, jak łza. Ona sama także nie gra w otwarte karty. Czy w takim razie ma prawo grzebać w przeszłości swojej drugiej połówki i oczekiwać od niego poznania całej prawdy? Na to pytanie każdy z Was musi odpowiedzieć sobie sam po lekturze książki.

Abyście mogli mieć pełniejszy ogląd na wszystkie wydarzenia opisane w książce, pozwólcie, że opowiem Wam trochę więcej o Rachel. Dziewczyna ma za sobą trudny rok. Bardzo mocno przeżyła śmierć matki, która jak się okazało, nigdy nie była taką osobą, za jaką uważała ją rodzina i za która sama się podawała. Prawda, która wyszła na jaw już po jej śmierci, odcisnęła piętno na ówczesnym związku młodej kobiety, a jakby tego było mało, choć była dobrze zapowiadającym się lekarzem, musiała zrezygnować z pracy w szpitalu, dlaczego? Dowiecie się oczywiście, sięgając po książkę.
Teraz ponownie będzie musiała zdecydować, czy znając prawdę o Jacku ma moralne prawo go osądzać i czy znajdzie w sobie odwagę nie tylko do tego, aby zdobyć się na szczerość i ujawnić przed mężczyzną swoją skrywaną dotychczas przeszłość, ale przede wszystkim do tego, by wybaczyć nie tylko jemu, ale i sobie. Czy miłość Rachel i Jacka jest wystarczająco silna, aby pogodzić się z przeszłością i ratować swój związek? Przekonajcie się sami.

„Wszystko oprócz prawdy” to wciągającą, stawiająca przed czytelnikiem wiele życiowych pytań, także o charakterze moralnym, historia. Autorka nie pozwala nam na chwilę wytchnienia. Tak doskonale żongluje naszymi emocjami, wspaniale stopniując napięcie i odkrywając kolejne sekrety i tajemnice, że nie jesteśmy w stanie oderwać się od książki. Na uwagę zasługuje również wspaniała kreacja bohaterów i doskonałe przedstawienie ich portretów psychologicznych. Poznając przeszłość każdego z nich, widzimy, nie tylko to jak wpłynęła ona na to, co w ich życiu dzieje się tu i teraz, ale także, to co skłoniło ich do dokonania takich, a nie innych czynów w przeszłości i jak się czuli ze świadomością tego, co zrobili.

Nie jest to jednak wszystko, o czym przeczytamy na kartach tej powieści. Autorka zwróciła bowiem uwagę na bardzo ważny aspekt tego, że od przeszłości nie da się uciec, tym bardziej w dobie internetu. Mimo że rodzina Jack'a zrobiła wszystko, żeby wymazać z sieci informacje o tym, czego się dopuścił, to jednak Rachel udało się dociec prawdy. Jeśli jesteście ciekawi, jak tego dokonała, odpowiedź na to pytanie oczywiście znajdziecie w książce.

Na pewno jesteście ciekawi jak wygląda sama konstrukcja książki i jak mi się ją czytało. Otóż tę książkę po prostu się pochłania. Lekki styl pisania autorki i godna uwagi umiejętność przyciągnięcia i skupienia uwagi czytelnika sprawia, że nim tak naprawdę zdążymy się zorientować, już kończymy czytać książkę.
Natomiast jeśli chodzi o konstrukcję fabuły, to została ona podzielona na trzy części, w których dodatkowo rozdziały zostały podzielone na te, w których wydarzenia dzieją się obecnie i te, które opisują wydarzenia sprzed roku. W nich właśnie poznajemy przeszłość i tajemnice Rachel.

Jak widzicie, jest to książka naprawdę wielowymiarowa. Porusza bardzo wiele życiowych problemów, które mogą dotknąć każdego z nas. Pozwala również spojrzeć z dystansem i przemyśleć wiele kwestii dotyczących także naszych związków.
Czy jesteś pewna/pewny, że twój mąż, żona, partner, partnerka, niczego przed tobą nie ukrywa? Czy masz prawo sprawdzać go za jego plecami? Czy jesteś gotowa/ gotowy zmierzyć się z tym, co takie „prywatne śledztwo” może oznaczać i chcesz ponieść związane z tym konsekwencje, od których nie będzie już odwrotu?
Na te i wiele innych pytań odpowiecie sobie oczywiście sami.

Mam nadzieję, że już udało mi się przekonać Was, do poświęcenia tej książce swojej uwagi i czasu, bo jest tego naprawdę warta.
„Wszystko oprócz prawdy” to książka, która na długo po jej przeczytaniu pozostanie w Waszej pamięci, skłoni do przemyśleń, refleksji, a nawet być może do dyskusji z Waszą drugą połówką, w której na pewno pomogą znajdujące się na końcu książki pytania, na które będziecie mogli sobie odpowiedzieć i wspólnie je przemyśleć.
Jest to niezwykle wartościowa książka o miłości, wybaczaniu, rozliczaniu z przeszłością, o czynach z przeszłości, które już zawsze będą częścią nas, o kłamstwie i prawdzie, zaufaniu, a więc o prawdziwym życiu.

Jeszcze raz gorąco polecam i zachęcam, byście dali tej książce szansę, a na pewno ona Was nie zawiedzie. Jeśli udało mi się Kochani Was namówić, to miło mi was poinformować, że premiera książki odbędzie się już jutro tj. 15 stycznia 2019 roku.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Prószyński o S- Ka, za co bardzo dziękuję.