sobota, 13 kwietnia 2024

"Lucyna. Zerwana nić" Anna Stryjewska/ Recenzja patronacka

Nie wierzę w przypadki. Ufam, że wszystko, co dzieje się w naszym życiu, dzieje się po coś. A szczególnie ludzie, których spotykamy na swojej życiowej drodze, nie pojawiają się na niej bez powodu. Myślę, że zgodzi się ze mną autorka Anna Stryjewska, która ma niebywałe szczęście do ludzi, co nas, wielbicieli jej twórczości bardzo cieszy. Już niejednokrotnie przekonaliśmy się bowiem, że takowe spotkania owocują powstaniem pięknych książek, które trafiają wprost do naszych serc. Ogromna serdeczność i życzliwość Ani sprawia, że osoby, które poznaje, otwierają się przed nią i opowiadają historie swojego życia, a Ona wykazując się wielką empatią i wyczuciem spisuje je na kartach swoich powieści. Piszę wam o tym nie bez powodu, gdyż dziś przychodzę do was z recenzją najnowszego literackiego dziecka pisarki „Lucyna. Zerwana nić”, która jest właśnie taką książką. Jak czytamy w słowie „Od autorki”, nie byłoby tej książki, gdyby nie pewna podróż i spotkanie z powieściową Lucyną, której koleje losów, jak się przekonacie podczas lektury, tworzą niezwykłą, barwną opowieść.

A wszystko zaczęło się w Łodzi lat 70., gdzie urodziła się i wychowała Lucyna. Nie tylko dla tego miasta, ale także dla całej Polski był to bardzo ciężki czas, który nie szczędził ludziom trudów życia. Pisarka wspaniale ukazała specyfikę tego okresu. Wszechogarniająca szarość ulic, brak podstawowych artykułów w sklepach, kolejki, zdobycze spod lady. To czas, kiedy rozkwita czarny rynek, a łapówki mają wielką moc sprawczą i dla ludzi, którzy próbują odnaleźć się w biednej Polsce lub w poszukiwaniu lepszego życia chcą wyjechać do zachodniej Europy i za ocean są przepustką do szczęścia. W takich właśnie realiach codzienności zmagając się z ciężką sytuacją materialną Lucynę i jej rodzeństwo wychowywała ich kochana matka. I muszę przyznać, że już od pierwszych stron książki, ta kobieta zyskała mój ogromny podziw i szacunek. Mimo że ma męża, to ten jednak pokonamy przez słabość do innych kobiet oraz alkoholu, w swojej osobistej hierarchii rodzinę umieszcza daleko od tego, co w życiu najważniejsze. Najczęściej możemy spotkać go w funkcjonujących wówczas w Łodzi knajpach Cyganeria, Peszt, Casanova, Maxim, czy Malinowa, których urok nawiasem pisząc, autorce wspaniale udało się oddać w książce. To właśnie pani Terkowska, pracując w przędzalni na trzy zmiany, robi wszystko, aby w miarę możliwości jej najbliższym niczego nie brakowało. Sama Lucyna nie rozumie, dlaczego matka spędza, życie u boku takiego hulaki, którego składane obietnice to wyłącznie kłamstwa i puste słowa. Koniecznie sięgnijcie po książkę i przekonajcie się, czy wy znajdziecie zrozumienie dla przesłanek kierujących rodzicielką naszej bohaterki.

Lucyna wie jedno, nie chce żyć tak jak matka. Chce dla siebie lepszej przyszłości. Wierzy, że taka czeka ją u boku Julka, z którym chce stworzyć rodzinę. Młodzi zakochani zamknięci w swoim świecie marzeń i pragnień snują własne plany. Wizja szczęścia zostaje zasnuta mgłą, kiedy ukochany trafia do więzienia w Berlinie Zachodnim. Wieść o aresztowaniu mężczyzny wstrząsa kobietą, ale kierowana miłością i wiarą w to, że uda się go uwolnić i znowu będą razem, Lucyna wykazuje się ogromną odwagą i mierząc się z niebezpieczeństwem, decyduje się wyjechać do Niemiec, by pomóc mężowi. Swoją pomoc  oferuje kobiecie fałszerz dokumentów, któremu Lucyna nie jest obojętna. Tak nasza bohaterka wspólnie z córeczką nielegalnie przekracza granice. Nie wie jeszcze, że jej ufność w męża i nadzieja skrywana w sile jego miłości może okazać się złudna, a ją czeka tułacze życie pełne obaw, lęków i niepewności jutra, ale także niegasnąca potrzeba odnalezienia kawałka bezpiecznego nieba dla siebie i tych, których kocha. O tym jednak przekonajcie się już sami, spędzając czas z tą mocno poruszającą i chwytającą za serce książką.

