piątek, 30 grudnia 2022

DZIĘKUJĘ ZA SPĘDZONY ZE MNĄ MIJAJĄCY ROK!!! 🥂

K
ochani rok 2022 dobiega końca, dlatego chciałabym podziękować Wam za to, że chcieliście spędzić go wspólnie ze mną i blogiem Kocie czytanie. Był to rok, w którym przeczytałam naprawdę wiele bardzo dobrych książek. Takich, które mnie poruszyły, dały do myślenia oraz przypomniały, co w moim życiu powinno być najważniejsze.
 
Jednak dla mnie ważniejsi od książek jesteście Wy. Przez te 12 miesięcy okazaliście mi tyle ciepła, serdeczności i sympatii, że aż trudno mi wyrazić słowami swoją wdzięczność. Z całego serca dziękuję za to, że doceniacie mnie jako osobę oraz blogerkę, wspierając bardzo mocno moją internetową działalność w promowaniu czytelnictwa. 
 
Swoje serdeczne podziękowania kieruję także do wydawnictw i autorów, którzy obdarzając mnie ogromnym zaufaniem pozwolili, abym mogła przeczytać oraz opowiedzieć czytelnikom o tak wielu wspaniałych powieściach, które w mijającym roku trafiły w moje ręce.
 
Ogromnym zaszczytem była dla mnie możliwość patronowania wspaniałym książkom, na okładkach których znalazło się logo Kociego czytania. Za to wszystko serdecznie dziękuję.
 
Mam nadzieję, że przyszły rok również spędzimy wspólnie wyruszając w wiele czytelniczych podróży i doświadczając na kartach książek niezapomnianych emocji.
 
 
Życzę wam kochani aby ten rok był czasem spokoju, zdrowia, wzajemnej życzliwości i serdeczności człowieka dla człowieka. Niech każdy dzień Nowego roku wypełnia naszą codzienność nadzieją oraz wiarą w lepsze jutro. Bądźcie szczęśliwi i spełniajcie swoje marzenia. Dziękuję, że jesteście ze mną.❤️
 

 

 



 

wtorek, 27 grudnia 2022

"Dotyk twoich dłoni" Wioletta Piasecka

„Kiedyś, gdy byłam dzieckiem, myślałam, że miłość jest na zawsze. Każda bajka kończy się ślubem i słowami: " żyli długo i szczęśliwie”, a ja myślę, że ślub jest końcem bajki i początkiem realnego życia".

Cytat ten znajdziecie w najnowszej książce Wioletty Piaseckiej „Dotyk twoich dłoni”, z której recenzją dziś do was przychodzę. Zanim jednak opowiem wam o tej powieści,  zatrzymajmy się  nieco dłużej nad samym cytatem i dostrzeżmy jego głębię oraz tkwiącą w nim bardzo ważną życiową prawdę. W istocie to dopiero samo życie i wspólne przechodzenie małżonków przez trudy tego, co nas w nim czeka, jest prawdziwym sprawdzianem dla trwałości i siły uczuć między mężem i żoną. Łatwo bowiem jest być ze sobą, kiedy wszystko układa się po naszej myśli, a los nam sprzyja. Zupełnie inaczej wygląda to w sytuacji, kiedy związek zostanie wystawiony na ciężką i bolesną próbę. Wówczas albo wyjdziemy z niej zwycięsko, albo wręcz przeciwnie, wszystko, co dotychczas stanowiło o naszym szczęściu, zostanie mocno zachwiane, a być może rozpadnie się bezpowrotnie. Wiedzą o tym doskonale bohaterowie najmłodszego literackiego dziecka autorki Barbara i Mariusz Ulatowscy.

Oboje tworzą szczęśliwy związek. Są kochającym się małżeństwem. Wspólnie wychowują dwóch wspaniałych, bardzo rezolutnych synów. Pragną jednak jeszcze mieć córeczkę, o której marzeniami dzielą się ze światem. Ku ich ogromnej radości marzenie to nabiera coraz bardziej realnych kształtów, gdyż już od sześciu miesięcy Basia nosi pod sercem swoją upragnioną kruszynkę Zosię. Serce matki nie dało jednak kobiecie znaku, który choć przez chwilę mogłoby wzbudzić przeczucie, iż już wkrótce tę rodzinę dotknie jedna z najdotkliwszych postaci straty, jakiej można doświadczyć. Zosia odeszła na zawsze. Zniknęła nawet z pięknych snach swojej mamy, która do tej pory mogła ją tam właśnie zobaczyć. Już nigdy nic nie będzie takie samo. Zosia stała się małym aniołkiem, ale jej rodzina i bliscy muszą żyć dalej i poradzić sobie z tą straszną tragedią.

