wtorek, 9 listopada 2021

Nowości w mojej elektronicznej biblioteczce.



W
szyscy wiemy, że nic nie zastąpi papierowego wydania książki. Ja je kocham i ubóstwiam, ale od czasu, kiedy mój dom coraz bardziej wyraźnie daje mi do zrozumienia, że nie jest z gumy, i miejsca w nim nie przybywa wraz ze wzrostem liczby trafiających do mnie książek, postanowiłam, że to ja będę elastyczna i znajdę złoty środek. Tak oto, coraz częściej zacieśniam więzi z moim czytnikiem i sięgam po książki w wersji papierowej. Wszak, to treść, a nie forma podania jest najważniejsza. Oczywiście nie zrezygnuję zupełnie z książek tradycyjnych, ale będę częściej łaskawym okiem spoglądała także na e-booki.

Mówię wam o tym, ponieważ właśnie dziś chciałabym pokazać Wam, jakie tytuły w przeciągu kilku ostatnich dni trafiły  na moją wirtualną półeczkę czytelniczą.

Tak więc zaczynajmy:
1. Za ścianą ciszy - Anna Ziobro - Wydawnictwo Dragon.
2. Wiemy, że pamiętasz -  Tove Alsterdal - Wydawnictwo  Sonia Draga.
3. W cieniu terapeutki. Zazdrość. - Anna Krystaszek- Wydawnictwo Muza.
4.Światło, które nigdy nie gaśnie - Magdalena Majcher - Wydawnictwo Pascal.
5. Światło, które rozjaśnia Mrok - Magdalena Majcher - Wydawnictwo Pascal.
6. Obca Kobieta - Magdalena Majcher - Wydawnictwo W.A.B.
7. Sen na pogodne dni - Anna H. Niemczynow - Wydawnictwo Luna.
8. Terapia - Klaudia Muniak - Wydawnictwo Kobiece.
9. Nie ten mąż - Kathryn Croft, Wydawnictwo Słowne (dawniej Burda Media Polska).
10.Nie moja matka - Miranda Smith -Wydawnictwo Filia.
11 Jedno małe poświęcenie -  Hilary  Davitson - Wydawnictwo Muza. 

Kochani napiszcie, proszę w komentarzach, czy czytaliście już którąś z zakupionych przeze mnie książek. Jeśli tak, to będzie mi bardzo miło, jeżeli podzielicie się ze mną wrażeniami po lekturze. A może, po którąś z tych dopiero planujecie sięgnąć?

Ja już wkrótce zrecenzuję dla was każdą z powyższych książek, ale mam dylemat, od której zacząć. Być może, któryś z tytułów interesuje was szczególnie i chcielibyście, abym napisała o nim kilka słów w pierwszej kolejności?

piątek, 5 listopada 2021

"Podróże Julki i Krzysia. Zamki Polski Południowej. Marek Marcinowski./ Recenzja patronacka przedpremierowa.

N
ie od dziś wiadomo, że dzieci są jak gąbka. Ich młode umysły chłoną otaczający je świat najmocniej w czasie dzieciństwa i lat wczesnoszkolnych. To właśnie wtedy są najbardziej podatne na przyswajanie wiedzy i doświadczanie wszystkiego, co je otacza. Dlatego nam, ich rodzicom i opiekunom powinno zależeć na tym, aby odciągnąć je od telefonów i komputerów. Dać inspirację do tego, by chciały spędzić czas aktywnie. Wiem jednak, że nie jest to łatwe. Trudno bowiem znaleźć równie ciekawe alternatywy dla czasu spędzonego w sieci, czy przed telewizorem. Dla nikogo z Was zapewne nie będzie zaskoczeniem, że dla mnie nie ma i zapewne nie będzie lepszego sposobu na pobudzenie ciekawości dziecka niż książka. I nie chodzi mi wcale o samo czytanie. Zwrócenie uwagi naszej latorośli na wartościową i ciekawą książkę może pociągnąć za sobą wiele fantastycznych przeżyć i przygód, które my dorośli możemy przeżywać wspólnie z synem, czy córką. Mało tego, wszystko, o czym w danej książce przeczytamy, możemy niejako odzwierciedlić w naszej rzeczywistości, co jak za chwilę się przekonacie, skutkować będzie wspaniałą zabawą i nauką niepostrzeżenie dla naszych dzieciaczków.