Jak czytamy w opisie książki, wszystko, co w niej przeczytamy, przypomina film sensacyjny i ja się z tym zgadzam. A jednak wydarzyło się naprawdę. I muszę to napisać wprost. Z tego, przez co przeszła i czego doświadczyła Lucyna, można by napisać scenariusz, życia dla kilku osób i obawiam się, wszystkie razem nie udźwignęłyby tego, co na swoich barkach niosła ta kobieta. Ona doskonale zna gorzki smak zawiedzionych nadziei, ciężar trudnych wyborów i decyzji. Rozczarowania tym, co niosła obietnica lepszego świata. Wszak, wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma. To bardzo silna kobieta, która nigdy się nie poddała, choć życie nie raz mocno ją doświadczyło.

Mimo że życie Lucyny nie rozpieszczało, na pewno samotność, tęsknota, a także strach byłyby o wiele trudniejsze do zniesienia, gdyby nie wsparcie siostry Lucyny Wioli, która dodawało jej siły i nie pozwoliło popaść w zwątpienie i zaprzestać walki o bezpieczeństwo oraz poczucie odnalezienia swojego miejsca na ziemi. Samo, życie nauczyło ją, że łatwo jest krytykować to, na jakie życie godzą się inni, dopóki tak naprawdę jeszcze się tego życia nie zna. Dopiero kiedy pozna się jego blaski i cienie, dostrzec, że nam również nie udało się ustrzec błędów, których tak bardzo chcieliśmy uniknąć.

Mając świadomość, że sięgając po książkę, poznaję historię życia kobiety, która zaufała i otworzyła swoje serce nie tylko przed Anną Stryjewską, ale także przed każdym czytelnikiem tej powieści, za co ze swej strony bardzo dziękuję, czytałam ją z ogromnym przejęciem i wzruszeniem, trzymając kciuki za szczęście nie tylko Lucyny, ale także jej rodzicielki i rodzeństwa. Nie mogłam oderwać się od lektury, chcąc dowiedzieć się, czy stanie się ono ich udziałem, na co bezsprzecznie zasługują. Z drugiej strony nie chciałam, dotrzeć do ostatnich stron powieści, gdyż Lucyna stała mi się bardzo bliska i odkładając książkę na półkę, miałam poczucie, że rozstaję się z przyjaciółką, której dobro mocno leży mi na sercu. Myślę, że już wiecie, iż jest to książka wyjątkowa, piękna i wartościowa i trzeba ją przeczytać. Zanim jednak to zrobicie, zróbcie dla niej miejsce w swoich sercach, bo na pewno tam trafi i zostanie w nim na zawsze.

Na zakończenie podziękowania należą się Ani, która po raz kolejny podjęła się niełatwego zadania wiernego odzwierciedlenia ludzkich losów, wystrzegając się wpływu własnych odczuć i emocji na to, o czym pisała. No i oczywiście wspaniale nakreśliła czasy, w jakich przyszło im żyć. Możecie mi wierzyć, że z realizacją tego zadania, które z pewnością było również wyzwaniem, poradziła sobie doskonale. A to potwierdza fakt, iż jej warsztat pisarski i talent twórczy jest naprawdę imponujący.

PATRONAT MEDIALNY BLOGA KOCIE CZYTANIE.

[Materiał reklamowy] Wydawnictwo Szara Godzina

wtorek, 9 kwietnia 2024

"Gdzie jest moja żona?" Anna Matusiak/ recenzja przedpremierowa

Miłość to piękne uczucie, którego siła może pokonać wszelkie przeciwności losu, ale może także okazać się dla nas zgubna, gdyż, jak mówi przysłowie, bywa ślepa, a więc zakochanej osobie potrafi przysłonić prawdę o drugiej połówce, którą dostrzegają inni. Już zaledwie to jedno zdanie obrazuje wszystko to, czego, we własnym życiu doświadczyli bohaterowie najnowszej książki Anny Matusiak „Gdzie jest moja żona?”, na którą chciałabym zwrócić waszą uwagę.