Autorka w bardzo obrazowy, a jednocześnie poruszający i mocno przejmujący sposób pokazała nam różne sposoby radzenia sobie z utratą nienarodzonego dziecka. Rodzina, która bardzo mocno się kocha i wspiera, traci grunt pod nogami. W poczuciu ogromnego bólu między Basią i Mariuszem tworzy się przepaść milczenia wypełniana jedynie wzajemnymi żalami, pretensjami i oskarżeniami. Kobieta nie kryje się ze swoją rozpaczą i przeżywaną żałobą, podczas gdy Mariusz swoje cierpienie przeżywa głęboko w sercu. Brak porozumienia i rozmowy prowadzi do rozpadu rodziny. W momencie, kiedy czara goryczy przelewa się, mężczyzna odchodzi do innej kobiety, porzucając żonę i dzieci.

Świadkami tego, jak bardzo tych dwoje szamocze się w swoich emocjach, nie mając siły, aby udźwignąć ciężar, jaki spadł na ich barki, są ich rodzice. W tym momencie muszę zwrócić uwagę na ich piękną postawę, którą się wykazują. Taką, która winna być dla nas wzorem tego, jak należy zachować się w obliczu podobnych zdarzeń, bo niestety, choć opisane perypetie bohaterów są tylko fikcją, to jednak wielu czytelników się z nimi utożsami. Wioletta Piasecka ubrała w słowa emocje i uczucia wielu matek, ojców, który niestety znają ten trudny temat z autopsji. Rodzice i teściowie Basi nie narzucają się, są niezwykle taktowni. Zawsze są obok, gotowi nieść pomoc i wsparcie, ale kiedy trzeba, potrafią też otwarcie powiedzieć co myślą, tym samym dając zainteresowanym do myślenia i wstrząsając nimi.

Nie mogłabym nie wspomnieć o jeszcze jednym aspekcie psychologicznym, na który została zwrócona uwaga czytelników powieści. Mianowicie wpływ tak druzgocących doświadczeń życiowych na dzieci. Pogrążona w swoim cierpieniu Basia do pewnego momentu nie zdaje sobie sprawy z tego, że Julek i Sebastian również cierpią. Ich spokojny i bezpieczny świat chwieje się w posadach. Mama, którą bardzo kochają płacze, oddala się od nich, podczas gdy oni tak bardzo jej potrzebują. Tata już z nimi nie mieszka. Oni także czują się niekochani i porzuceni, a winy szukają w sobie.

Często my dorośli uważamy, że dzieci są zbyt małe, aby zrozumieć i odnaleźć się w tak trudnych przeżyciach dotykających ich rodzinę. Tymczasem one rozumieją, widzą i słyszą więcej, niż nam się wydaje. To właśnie my  dokładamy im trosk, nie będąc z nimi szczerzy i maskując prawdę. Wówczas dzieci zostają same ze swoimi emocjami i myślami, czując się samotne i odtrącone.

Wszystko wskazuje na to, że małżeństwa Basi i Mariusza nie da się już uratować. Padło za dużo gorzkich słów. Za wiele bolesnych ciosów zostało zadanych. Jednak nie wiedzą jeszcze, że to nie koniec tego, tego, co przygotował dla nich los. A to, co dla nich szykuje, będzie wstrząsające, ale jednocześnie da im szanse na nowo docenić to, co zawsze powinno być dla nich najważniejsze. Tylko od nich zależy, czy tę szansę wykorzystają. Musicie koniecznie sami przekonać się, czy między tą dwójką jest jeszcze miejsce na wybaczenie i skrycie ostatnich trzech ciężkich miesięcy ich życia za kurtyną zapomnienia.

Wioletta Piasecka podjęła się poruszenia na kartach swojej powieści bardzo trudnych tematów. Mamy tu bowiem stratę ciąży, żałobę, zdradę, samotność pragnienie bliskości, uczucia. Wszyscy zgodzimy się zapewne z tym, że są to kwestie bardzo delikatne i należy podejść do nich z dużym wyczuciem, taktem i wrażliwością. Już teraz mogę was zapewnić, że autorce udało się to doskonale. Opisane w książce wydarzenia, wybory i decyzje jej bohaterów nacechowane są wiarygodnością, co sprawia, że nie tylko mocno angażujemy się emocjonalnie we wszystko, o czym czytamy, ale też zadajemy sobie pytanie: Jak ja poradził/a bym sobie, gdyby spotkało coś tak traumatycznego? I choć oczywiście nie ma na to pytanie jednoznacznej odpowiedzi, to książka daje do myślenia. Bardzo cenną wartością dodaną do książki są wplecione w nią autentyczne wydarzenia, które miały miejsce na wyspie Phuket w Tajlandii w 2004 roku.