Jako ciocię dwóch wspaniałych chłopców bardzo cieszy mnie fakt, że wachlarz wartościowej literatury dziecięcej pojawiającej się na polskim rynku wydawniczym jest coraz szerszy. Zdecydowanie mamy w czym wybierać, a jednym z naszych rodzimych autorów, który dla mnie jest prekursorem godnych uznania i polecenia książek dla dzieci, jest Pan Marek Marcinowski. Zawsze, bez wahania to właśnie Jego książki wybieram, ponieważ fantastycznie łączy w nich to, co przyjemne z tym, co pożyteczne dla młodego czytelnika. Na moim blogu prezentowałam Wam już dwie cudowne książeczki Kosmoliski i Ekoliski, dzięki którym uświadamia najmłodszym, jak ważne jest dbanie o środowisko i zabiera w niesamowitą wyprawę w kosmos. Patrząc na entuzjazm i radość, jaką moi siostrzeńcy mają za każdym razem, kiedy sięgają po obie z nich (bo musicie wiedzieć, że czytane były już wielokrotnie) utwierdzam się w przekonaniu, że sięgnięcie po nie było świetną decyzją.

Karolek, Jaś i oczywiście ja z niecierpliwością czekaliśmy na kolejną książkę spod pióra Pana Marka, bardzo ciekawi, co tym razem dla nas przygotuje. I właśnie dziś jest ten dzień, kiedy przychodzę do Was, aby zaprezentować Wam „Podróże Julki i Krzysia. Zamki Polski Południowej”, która to książka już wkrótce 28.11.2021. będzie mogła wzbogacić biblioteczkę Waszych dzieci. Dla mnie ta premiera będzie szczególna, gdyż mój blog ma ogromny zaszczyt i przyjemność znaleźć się w zacnym gronie patronatów medialnych książki. Ogromnie mnie to cieszy, bo,  za chwilę przekonacie się, jak wiele wartościowych i niesamowicie ciekawych informacji na temat jak wskazuje sam tytuł „Zamków Polski Południowej znajdziecie na jej stronach. Takie książki chcę promować i polecać.

A zatem drogie dzieci, kochani rodzice, ciocie, babcie i wujkowie wspólnie z Julką i Krzysiem bohaterami książki, a także ich rodzicami, wyruszymy w niezapomnianą podróż szlakiem najpiękniejszych zamków, które bez wątpienia są perełkami architektonicznymi. Wyposażeni w mapę i niczym nieograniczoną wyobraźnię zwiedzimy ich sekretne przejścia, ukryte tunele, a także poznamy fascynujące legendy, które wiążą się z każdym z nich. Czasem poznając je, możecie poczuć dreszczyk niepewności tego, co może Was spotkać podczas zwiedzania ich komnat, ale to jeszcze bardziej spotęguje Waszą ciekawość. Nasi bohaterowie zabiorą nas ze sobą m.in. do zamku w Mosznej, Ojcowie, Bolkowie Nidzicy, Łańcucie  i wielu innych. Poznacie ich historię opowiedzianą w bardzo zajmujący sposób, ale także odkryjecie mnóstwo zaskakujących ciekawostek. Nie wiem, czy wiecie, ale obecnie właściciele zamków dają ich zwiedzającym możliwość spędzenia nocy w wynajętym pokoju. Zdradzę Wam, że Julka i Krzyś mieli okazję nocować w zamku, a wy moi drodzy koniecznie musicie przeczytać książkę i przekonać się, jak taka noc w zamku wygląda. Drogie dzieci, na pewno każdy z was choć raz marzył o tym, aby chociaż raz,  przez chwilę stać się księżniczką, bądź rycerzem. Powiem Wam w sekrecie, że Julce i Krzysiowi się to udało. Jeśli jesteście ciekawi, a wierzę, że tak, jak to możliwe, zachęcam Was serdecznie do spędzenia czasu z tą książką. To, o czym Wam teraz napisałam, to zaledwie niewielka część z tego, co czeka na Was na jej kartach. Czytajcie ją jednak bardzo uważnie, ponieważ na końcu książkowej podróży zostały przygotowane dla Was pytania dotyczące tego, o czym w niej przeczytacie, jak również kreatywne zadania, które możecie wykonywać całą rodziną, spędzając wspólnie czas.

