czwartek, 30 listopada 2023

"Spotkamy się we śnie" Jolanta Kosowska, Marta Jednachowska

Jestem osobą twardo stąpającą po ziemi, co przekłada się na wiele aspektów w moim życiu. Również na dobór książek, które czytam, dlatego na przykład nie sięgam po fantastykę. W żaden sposób nie umniejszam temu gatunkowi literackiemu, ale dla mnie po prostu nie znajduje się on w obrębie mojego komfortu czytelniczego. Jednak, jak w każdej dziedzinie życia, tak również w literaturze, zdarzają się powieści fantastyczne, dla których robię wyjątek, ponieważ zwyczajnie ciekawość bierze górę. Właśnie tym razem nadszedł moment, aby opowiedzieć wam o jednej z takich książek. Przyznam szczerze, że tak jak od momentu zapowiedzi tej książki byłam jej bardzo ciekawa, tak samo mocno obawiałam się jej lektury. A mowa oczywiście o powieści duetu Jolanty Kosowskiej i Marty Jednachowskiej „Spotkamy się we śnie”.

Zanim jednak opowiem wam o samej książce, pozwólcie, że w kilku słowach wyjaśnię, dlaczego w momencie, kiedy zaczynałam ją czytać, moja jej ciekawość mieszała się z pewnymi obawami. Otóż autorki na jej kartach podejmują między innymi bardzo intrygujący mnie temat świadomego śnienia, o którym chciałam dowiedzieć się czegoś więcej, ale jednocześnie niepokoiło mnie, czy moja wyobraźnia jest na tyle bujna, aby nadążyć za, jak się przekonacie, sięgając po książkę, bardzo rozbudowaną wyobraźnią Marty, która jak obie Panie przyznają, była inicjatorką powstania tej książki. Przecież mogło się okazać, że jestem zbyt „przyziemna”, aby dobrze ją zrozumieć i docenić tak jak na to zasługuje. No dobrze, nie będę dłużej trzymała was w niepewności. Bardzo szybko okazało się, że moje obiekcje były zupełnie niepotrzebne, gdyż książka jest wspaniała. Co więcej, choć powieść w pierwszej chwili wydaje się magiczna, to tak naprawdę jest bardzo życiowa. Nie wybiegajmy jednak przed szereg i zacznijmy od początku.

Poznajcie Oliwię, młodą pisarkę, która nie czuje się spełniona w swoim życiu. Jej praca, nie znajduje uznania w oczach najbliższych. Dla matki jest córką, która nie spełniła pokładanych w niej oczekiwań, a związek, który tworzy ze swoim chłopakiem Czarkiem, przypomina stare małżeństwo idealne już tylko dla osób z zewnątrz, a tak naprawdę naznaczone rutyną. Codziennością spędzaną razem, a jednak osobno. Namiętność, która kiedyś wypełniała ten związek jest już tylko wspomnieniem. Kobieta coraz dotkliwiej odczuwa, że teraz jej miejsce w życiu Cezarego zajęła praca, której poświęca on coraz więcej czasu. To ona stała się dla niego najważniejsza. Oli próbuje uciec od swojej samotności, trosk i codziennych problemów w sny, które zawsze miały dla niej duże znaczenie. Od kiedy pamięta, zapisywała je w swoim notatniku i starała się je interpretować. W momencie, kiedy my czytelnicy zaczynamy towarzyszyć kobiecie na kartach powieści, ani ona, ani tym bardziej my sami nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak bardzo mocno już wkrótce właśnie sny wpłyną na życie Oliwi, wywracając je niemalże do góry nogami.

A wszystko ma swój początek, w momencie, kiedy dziewczyna wspólnie ze swoim przyjacielem Tomkiem decydują się zgłębić metody osiągnięcia stanu świadomego snu, a także idąc o krok dalej nauczyć się panować nad swoimi snami, po to, by mieć wpływ na to, co się w nich dzieje. Jak się możecie domyślać, Oliwi się to udaje i od tej pory każdej nocy w jej snach dzieją się rzeczy, których nawet nie potrafimy sobie wyobrazić. Tylko tu może czuć się prawdziwie wolna, może być sobą, realizować swoje marzenia. Sny są magiczne, fantastyczne i różnorodne, ale każdy z nich łączy postać mężczyzny, który, choć na początku nie jest do Oliwi przyjaźnie nastawiony, to z biegiem czasu staje się jej przewodnikiem sennym, a w sercach obojga rodzi się uczucie. To przy Mironie każdej nocy Oliwia czuje emocje, które w realnym świecie, w życiu z Czarkiem dawno już wygasły. Tylko gdzie jest granica między jawą i snem i co stanie się w momencie, kiedy sen zacznie mieszać się z jawą i stanie się niepokojąco realny? Na te pytana oczywiście znajdziecie odpowiedzi czytając książkę, do czego już teraz każdego gorąco zachęcam.