Nie mogę napisać, że jest to łatwa książka, którą czyta się lekko, prosto i przyjemnie, gdyż z uwagi na podjęte w niej problemy, jest to wręcz niemożliwe, ale jest to utwór niezwykle wartościowy i potrzebny społecznie. Książkę tę czyta się z ogromnym zaangażowaniem, czując w sercu całą gamę silnych emocji. Jestem pewna, że wielu jej czytelników pokusi się o ocenianie zachowań i postępowania Basi i Mateusza. Ja jednak jestem daleka od osądzania kogokolwiek w odniesieniu do tego, co ich spotkało, bowiem dopóki sami nie przeżyjemy czegoś podobnego, nigdy nie możemy ręczyć nawet za samych siebie.

Oczywiście gorąco zachęcam każdego do przeczytania tej wyjątkowej książki. „Dotyk twoich dłoni” poruszy wasze serca i zostanie w nich na zawsze. Wyciśnie łzy i nie pozwoli o sobie zapomnieć. Uświadomi, że życie to nie bajka, ale nawet jeśli boleśnie nas doświadcza, to jednocześnie właśnie w konfrontacji z tym, co trudne pozwala nam zrozumieć, co stanowi jego największą wartość.

[Materiał reklamowy] Autorka Wioletta Piasecka.

środa, 21 grudnia 2022

Tam, gdzie gwiazdka świeci najjaśniej Wioletta Piasecka.

 
Kilka dni temu ktoś zapytał mnie, jakie książki świąteczne lubię najbardziej. Zdradzę wam więc, że zawsze wybieram takie, które skupiają się na wartościach, do jakich ja i moi bliscy przykładamy w tym wyjątkowym dla nas czasie największe znaczenie. Dla nas święta Bożego Narodzenia są bardzo rodzinne. Zawsze staramy się być wtedy wszyscy razem i cieszyć się ze wspólnie spędzonych chwil, celebrując przekazywane nam z pokolenia na pokolenie rodzinne tradycje. Jednocześnie zależy mi na tym, aby świąteczna książka, po którą sięgam, skrywała w sobie dużo ciepła, które otuli mnie niczym mięciutki kocyk i pozwoli poczuć ten niepowtarzalny klimat. Uważam, że książka świąteczna powinna wlewać w nasze serca spokój wzruszać i poruszać, niosąc ukojenie i nadzieję.

Dziś przychodzę do was, aby opowiedzieć o książce „Tam, gdzie gwiazdka świeci najjaśniej” autorstwa jednej z moich ulubionych polskich pisarek Wioletty Piaseckiej, której książki bardzo sobie cenię, ale jednocześnie śledząc ogromny rozwój warsztatu pisarskiego Wioli, stawiam każdej kolejnej powieści, którą oddaje w ręce swoich czytelników coraz wyższą poprzeczkę moich oczekiwań. Jeśli jesteście ciekawi, czy temu tytułowi udało się im sprostać, zapraszam do lektury dalszej części recenzji.

Tym razem zostajemy zabrani do niewielkiej wioski Mizajne, w której poznajemy głównych bohaterów utworu - rodzinę Milewskich. To właśnie z nim spędzimy tegoroczne święta. Już od pierwszej chwili, kiedy stajemy się obserwatorami ich życia, widzimy, że wszyscy bardzo się kochają. Głowa rodziny Zygmunt Milewski i jego żona Krystyna pragną dla swoich córek Karoliny i Julii szczęśliwego życia takiego, jakie im udało się wspólnie stworzyć dla swoich dzieci, a seniorka babcia Aniela modli się o dobrych mężów dla ukochanych wnuczek.

Dziewczyny są bliźniaczkami, choć poza wyglądem nic na to nie wskazuje. Mają zupełnie różne charaktery, usposobienie a przede wszystkim całkowicie odmienne oczekiwania od życia.

Julia, kiedy ją poznajemy, wydaje się niepozorna i słaba. Wraca po studiach do domu rodzinnego na wieś i już tu zostaje. Nie oczekuje zbyt wiele. Satysfakcję daje jej praca w bibliotece. To właśnie tutaj w niewielkiej wiosce czuje się szczęśliwa i spełniona. To jest jej miejsce na ziemi, Jej zupełnym przeciwieństwem jest Karolina. Młoda kobieta emanuje pewnością siebie. Ciągnie ją do miejskiego życia, którego doświadcza, będąc na studiach w Olsztynie. Choć zdarzają się chwile, kiedy tęskni za rodziną to nie może zrozumieć, jak siostra może czerpać radość z życia wsiąknięta w wiejską społeczność, tym samym zamykając się na wielkie możliwości, jakie daje życie w mieście. Ją dłuższy pobyt w rodzinnych stronach wręcz dusi. Jest przekonana, że ma plan na własne życie. Oczarowana życiem w Olsztynie chce z tym miastem związać swoją przyszłość i żyć zupełnie inaczej, niż jej rodzice na wsi, z której udało jej się wyrwać. Obie siostry łączy jednak pragnienie miłości. Chcą kochać i być kochane.