Mam nadzieję, że udało mi się przekonać Was o wartości tej książki i będziecie chcieli zainteresować nią dzieci. Jestem przekonana, że jej przeczytanie poskutkuje tym, iż dziecko będzie chciało, podobnie jak Julka i Krzyś stać się małym podróżnikiem i wybrać się na wycieczkę, aby na własne oczy zobaczyć zamki poznane w książce. Pamiętajmy również o tym, że tak zdobyta wiedza na pewno zaprocentuje w przyszłości na lekcjach historii. Pasją autora są zamki i to się czuje. Dzieli się on nią z dziećmi, ale chce przemawiać do nich nie tylko słowem, ale także za pomocą pięknych ilustracji, które wzbogacają książkę.






Na zakończenie od siebie dodam jeszcze, że jeśli zastanawiacie się nad wyborem prezentu na zbliżające się Mikołajki, to już właśnie go znaleźliście. Wszystkie trzy książeczki możecie kupić w atrakcyjnej cenie.


Recenzja powstała we współpracy z autorem, za co bardzo dziękuję.

wtorek, 2 listopada 2021

Zagłosuj na Kocie czytanie w rankingu Opowiem Ci 2021.



Kochani przyjaciele i sympatycy bloga Kocie czytanie, właśnie wystartowała kolejna edycja konkursu Opowiem ci, do którego nominowane są osoby, które swoją działalnością w internecie promują czytelnictwo. Ku mojej ogromnej radości mój blog Kocie czytanie również otrzymał nominację w kategorii „Blog literacki". Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że bez Was nie istnieję, dlatego przychodzę do Was z wielką prośbą o głos na Kocie czytanie. Głosować można do 31 grudnia 2021 roku.

Aby głos był ważny, należy:

1. Kliknij ten  link:

2. Na liście nominowanych blogów odnajdź blog Kocie czytanie i zaznacz swój wybór,



3. Zjedź na sam dół strony i  wpisz swoje imię oraz mail, a następnie naciśnij "Wyślij". 
Jeśli wszystko poszło dobrze, po chwili wyświetli się dla Ciebie słowo "Dziękuję!"







Możliwe jest oddanie jednego głosu z jednego adresu e-mail. Jeśli posiadasz kilka e-maili, to z każdego z nich możesz oddać swój głos. Im więcej, tym lepiej.

Będzie mi miło, jeśli udostępnisz moją prośbę o głos na Kocie czytanie wśród jak najszerszego grona twoich znajomych, rodziny i przyjaciół.  

*Grafika główna autorstwa organizatorki konkursu.

Już teraz z całego serca dziękuję.

niedziela, 31 października 2021

"Bożonarodzeniowa księga szczęścia" Jolanta Kosowska/ Recenzja przedpremierowa

\


Ż
ycie jest kwestią wyboru. Czas pędzi i niestety nie da się mieć wszystkiego, dlatego tak bardzo ważne jest, abyśmy zastanowili się, co jest dla nas istotne. Jakie są nasze priorytety. Oczywiście dla każdego z nas odpowiedź na to pytanie będzie inna i uwarunkowana tym, w jakim momencie życia się obecnie znajdujemy. Nie wolno nam jednak zapomnieć, że to jak je sobie ułożymy, jest ciągiem przyczynowo skutkowym, składającym się z podejmowanych przez nas decyzji. Wszystko, na co się zdecydujemy, ma swoje konsekwencje nie tylko w danym momencie, ale najczęściej także w przyszłości. Taką mądrość życiową nabieramy jednak zazwyczaj, dopiero kiedy los mocno nas doświadczy i niestety często już po szkodzie, kiedy jest za późno, by coś zmienić i naprawić. Kiedy jesteśmy młodzi, żyjemy w przeświadczeniu, że wszystko, co mamy, jest nam dane na zawsze i możemy traktować nasze życie wybiórczo. Skupiając się tylko na tym, co w danej chwili wydaje nam się najistotniejsze, bo inne kwestie przecież mogą poczekać. Nic bardziej mylnego, ale ta gorzka prawda dociera do nas dopiero wówczas, kiedy namacalnie odczujemy, że straciliśmy coś bezpowrotnie. Pewnego dnia budzimy się i zdajemy sobie sprawę, że choć mogliśmy mieć tak wiele, z własnej winy przegraliśmy swoje życie i mało tego, rykoszetem oberwał ktoś, kto był, a może nadal jest nam bliski. Nie chcę, abyście ani Wy, ani ja odbierali tak trudną i bolesną lekcję z autopsji, dlatego dziś przychodzę do Was z recenzją książki Pani Jolanty Kosowskiej Bożonarodzeniowa księga szczęścia”, która mocno w to wierzę, skłoni Was do przemyśleń na temat całokształtu Waszego życia i zbudowania go według właściwej hierarchii wartości.