Vincenta i Elżbietę połączyło piękne uczucie, które nie liczy lat. Serce mężczyzny skradła młodsza od niego o dwadzieścia pięć lat kobieta. Choć ich związek wspiera wiele osób, to jednak znaleźli się i tacy, którzy nie są mu życzliwi. Jednak bez względu na to, z jakimi reakcjami ze strony otoczenia spotyka się nasza dwójka, oni sami zawsze stoją za sobą murem. Vincent dla swojej ukochanej, która dla bycia z nim poświęciła naprawdę wiele, jest największym wsparciem, ostoją i opoką. Przyznam szczerze, że łącząca ich więź i relacja, jaką ze sobą zbudowali, sprawia, iż nam czytelnikom robi się ciepło na sercu i my również mocno trzymamy kciuki za ich szczęście. Nie można powiedzieć, że ich wspólne życie jest łatwe, ale czujemy, że razem przetrwają wszystko. Nie wiedzą jednak jeszcze, że już niebawem ich tak bardzo potrzebny im spokój zostanie zachwiany, a świat Vincenta rozsypie się, jak domek z kart.

Pewnego dnia Elżbieta znika, a jej zrozpaczony mąż otrzymuje pierwszą wiadomość od porywaczy z żądaniem okupu w wysokości miliona dolarów. Rozpoczyna się pełen napięcia wyścig z czasem o bezpieczeństwo, a może nawet o życie porwanej kobiety. Do prowadzenia tej sprawy zostaje przydzielony najlepszy w dziedzinie porwań Komisarz Darek, który jak zawsze zrobi wszystko, aby Elżbieta cała i zdrowa wróciła do domu. Jego skuteczność jest niemalże stuprocentowa, więc wydawać by się mogło, że uwolnienie Elżbiety z rąk porywaczy jest niemalże pewne. Niestety jednak bardzo szybko sam Darek zdaje sobie sprawę, że tym razem będzie trudniej, niż przypuszczał. Tutaj nie da się niczego przewidzieć, a o żadnej pewności nie może być mowy. Sytuacja komplikuje się coraz bardziej, a my czytamy książkę z poczuciem, coraz większej niepewności tego, jak zakończy się dramat tej rodziny. Oczywiście ja niczego wam nie zdradzę, tego już musicie dowiedzieć się sami, sięgając po tę niezwykle wciągającą i angażującą nas w bieg toczących się na jej kartach wydarzeń książkę.

A musicie wiedzieć, że to dopiero początek tego, co przygotowała dla nas Ania. Samo porwanie bowiem nie jest głównym aspektem tej książki, a stanowi doskonały przyczynek do ważnych życiowych rozważań odnoszących się do relacji międzyludzkich, zaufania, szczerości, prawdy i kłamstwa, które jak się przekonacie podczas poznawania tej historii, tak naprawdę nigdy nie są jednoznaczne, tak jak nic w życiu nie jest tylko czarne, albo tylko białe. A będzie to możliwe dzięki temu, że autorka pozwala nam spojrzeć na wszystko, o czym czytamy w książce z trzech zupełnie innych perspektyw. Przez ten koszmar, a także jego następstwa przechodzimy wspólnie z Vincentem, z komisarzem, jak również z samą Elżbietą. I w tym miejscu czeka nas jedno z wielu zaskoczeń, jakie serwuje nam pisarka, bowiem nie wiedzieć czemu, choć ta trójka przeżywa to samo zdarzenie, to każde z nich widzi je w zupełnie innych barwach. Anna Matusiak nie podaje nam gotowego rozwiązania, a pozwala samemu zdecydować, w którą z przedstawionych wersji uwierzymy. Widzimy jednak bezsprzecznie, że na tym dotychczas nieskazitelnym wizerunku małżeństwa pojawiają się rysy. Łyżkę dziegciu do beczki miodu dodaje sam komisarz. Jego doświadczenie zawodowe i spostrzegawczość pozwalają dostrzec to, czego może nie dostrzec ktoś, kto kocha. Dostajemy cenną lekcję, aby nie oceniać po pozorach, gdyż może się okazać, że naprawdę niewiele wiemy o samym sobie, a co dopiero o innych.