Nasze bohaterki nie wiedzą jeszcze, że to właśnie miłość bardzo mocno zweryfikuje ich postawy i stanie się niejako sprawdzianem dla ich odwagi w walce o siebie i swoje marzenia. Koniecznie sięgnijcie po książkę i przekonajcie się, która z dziewczyn do końca będzie wierna samej sobie, swoim marzeniom i pragnieniom, a która zgodzi się, by marzenia kogoś innego stały się częścią jej życia.

Już teraz mogę szczerze przyznać, że „Tam, gdzie gwiazdka świeci najjaśniej” to ciepła, bardzo klimatyczna  i poruszająca, ale także zabawna powieść. Wspaniale wprowadzi nas w klimat świąt, a także jeszcze bardziej pozwoli nam dostrzec i docenić ich wartość oraz wyjątkowość. Jestem przekonana, że podobnie jak ja, wy również  mocno zżyjecie się z każdym z członków rodziny Milewskich. Mnie samej bardzo bliska była postać Julii, z którą mocno się utożsamiam. Ja również mieszkam na wsi i nie wyobrażam sobie związać swojej przyszłości z miastem. Kocham panujący tu spokój i ciszę. Jednak bardzo mocno trzymałam kciuki także za Karolinę w momencie, kiedy ta znalazła się na życiowym rozdrożu. Szczególnie za serce ujęła mnie  niezwykła więź łącząca obie siostry. Mimo że obie zupełnie inaczej widziały swoją przyszłość i chciały dla siebie zupełnie czegoś innego, to zawsze były powierniczkami wzajemnych sekretów. Jedna dla drugiej służyła wsparciem, dobrym słowem i pocieszeniem, kiedy było ono potrzebne.

Nie mogłabym również nie wspomnieć o jeszcze jednym aspekcie stanowiącym niezmierną wartość tej książki. Otóż autorka w bardzo zajmującą, rodzinną i mocno wciągającą opowieść wplotła wspaniałe, ale niestety przez wielu już zapomniane tradycje świąteczne, które pochodzą z Polski wschodniej. Ściślej mówiąc, z Kresów. I jakież było moje miłe zaskoczenie, kiedy okazało się, że niektóre z nich do dziś są kultywowane w moim domu. Były jednak również takie, o których nigdy wcześniej nie słyszałam, więc bardzo się cieszę, że dzięki tej wspaniałej książce mogłam je poznać.

Kochani myślę, że już nikt z was nie ma wątpliwości, że książka spełniła wszystkie oczekiwania, jakie miałam wobec niej, przystępując do czytania. Macie moje słowo, że wleje ona w wasze serca dobroć i ciepło. Nie raz w oku zakręci się łza, ale również uśmiechniecie się przez łzy. Ja niemalże czułam się częścią tej rodziny i bardzo żałowałam, że tak szybko skończyłam czytać książkę. A przeczytałam ją w mgnieniu oka, zapominając o wszystkim, co dzieje się wokół. Możecie mi wierzyć, że tak samo będzie w waszym przypadku, więc nie zwlekajcie ani chwili dłużej i spędźcie święta tam, gdzie gwiazdka świeci najjaśniej.  

 [Materiał reklamowy] Autorka Wioletta Piasecka.

piątek, 16 grudnia 2022

Ciasteczka z dzieciństwa. Musisz ich spróbować./Rodzinna tradycja świąteczna.


Jest to post z cyklu tych, których miało nie być. Nie planowałam go w ogóle, ale kiedy na Facebooku pokazałam, w jaki sposób spędzałam dzisiejsze popołudnie, u wielu osób post ten wzbudził ciepłe wspomnienia z dzieciństwa. Mając to na uwadze, postanowiłam także i tutaj przekonać się, czy wasze skojarzenia również podążą w stronę ciepłych wspomnień z rodzinnego domu.

Otóż przez całe popołudnie wspólnie z rodzinką piekliśmy przepyszne ciasteczka,  których wypiekanie jest niejako naszą rodziną tradycją. Odkąd pamiętam, będąc dzieckiem, zawsze na kilka dni przed świętami Bożego Narodzenia mama piekła je, angażując mnie i moją siostrę do pomocy. Jestem ciekawa czy znacie te ciasteczka, a jeśli tak, to czy je lubicie? 



Jeśli również chcielibyście upiec  dla siebie i swoich bliskich takie pyszności, to zostawiam wam link do przepisu. Ja je uwielbiam i każdego roku z niecierpliwością czekam na moment, aż będę mogła ich skosztować.


Smacznego!🍪