Bohaterami powieści są Rafał, Tomek, Lena, Aśka i Maria. Piątka przyjaciół z czasów liceum. Teraz kiedy my czytelnicy towarzyszymy im podczas lektury książki, są to już dorośli ludzie, których koleje losów rozrzuciły po różnych częściach świata. Mimo że, od czasów szkolnych tak wiele się u każdego z nich się zmieniło, a życie nie szczędziło trudnych przeżyć, ich przyjaźń pozostaje jedyną niezmienną wartością. Co prawda dzieląca ich odległość i zwykła codzienność nie pozwalają już na tak częste i intensywne utrzymywanie kontaktów, ale i na to znaleźli piękny sposób, który ku mojemu wielkiemu smutkowi, w dobie internetu i komunikatorów społecznościowych odszedł w zapomnienie. Mianowicie każdego roku przed świętami Bożego Narodzenia każde z nich pisze do pozostałych list, w którym opisuje wszystko to, co wydarzyło się w jego życiu przez te kilkanaście miesięcy, a czym chciałby się z przyjaciółmi podzielić. Dzięki temu czytając je w Wigilię, mogą czuć się bliżej siebie. Tym razem dzieje się podobnie. Wkrótce nadejdą kolejne święta, więc tradycyjnie docierają listy. Wszystko byłoby jak zawsze, gdyby nie niepokojący przyjaciół fakt brakującego listu od Leny. To właśnie ona zawsze była tą, która wysyłała listy jako pierwsza, a w tym roku cisza. Obawy całej czwórki przybierają na sile, kiedy okazuje się, że wszelkie próby skontaktowania się z kobietą nie przynoszą rezultatów. Strach najmocniej chwyta w swoje macki Rafała, gdyż dla niego Lenka nigdy nie była i nie będzie tylko przyjaciółką. Tak niewiele brakowało, aby była jego żoną, ale on koncertowo spieprzył wszystko. Dużo czasu potrzebował na to, aby zrozumieć, jak strasznym był dupkiem. Za dużo. Bez wahania wyrusza w podróż do Chorwacji, aby odszukać Lenkę i spróbować odzyskać utraconą szansę na prawdziwą miłość i szczęście. Tylko, czy jest to, jeszcze możliwe? Przecież oboje są już zupełnie innymi ludźmi i musicie wiedzieć, że Lena naprawdę dużo przeszła przez ostatnie lata. Teraz ma tylko córkę, która jest jej jedynym szczęściem. O tym jednak musicie przekonać się sami.

Nie bez powodu piszę, że musicie sięgnąć po tę książkę. Na jej kartach poznajemy bowiem poruszającą i mądrą historię, która poprzez swoją autentyczność odnosi się do każdego z nas. W dzisiejszych czasach, kiedy jesteśmy tak mocno nastawieni na robienie kariery, wspinanie się po jej szczeblach zatracamy siebie w pogoni za zdobyciem kolejnego dyplomu, wyróżnienia, czy kilku słów uznania od przełożonego. Tymczasem pozostajemy ślepi i głusi na to, co powinno być dla nas wartością nadrzędną. Rodzina, miłość, związek. A co najbardziej uderzające z czasem okazuje się, że marzenia o prestiżu, karierze i pozycji zawodowej wcale nie były nasze. Staliśmy się narzędziem do spełnienia pragnień innych osób, podczas gdy te prawdziwe nasze skrywane głęboko w sercu rozpadły się, jak domek z kart.