Autorki oddały w nasze ręce wyjątkową książkę, w której nieuchwytny świat snu nieosiągalny dla wszystkich przeplata się z bardzo realnymi życiowymi problemami, z którymi z kolei na pewno wielu z nas może się utożsamić. Zacznijmy od relacji na płaszczyźnie matka – córka. Relacja Oliwi z rodzicielką jest pełna dystansu. Niemalże każde spotkanie w domu rodzinnym kończy się dla młodej kobiety przykrościami ze strony matki, która nie potrafi zrozumieć, że jej córka ma prawo do ułożenia sobie życia na własnych zasadach. Tylko ona może decydować jak ma ono wyglądać. Jednak aby to zrozumieć, potrzebna jest szczera rozmowa. Kiedy jej zabraknie między ludźmi tworzy się przepaść, którą coraz trudniej jest pokonać. Pisarki uświadamiają nam jak wielką ma ona moc sprawczą w życiu każdego z nas. I jeśli tylko się na nią zdobędziemy, jej skutki mogą nas bardzo zaskoczyć.

Kolejna bardzo ważna lekcja, którą odbieramy dzięki tej niezwykle wartościowej książce, to fakt, że należy dbać o to, co jest naprawdę ważne w naszym życiu i pielęgnować to każdego dnia na nowo, gdyż nic co dostajemy od życia nie jest nam dane na zawsze. Dlatego, tak bardzo ważna jest dbałość o związek, miłość i każdą relację międzyludzką, na której nam zależy. W przeciwnym razie bowiem źle zbudowana hierarchia naszych życiowych wartości może przyczynić się do utraty, wszystkiego, co udało nam się zbudować. Niestety poświęcając całe zaangażowanie w rzeczy mniej ważne, często o tym zapominamy.

„Spotkamy się we śnie” to bardzo mądra, angażująca czytelnika książka, o miłości i poszukiwaniu szczęścia, którego czasami szukamy bardzo daleko nawet w snach, podczas gdy może ono czekać gdzieś blisko nas, chciałoby się powiedzieć na wyciągnięcie ręki. Kiedy wreszcie to do nas dotrze zdajemy sobie sprawę, że nie potrafiliśmy docenić tego, co mamy. To także zajmująca historia o skomplikowanych wyborach i trudnych decyzjach przyjaźni i chorobie, a więc o wszystkim tym, z czego składa się, życie, któremu każdego dnia próbujemy nadać sens.

Myślę, że pisanie o tej książce czegokolwiek więcej jest zbędne, gdyż  na pewno już wiecie, że warto ją przeczytać. Czas spędzony na jej lekturze dostarczy wam wiele dojmujących emocji, które będziecie mogli wręcz poczuć. Od samotności, chłodu, zwątpienia, zagubienia, lęku, aż do miłości, namiętności i szczęścia. Warto wspomnieć, że w opisywanej historii nie zabraknie zaskoczeń i ciekawych zwrotów akcji. To wszystko sprawia, że całość czyta się naprawdę świetnie i niepostrzeżenie dociera do końca z poczuciem, że chciałoby się więcej. Na szczęście książka ma otwarte zakończenie, co pozwala nam czytelnikom mieć nadzieję, że kiedyś powstanie kontynuacja. Ja bardzo na to liczę, gdyż debiut tego wspaniałego duetu twórczego okazał niezwykle udany, czego serdecznie gratuluję. Mama i córka doskonale sprostały temu, jak przypuszczam niełatwemu zadaniu. Nie ukrywam też, że czekam na samodzielną książkę Marty. 

Teraz już was zostawiam, abyście mogli niezwłocznie zabrać się za czytanie „Spotkamy się we śnie”, a sama będę przeszukiwać internet w poszukiwaniu informacji dotyczących świadomego śnienia, gdyż ta powieść stała się dla mnie impulsem do tego, aby spróbować wyćwiczyć u siebie tę umiejętność.