Warto również dłuższą chwilę skupić się na postaci Komisarza Dariusza. Poznajemy go nie tylko na płaszczyźnie zawodowej, ale również niemalże na naszych oczach dokonuje się destrukcja jego życia rodzinnego. Mężczyzna jest pracoholikiem i tylko pracy oddaje swoje serce i zaangażowanie. Cierpi na tym oczywiście rodzina a dla mężczyzny zwieńczeniem niezależnie czy to sukcesów, czy też problemów jest alkohol. Koniecznie spędźcie czas z tą mocno przejmującą i autentyczną w swojej wymowie opowieścią i przekonajcie się, czy Darkowi uda się wyrwać z niszczących macek uzależnienia.

„Gdzie jest moja żona?” to książka skrywająca w swoim wnętrzu historię, której bohaterem mógłby być każdy z nas i co więcej, na pewno będą takie osoby, które znajdą w niej cząstkę własnych przeżyć. Czego nikomu nie życzę, bo jeśli przeżyjecie coś takiego, to ani wy sami, ani wasze życie nigdy już nie będziecie takie, jakim było kiedyś. Tak traumatyczne i trudne przeżycia zmieniają ludzi, tym bardziej, jeśli w pewnym momencie zdacie sobie sprawę, że nie możecie być do końca pewnymi, co było w nim prawdą, a co tylko wyreżyserowanym scenariuszem. To właśnie ten dojmujący autentyzm w połączeniu z wartką i trzymającą nas w napięciu akcją, która nieustannie zaskakuje, sprawia, że od książki nie można się oderwać. A owe zaskoczenia z kolei skłaniają nas do ważnych przemyśleń i nie pozwalają uniknąć pytania „Jak ja zachował/a bym się będąc na miejscu bohaterów książki"? Nie mogłabym nie wspomnieć o zakończeniu, które dla mnie jest jednym wielkim WOW. Nie mogę i nie chcę pisać o nim zbyt wiele, ale uwierzcie mi, jest mocno niejednoznaczne, a zabieg, który zastosowała Ania, pozwala czytelnikowi niejako mieć na nie swój indywidualny wpływ. Jeśli jesteście ciekawi, jak to jest możliwe, nie pozostaje wam nic innego, jak tylko przeczytać książkę, do czego każdego, kto czyta moją recenzję, gorąco namawiam. Tu naprawdę dużo się dzieje, a autorka nie pozwala nam odetchnąć ani chwili. Emocje sprawiają, że wszystko wokół przestaje istnieć do momentu, aż  przeczytamy ostatnie zdanie zapisane w książce. A nawet, kiedy odłożymy ją na półkę, to nie przestajemy o niej myśleć. To książka, o której chce się rozmawiać, którą chce się analizować i docierać do ludzkiej psychiki po to, by dociekać, jakie są motywy takiego, a nie innego zachowania i postępowania człowieka. Taka, którą chce się polecać innym, gwarantując satysfakcję czytelniczą, co ja niniejszym bez wahania czynię.

[Zakup własny]

poniedziałek, 8 kwietnia 2024

Zapowiedź patronacka: "Proszę, pokochaj mnie, tato!" Marta Maciejewska.




Moi drodzy już 25 kwietnia 2024 roku nakładem wydawnictwa Świat Kobiet ukaże się najnowsza książka Marty Maciejewskiej "Proszę, pokochaj mnie tato!" Jest to bardzo wyczekiwana przez nas czytelników kontynuacja wspaniałej powieści "Proszę, pokochaj mnie, mamo!", która skradła nasze serca i wycisnęła mnóstwo łez. Jestem przekonana, że tym razem również tak będzie, gdyż mogę wam zdradzić, że tu nadal jest bardzo życiowo, poruszająco i refleksyjnie, a poziom emocji podnosi się znaczne wyżej. To będzie wyjątkowa premiera, a blog Kocie czytanie ma ogromny zaszczyt i przyjemność objąć ją swoim patronatem medialnym.