[Materiał reklamowy]
Autorki Jolanta Kosowska, Marta Jednachowska

poniedziałek, 27 listopada 2023

"Magia Świąt Bożego Narodzenia" - Marek Marcinowski / recenzja patronacka



W myśl powiedzenia „czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci” przed nami dorosłymi stoi bardzo ważne zadanie. Od najmłodszych lat wpajać naszym dzieciom cenne, życiowe przekonania, zwyczaje i tradycje, które już jako dorośli wyniosą z domu i będą kultywować we własnych rodzinach. Bez wątpienia jednymi z najważniejszych tradycji, które my Polacy chcemy pielęgnować i przekazywać z pokolenia na pokolenie są te, które tworzą magię świąt Bożego Narodzenia. Z powagi tego zadania doskonale zdaje sobie sprawę autor Marek Marcinowski, wspaniały tata dwóch chłopców. Dlatego też już 1 grudnia 2023 roku autor odda w ręce swoich małych czytelników i ich rodziców wspaniałą książeczkę „Magia świąt Bożego Narodzenia", która  ukazuję wyjątkowość tego okresu czasu, a także uczy, co tak naprawdę jest w tych świętach najważniejsze. 

Zajrzyjmy więc do środka książeczki. Na jej stronach znajdziemy ciekawe i łatwe do zapamiętania krótkie rymowanki opatrzone  pięknymi, barwnymi ilustracjami, które na pewno przyciągną uwagę i wzbudzą ciekawość dzieci. To, co bardzo ważne, to fakt,  że pisarz kładzie nacisk na to, aby dzieci  miały świadomość, iż najważniejsze jest to, aby zarówno oczekiwanie na święta, jak i je same przeżywać rodzinnie, z tymi których kochamy. Nie zapomina także o duchowym wymiarze tych świąt.


Gorąco polecam lekturę tej pięknej rymowanej książeczki nie tylko dzieciom. Niech będzie to lektura familijna. Przeczytajcie ją wspólnie, a na pewno umili wam oczekiwania na te cudowne dni, a także będzie idealna do przeczytania przy świątecznej choince. 

Jeśli szukacie wartościowego prezentu na Mikołajki, czy też właśnie święta, ta książeczka będzie idealnym wyborem. Tym bardziej że Marek Marcinowski jak zawsze przygotował kilka kreatywnych świątecznych propozycji spędzenia wspólnego czasu. Pozwolą one rodzicom zatrzymać się w biegu codziennego życia i spędzić wspólny czas ze swoimi pociechami. Dzieci na pewno będą bardzo szczęśliwe, a te chwile pozostaną w ich sercach i pamięci na zawsze. 

Ja podaruję tę książkę moim siostrzeńcom już szóstego grudnia i razem wykonamy wszystkie przygotowane zadania. Jestem pewna, że będą zachwyceni prezentem. Ich radość jest najlepszą rekomendacją dla książeczki.



PATRONAT MEDIALNY BLOGA KOCIE CZYTANIE

[Materiał reklamowy] Autor Marek Marcinowski.

sobota, 25 listopada 2023

"Okruchy lodu" Patrycja Żurek

Za każdym człowiekiem kryje się historia jego życia, często spleciona z bardzo różnych i mocno złożonych kolei losów. Popełnionych błędów i podjętych decyzji, za które często pokutujemy latami, a nawet aż do śmierci. To właśnie bagaż życiowych doświadczeń i przeżyć czyni naszą teraźniejszość i nas samych takimi, jakimi jesteśmy. Tylko my wiemy, przez co przeszliśmy, i co skrywamy głęboko w sercu. Dlaczego więc inni ludzie dają sobie prawo do oceniania drugiego człowieka i trwania w przekonaniu, iż wiedzą lepiej od niego samego, jaki jest i jak powinien żyć? Przecież nikt z nas nie ma możliwości wejścia w buty kogoś innego i poznania historii jego życia od podszewki. Tylko jeśli zechcemy wysłuchać jej u źródła, możemy poznać prawdziwe oblicze danej osoby, a nie tylko to, nierzadko bardzo krzywdzące oparte na zasłyszanych strzępkach informacji. Przekonał się o tym jeden z głównych bohaterów książki Patrycji Żurek „Okruchy lodu”, z której recenzją dziś do was przychodzę.

My czytelnicy wspólne z Laurim, młodym fińskim policjantem, bo to o nim mowa trafiamy do małej podkarpackiej wioski, rodzinnych stron jego matki, które ta opuściła przed laty, pozostawiając w Polsce swoją siostrę. Ma nadzieję, że te odwiedziny u ciotki pozwolą mu ochłonąć i spojrzeć inaczej na niedawne wydarzenia, przez które przeszedł. Bardzo szybko przekonuje się, że niemalże każdy członek tej zamkniętej społeczności wie, czym jest codzienność naznaczona kłopotami, troskami i cierpieniem. Jednak największe zainteresowanie siostrzeńca Marysi wzbudza Jarzębina, kobieta, która przez tutejszych mieszkańców darzona jest swego rodzaju uwielbieniem. Jako osoba z zewnątrz Lauri zupełnie nie rozumie, co leży u podłoża tak wielkiej sympatii, tym bardziej, iż już wie, że ma ona za sobą kryminalną przeszłość. Koniecznie sięgnijcie po książkę i przekonajcie się, czy jego nieufność wobec Jarzębiny jest słuszna.

„Okruchy lodu” to bardzo wartościowa, poruszająca i dość trudna emocjonalnie powieść. Autorka mocno doświadcza swoich bohaterów, ale takie właśnie jest życie toczące się gdzieś bardzo blisko nas. Jestem przekonana, że właśnie dzięki dojmującej autentyczności wszystkiego, o czym w książce przeczytamy, wielu jej czytelników odnajdzie w niej cząstkę siebie i utożsami się z opisywaną w niej historią. Trudne przeżycia nie omijają jej bohaterów, ale w pewnym momencie to właśnie one zaczynają ich jednoczyć i budować relacje znacznie cenniejsze, niż te wynikające jedynie z faktu bycia mieszkańcem jednej wioski. A pojawienie się zagranicznego gościa, jego zawodowa ciekawość i dociekliwość staje się dla wielu zaczątkiem życiowych rozliczeń i zmian, które mają przywrócić do życia dotychczas skute lodem ludzkie serca i pozwolić im na nowo poczuć bardzo długo uśpione piękne i wyjątkowe uczucia. Nie będzie to jednak możliwe, dopóki nie znajdziemy w sobie siły i odwagi do stawienia czoła swoim własnym demonom, które nas niszczą.

A możecie mi wierzyć, że owych demonów do zwalczenia będzie w powieści naprawdę wiele. Patrycja skonfrontowała nas bowiem z bardzo bolesnymi aspektami życia, na które nikt z nas nie będzie potrafił pozostać obojętnym. Dowiemy się bowiem, jak trudno jest żyć w kajdanach nieustannego poczucia winy, każdego dnia próbując je odkupić i czując, że ciągle robi się zbyt mało. Poczujemy cierpienie bycia ofiarą przemocy sterowaną niczym marionetka przez oprawcę, który perfekcyjnie wykorzystuje swoją władzę i nasze słabości wynikające ze wpojonych nam w dzieciństwie przekonań i co się z tym wiąże obaw oraz lęków. Przekonamy się także, jak łatwo jest, wywodząc się z małej społeczności i wiedząc, czym jest ciężkie życie zatracić się w dążeniu do pokazania sobie i innym, że jesteśmy w stanie wiele osiągnąć. Niestety w konsekwencji niespodziewanie dla nas samych możemy stracić wszystko, co tak naprawdę powinno być dla nas najważniejsze, a życie na pewno boleśnie nam to uświadomi. Ale bywa również i tak, że mając bardzo wiele z pełną świadomością i na własne życzenie tracimy wszystko, o czym również przeczytamy w książce.

Gorąco zachęcam każdego do spędzenia czasu z tą wspaniałą książką, która z pewnością poruszy nawet najbardziej zlodowaciałe serca i znajdzie w nich dla siebie miejsce. Ja czytałam ją z ogromnym zaangażowaniem i poczuciem jedności z jej bohaterami. Z uwagi na to, że autorka nie skupia się wyłącznie na głównych postaciach powieści, ale także bohaterowie drugoplanowi mają swój znaczący wpływ i wkład w jej tworzenie, czytelnik poznaje całą gamę różnorodności ich charakterów, zachowań, postępowań. Jak to w życiu bywa, nie każdy z nich budzi sympatię, ale każdy jest wyrazisty, przez co od początku do końca książki towarzyszy nam wiele odczuć. A po skończonej lekturze, cała opisana w niej opowieść, żyje w nas jeszcze bardzo długo.

Jak widzicie, jest to bardzo mądra, wartościowa i mocno refleksyjna powieść, która dla wielu czytelników będzie impulsem do tego, aby zawalczyć o siebie i dać sobie szansę na bycie szczęśliwym. Wybaczyć sobie i zamknąć pewne etapy w naszym życiu, po to, by móc iść dalej. Wszyscy popełniamy błędy, a czasu nie da się cofnąć, ale nigdy nie jest za późno na bycie lepszym. 