Już wkrótce opowiem wam o niej nieco więcej, a tymczasem rąbka tajemnicy uchyla wydawca.

Wydawać by się mogło, że Ance Zwolenkiewicz niczego nie brakuje do szczęścia. Wraz z rodziną wiedzie spokojne życie na jednym z wrocławskich osiedli nowoczesnych domków. Swoje zawodowe ambicje spełnia w pracy, o której zawsze marzyła, i ta sielanka mogłaby trwać wiecznie, gdyby nie to, że Anka buduje ją na kłamstwie.

Do czego jest się w stanie posunąć matka, by chronić swoje dziecko?

Proszę, pokochaj mnie, tato! To bardzo emocjonalna, dotykająca serca historia. Książka porusza tematy tabu i balansuje między granicami, by pokazać szerszą perspektywę.


Nie musicie jednak czekać do dnia premiery, aby mieć swój egzemplarz najnowszego literackiego dziecka pisarki. Już teraz możecie zamówić go w przedsprzedaży.


POLECAM TYLKO BARDZO DOBRE KSIĄŻKI, WIĘC NIE WAHAJCIE SIĘ I KUPCIE JUŻ TERAZ.

https://www.empik.com/prosze-pokochaj-mnie-tato-maciejewska-marta,p1464669079,ksiazka-p?fromSearchQuery=prosz%C4%99+pokochaj+mnie+tato#DetailedData


[Materiał reklamowy] Wydawnictwo Świat Kobiet oraz autorka Marta Maciejewska.




piątek, 5 kwietnia 2024

"Wiele do stracenia. Cienie przeszłości" Marek Marcinowski/ Recenzja patronacka przedpremierowa


Już 16 kwietnia 2024 roku pisarz Marek Marcinowski na kartach swojej najnowszej powieści „Wiele do stracenia. Cienie przeszłości”, ponownie zabierze nas do bezwzględnego świata ogromnych pieniędzy i wcale nie gwarantowanych obietnic dużych zysków. Świata biznesu, w którym przetrwają tylko najtwardsi drapieżnicy finansowi o fenomenalnej intuicji. Tutaj bowiem najmniejszy błąd może kosztować naprawdę wiele, a ryzyko kryje się w każdej podejmowanej przez nas decyzji i w każdym dokonywanym przez nas wyborze. Nie bez powodu użyłam stwierdzenia, iż zostaniemy zabrani tam po raz kolejny. Najnowsze literackie dziecko autora jest, co już teraz bez wahania mogę przyznać fantastyczną kontynuacją powieści „Wiele do stracenia”, dzięki której mieliśmy możliwość wspólnie z jej głównym bohaterem Andrew Freshetem poznać, jak się okazało, bardzo złożone i niebezpieczne środowisko ludzi finansjery inwestycyjnej.

Tym razem spotykamy nowojorskiego finansistę w momencie, kiedy próbuje uporać się z demonami trudnych przeżyć, których doświadczył, tracąc tak bardzo ważną w jego pracy czujność. Ma poczucie, że zawiódł, ale chce wrócić tam, gdzie czuje się najlepiej. Niezwłocznie rzuca się w wir pracy. Nie wie jeszcze, że jego pracoholizm w połączeniu z rządzą zysku, może stać się przyczyną zguby. W natłoku podjętych zadań i zobowiązań nietrudno, o popełnienie błędów, na które tylko czekają rekiny biznesu oraz utratę zdolności logicznego poglądu na to, co nam się oferuje i o czym się nas zapewnia. Co z kolei może stać się powodem sromotnej porażki.

Autor w bardzo obrazowy i mocno przemawiający do czytelnika sposób uświadamia nam, że w momencie, kiedy rozpoczynamy grę na szachownicy biznesu, ani przez chwilę nie wolno nam zapomnieć, że stąpamy po bardzo niepewnym i nieprzewidywalnym gruncie. Tylko jeśli uda nam się być o trzy kroki przed konkurencją, mamy szansę odnieść zwycięstwo. Przy czym powinniśmy ufać wyłącznie samym sobie i swojemu sercu, bo tak naprawdę nigdy nie wiadomo kto jest naszym przyjacielem, a kogo ucieszy nasza przegrana, w której ten ktoś będzie upatrywał swojej szansy na zysk.