 

[Materiał reklamowy] Wydawnictwo Dragon

piątek, 24 listopada 2023

Rozdanie, wygrywają 4 osoby

 



Kochani, wspólnie z wydawnictwem Dragon przygotowaliśmy dla was rozdanie książkowe, w którym aż cztery osoby zdobędą wspaniale powieści naszych rodzimych autorek.

Zapraszam do udziału w rozdaniu pod oryginalnym postem na moim profilu Facebookowym.


https://m.facebook.com/story.php?story_fbid=pfbid02ZJRw4XKczY7TYeWJzLFHt43n7Q6KzMGUNwEgHYamb12j5RzDyCNRcKFMqvA75WYCl&id=100052520093487


Życzę wszystkim powodzenia🙂


niedziela, 19 listopada 2023

"55, czyli Pamiętnik Wariatki" Elżbieta Stępień / Recenzja patronacka premierowa


Moi drodzy dziś porozmawiamy o życiowych zmianach i zastanowimy się, dlaczego w wielu z nas już sama myśl o nich budzi silne i często mocno sprzeczne emocje. Każdy z nas ich potrzebuje, ale jednocześnie bardzo się ich boimy, a co za tym idzie w naszej głowie rodzi się mnóstwo przeszkód i wątpliwości przed podjęciem próby wcielenia ich w nasze życie. Nie da się ukryć, że jednym z głównych czynników leżących u podłoża naszego strachu jest środowisko, w jakim żyjemy. Łatwiej jest bowiem zdobyć się na odwagę, by coś zmienić w swojej codzienności, będąc mieszkańcem dużej miejscowości, która w pewien sposób daje nam anonimowość i większą swobodę bycia sobą, niż w przypadku kiedy jesteśmy częścią niewielkiej społeczności. Wówczas wszyscy wszystko o sobie wiedzą, a sąsiedzi to darmowy monitoring, który patrzy na nas krytycznym okiem. Wtedy nachodzą nas myśli: "Co ludzie powiedzą? Czy w moim wieku, to jeszcze wypada, a może już za późno, żeby cokolwiek zmieniać?"  

Jednak bez względu na to, jak usilnie bronimy się przed zmianami, są takie chwile, które skłaniają nas do swego rodzaju życiowych podsumowań, a także podjęcia nowych postanowień. Takim czasem zdecydowanie jest Sylwester i Nowy Rok. Wraz z nastaniem nowego roku tworzymy listę noworocznych postanowień i życzeń, które mają zmienić nasze życie i sprawić, że ten rok, będzie lepszy od poprzedniego. Pamiętajcie, jednak, by uważać, czego sobie życzycie, bo jeszcze się spełni, a wtedy... Zresztą co, ja wam będę pisała, poznajcie historię głównej bohaterki najnowszej powieści Elżbiety Stępień "55, czyli Pamiętnik Wariatki" - Moniki, która na własnej skórze przekonała się, jak wielką siłę sprawczą ma moc noworocznych życzeń i czym może skutkować ich urzeczywistnienie.

Zanim jednak opowiem wam o tym trochę więcej, a raczej opowie wam Monika, pozwalając poznać zapiski w swoim pamiętniku, pozwólcie, że opowiem wam o niej samej. Jest to 54-letnia kobieta, która od wielu lat samotnie idzie przez życie. Wspaniała matka dwóch dorastających synów, oddana przyjaciółka i przykładna pracownica. Słynie z ciętego języka i szalonych pomysłów, dlatego przyjaciółki Sylwia i Karolina często twierdzą, że jest wariatką. My czytelnicy poznajemy naszą bohaterkę w Sylwestra. Podczas gdy tego wieczoru ludzie się bawią ona, jak ma to miejsce od wielu lat i w tym roku spędza go samotnie. Życiowy bilans nie wypada najlepiej, a w sercu Moniki rodzi się pragnienie, by przeżyć coś nowego i ekscytującego, a przede wszystkim otworzyć się na miłość i kolejnego sylwestra spędzić z ukochaną osobą.