Ta książka nie została jednak napisana po to, abyśmy poznali tajniki i zasady skutecznego inwestowania i pomnażania naszych majątków oraz zwiększana środków na kontach bankowych, ale właśnie po to, aby skłonić nas do bardzo ważnej refleksji, iż pieniądze to nie wszystko. I zdaje sobie sprawę, że na pewno dla wielu z was brzmi to, jak banał i wyświechtany frazes, ale właśnie dopiero wtedy, kiedy jesteśmy częścią niedostępnego dla wszystkich zakulisowego świata, w którym pieniądz jest wartością nadrzędną, zdajemy sobie sprawę, jak wiele musimy poświęcić, by w nim nie zginąć. Jak wielką cenę zapłacić za to, by ciągle być potrzebnym. Wszak nikt nie jest niezastąpiony, a człowiek jest tu wart tyle, na ile jego działania procentują w zyskach.

Czytając tę zajmującą, wciągającą i mocno angażującą nas w bieg toczących się na jej stronach wydarzeń książkę, jesteśmy świadkami wewnętrznej przemiany jej bohaterów, do których niemalże na naszych oczach po latach bycia na usługach i na wyłączność innych w imię bogactwa wreszcie dociera, że pieniądze nigdy nie powinny być celem samym w sobie, a celem do spełniania marzeń naszych i naszych najbliższych. Skupiając się tylko na pracy, możemy stracić życie prywatne i dojść do wniosku, że wszystko, co naprawdę w nim istotne przeciekło nam przez palce, a przecież utraconego czasu nic i nikt nam nie zwróci. Tylko czy tam, gdzie mowa o pieniądzach, jest jeszcze miejsce na sentymenty? O tym musicie już przekonać się sami, do czego każdego gorąco zachęcam.

Jeśli zechcecie sięgnąć po ten tytuł, a myślę, że już wiecie, iż warto, w wasze ręce trafi książka, która oplecie was w sieć intryg i tajemnic. Poznacie życie pod ciężarem szantażu, a to wszystko sprawi, że nie będziecie mogli się od tej historii oderwać. To, o czym przeczytacie, wielokrotnie was zaskoczy i wywoła całą gamę emocji. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że ta powieść na pewno na długo zapadnie w waszej pamięci, a także zrodzi w was wiele pytań odnośnie do tego, jak wy postępowalibyście, doświadczając potęgi pieniądza oraz ile bylibyście gotowi poświęcić i zaryzykować, by móc doświadczyć jej we własnym życiu.

PATRONAT MEDIALNY BLOGA KOCIE CZYTANIE.

[Materiał reklamowy] Wydawnictwo Anatta.

wtorek, 2 kwietnia 2024

" Zaginiony chłopiec" Nicole Trope

Tym razem moi kochani opowiem wam o książce, która, jak przyznaje sama jej autorka Nicole Trope, jest odzwierciedleniem jej lęków i obaw. W liście pozostawionym przez pisarkę do jej czytelników przyznaje ona, że pisze o tym, czego się boi. W „Zaginionym chłopcu”, o której to powieści mowa pozwala nam niemalże namacalnie przeżywać największy koszmar, w jaki może zmienić się nasze życie, w którym mieliśmy zbudować szczęśliwe małżeństwo i cieszyć się pięknem rodzicielstwa.

Już w pierwszej scenie opisanej na kartach powieści serce jej czytelnika zamiera, gdyż stajemy się światkami ogromnego cierpienia, jakiego może doświadczyć rodzic. Towarzysząc jej głównej bohaterce Morgan, wspólnie z nią jedziemy odebrać ze szkoły sześcioletniego syna. Niestety dziecka już tam nie ma, a on sam nigdy do domu nie wrócił. Daniel został porwany. W momencie, kiedy my czytamy książkę, to dramatyczne wydarzenie poznajemy ze wspomnień zrozpaczonej matki. Choć od tamtego tragicznego dnia minęło już sześć lat, ona nigdy nie przestała szukać swojego syna. Wiele wylanych łez, niegasnąca tęsknota i tysiące pytań bez odpowiedzi, które zrodziły się w jej głowie przez te wszystkie lata, nie pozwoliły jej zaprzestać poszukiwań.