Jak się przekonacie czytając książkę, kobieta będzie musiała stoczyć walkę z samą sobą, ale podejmuje wyzwanie. I tak przypadek, a może przeznaczenie sprawia, że w życiu Moniki pojawia się Tymon. Ta znajomość przeradza się w płomienne uczucie, ale Monika i Tymon pochodzą z dwóch skrajnie różnych światów i odmiennych środowisk, co w pewnej mierze prowadzi do pewnego nieporozumienia, w którego skutek mężczyzna uznaje Monikę za kogoś, kim nie jest. Ta jednak decyduje się niczego nie wyjaśniać z obawy przed stratą ukochanego, w momencie kiedy ten pozna prawdę o jej zwyczajnym życiu i uzna, że nie pasuje do jego życia. Oczywiście nie zdradzę, co z tego postanowienia wyniknie, ale zapewniam was, że brak miejsca na szczerą rozmowę i szereg niedopowiedzeń sprawi, że ta historia nie okaże się bajką, a prawdziwym życiem, które nie szczędzi trosk, niepokojów i wielu rozterek bohaterom powieści.

Ta książka to zupełnie nowe oblicze twórczości Elżbiety Stępień, które wyraźnie pokazuje, jak bardzo warsztat twórczy autorki się rozwinął. "55, czyli Pamiętnik Wariatki", to w znacznej części romans, ale w książce odnajdziemy również elementy kryminału. Każdy z nas chce kochać i być darzony szczerą miłością, jednak niestety zdarza się, że to pragnienie odbiera nam zdolność prawidłowego osądu ludzi i ich intencji wobec nas, co może prowadzić do naprawdę niebezpiecznych sytuacji.

Decydując się na lekturę tego tytułu czytelnik spędzi czas z naprawdę wspaniałą książką, w której życiowe problemy, wybory i decyzje skłaniające nas do refleksji i przemyśleń także na płaszczyźnie własnego życia, przeplatają się ze świetnym humorem. Tutaj bardzo dużo się dzieje, a to, o czym napisałam wam do tej pory nie jest wszystkim, co czeka na czytelników na kartach powieści. Przeczytacie również o relacjach i miłości rodzicielskiej, poświęceniu dla dobra kogoś, kogo kochamy, a także kobiecej przyjaźni, która bywa dość osobliwa.

Wciągająca, niepozwalająca się nam oderwać od lektury książki fabuła w połączeniu z wyrazistymi i różnorodnymi portretami bohaterów, a także płynnym i bardzo przyjemnym stylem pisania autorki sprawia, że książkę czyta się bardzo szybko. Natomiast zapewniam was, że długo o niej nie zapomnicie. Co więcej, na pewno wiele osób odnajdzie w tym pamiętniku cząstkę siebie, własnych potrzeb i pragnień. Nie jest to jednak historia adresowana wyłącznie kobietom, wszak wszyscy pragniemy uczucia i bliskości kogoś, komu ofiarowujemy swoje serce

Pisarka poprzez swoją powieść chce nam powiedzieć, że na miłość nigdy nie jest za późno, bo ona nie liczy lat. To my sami bardzo często ją komplikujemy, bojąc się zdobyć na szczerość i otwartość. A tylko na tak solidnym fundamencie możemy zbudować coś pięknego. Ela zdaje się mówić "Nie bójcie się zaryzykować dla miłości. Nikt nie obieca wam, że nie poznacie smaku cierpienia z jej powodu, ale ona, choć czasem wiedzie nas krętymi ścieżkami, to jeśli jest prawdziwa, pokona wszelkie przeciwności i zawsze nas odnajdzie. A nawet jeśli, coś nie wyjdzie, to każde doświadczenie czegoś uczy. Pozwala spojrzeć na siebie i swoje życie z zupełnie innej perspektywy, obudzić się z życiowego letargu i docenić siebie".  

Z tym pięknym i niezwykle wartościowym przesłaniem płynącym z książki was kochani zostawiam, gorąco zachęcam do sięgnięcia po tę powieść, a także do dzisiejszego świętowania jej premiery.

Elu. przyjmij proszę moje serdeczne


PATRONAT MEDIALNY BLOGA KOCIE CZYTANIE.

Na ten moment książkę możecie kupić bezpośrednio u autorki, a co za tym idzie, macie możliwość zdobycia egzemplarza z autografem i dedykacją. Jako ciekawostkę zdradzę wam, że na końcu książki znajdziecie strony, na których każdy może spisać swoje noworoczne postanowienia, marzenia, przemyślenia, po to, by za rok do nich wrócić i przekonać się ile z nich udało się zrealizować. Myślę, że to świetny pomysł.

[Materiał reklamowy] Autora Elżbieta Stępień