Choć teraz udało jej się zbudować zupełnie nowe życie u boku kochającego męża, wspólnie z którym wychowuje kilkuletnią córeczkę, to Daniel każdego dnia jest obecny w sercu i myślach swojej mamy i to właśnie jego obecności brakuje do szczęścia tej rodziny. Sama Morgan nie wie jeszcze, że jej największe pragnienie już wkrótce się spełni. A dzieje się tak w dniu, kiedy otrzymuje telefon, że jej synek został odnaleziony. Wydawać by się mogło, że teraz już wszystko będzie dobrze. Bardzo szybko jednak okazuje się, że rzeczywistość po powrocie chłopca do domu jest zupełnie różna od tej, jaką kreowała sobie Morgan. Nie zdradzę wam oczywiście zbyt wiele, aby nie pozbawiać was elementu zaskoczenia, powiem tylko, że to, kim ten czas rozłąki uczynił Daniela, przeraża jego matkę. Budzi obawy nie tylko odnośnie do tego, czego chłopiec doświadczył, ale także tego, jak odnajdzie się w nowej dla siebie rzeczywistości i zerwanych dotychczas relacjach rodzinnych.

To, co warto zaznaczyć to fakt, że Nicole Trope w swojej książce zwróciła naszą uwagę na kilka aspektów psychologicznych. Po pierwsze Morgan kilkukrotnie powtarza, że ma wrażenie, iż Daniel stał się dla niej obcy i zdystansowany. Czuje, jakby to nie był jej syn. Dla niej czas się zatrzymał i w jej pamięci dziecko, które jej odebrano, jest nadal dzieckiem. Tymczasem, po latach wraca do niej nastolatek, któremu podobnie jak, jej jako matce, odebrano jego dzieciństwo. Ponadto matka czuje, że Daniel nie mówi jej całej prawdy o tym, przez co przeszedł. Jeśli jesteście ciekawi, co się wydarzy, kiedy już cała prawda zostanie odkryta, koniecznie sięgnijcie po ten tytuł. Mało tego, autorka uświadamia nam, że dziecko jest niczym glina, którą osoby z nim żyjące mogą kształtować na swój sposób. Mając to na uwadze, rodzi się zatem pytanie, kim mógł stać się Daniel, żyjąc przez kilka lat ze swoim porywaczem i będąc nieustannie poddawanym manipulacji z jego strony? Grając na emocjach dziecka i karmiąc go kłamstwami przez tak długi czas, porywacz mógł stworzyć potwora takiego, jakim jest on sam. Czy takiej właśnie krzywdy doznał Daniel i czy w związku z takimi obawami Morgan i jej najbliżsi mogą czuć się bezpieczni? O tym już musicie przekonać się sami, sięgając po książkę.

„Zaginiony chłopiec” to bardzo ciekawa i wciągająca nas w bieg toczących się na jej stronach wydarzeń opowieść. Mimo że ich tempo jest powolne, to z uwagi na bardzo życiową i autentyczną tematykę, która niestety mogłaby stać się bolesnym scenariuszem życia każdego rodzica, czy opiekuna książkę czytamy z dużym przejęciem. I choć jest ona dość przewidywalna, nie odbierało mi to zupełnie satysfakcji czytelniczej, gdyż wszelkie niedociągnięcia zrekompensowała mi świetnie dopracowana warstwa psychologiczna książki. Wspaniale wykreowany portret osoby o skłonnościach socjopatycznych, zaburzeniach emocjonalnych, a także samo zakończenie, które pokazuje, jak bardzo nieprzewidywalne mogą być zachowania i postępowanie takiej osoby.

Gdybyście zapytali mnie, czy polecam wam spędzenie czasu z tą książką, to bez wahania odpowiedziałabym, że tak. Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że nie jest to książka dla każdego. Mogą bowiem nie odnaleźć się w niej osoby, oczekujące wartkiej pełnej napięcia akcji. Właśnie napięcia mi tu zabrakło. I mówiąc szczerze, w moim odczuciu jest to bardziej dramat rodzinny, z którego tematem, stawiając się na miejscu Morgan, konfrontował się będzie każdy rodzic, aniżeli thriller. Nie zmienia to jednak faktu, że jest to dobra książka.

[Zakup własny]