Bardzo dotkliwie słuszności tej bolesnej prawdy doświadczyli właśnie Rafał i Lena. Ich miłość była piękna. Chcieli być razem na zawsze, ale okazało się to trudniejsze, niż myśleli, kiedy w sferę pragnień serca wkroczyło prawdziwe życie. Kiedy trzeba było wykazać się odpowiedzialnością, oddaniem, wsparciem. Poznając historię tej dwójki, widzimy, że trzeba było naprawdę niewiele, aby wszystko mogło być dziś inaczej. Zabrakło rozmowy i uwagi skierowanej na potrzeby drugiej osoby. Rafał ewidentnie się pogubił, a kiedy zrozumiał, że niczym są wszelkie osiągnięcia w porównaniu z czasem spędzonym z bliską naszemu sercu osobą, przeżywanymi z nią emocjami, przeżyciami, które bywają niepowtarzalne, dla tej miłości było już za późno. Przeczytaj „Bożonarodzeniową księgę szczęścia” i ucz się na jego błędach, abyś niczego w życiu nie musiał/a żałować.

Pani Jolanta Kosowska oddała w nasze ręce, książkę o ludziach takich, jak my. Nikt z nas nie jest idealny. Wszyscy popełniamy błędy. W momencie narodzin każdy z nas otrzymuje swoją księgę z białymi stronami i tylko od nas zależy, jak je zapiszemy. Nawet jeśli nie zawsze możemy powiedzieć, że to, co się na nich do tej pory znajduje, można nazwać księgą szczęścia, to dopóki żyjemy, mamy szansę pozostałe w niej białe kartki wypełnić pięknymi chwilami. Sprawdźcie koniecznie, czy w życiu Leny i Rafała los chce jeszcze coś naprawić.

Całym sercem polecam Wam spędzić niezapomniane chwile z tą książką. W fotelu z kubkiem gorącej herbaty otuleni kocykiem pozwólcie, aby klimat tej powieści otoczył Was swoim ciepłem. Macie moje słowo, że książka wciągnie Was od pierwszej chwili i zapomnicie o wszystkim, co dzieje się wokół. Mocno zaangażowani we wszystko, co przeczytacie, niepostrzeżenie dotrzecie do ostatniej strony, żałując, że to już koniec. Autorka zapewniła nam całą gamę emocji. Doświadczamy bowiem godnej podziwu przyjaźni, pięknej miłości, ale także bólu, poczucia straty, cierpienia, a nawet złości, ale nie bądźcie zbyt surowi. Jak mówi sam Rafał, kochankiem okazał się kiepskim, ale przyjacielem jest całkiem dobrym.

I wiecie co, książkę przeczytałam już kilka dni temu, ale nie mogłam od razu Wam o niej opowiedzieć. Bieg myśli i natężenie emocji po skończonej lekturze było tak silne, że potrzebowałam chwili, żeby wszystko przemyśleć. Odnieść jej treść na płaszczyznę własnego życia i już na spokojnie podzielić się z Wami swoimi odczuciami. Dla mnie taka reakcja czytelnika na książkę jest idealnym dowodem na to, że warto ją przeczytać, a dla Was? Mam nadzieję, że się skusicie. Premierę książki świętować będziemy już 10.11.2021.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Novae Res, za co bardzo dziękuję.



poniedziałek, 25 października 2021

"Nasza melodia" Anna Dąbrowska



O
miłości zawsze chce się myśleć i mówić jak najpiękniej. Wszyscy o niej marzymy i pragniemy poczuć wyjątkowość tego uczucia. Chcemy zatracić się w melodii przyspieszonego rytmu bicia serca dwojga zakochanych w sobie ludzi i zatopić w głębi spojrzeń skrywających oddanie osoby, której jesteśmy gotowi ofiarować siebie. Takiej miłości szukamy i na taką czekamy. Niestety, o czym na pewno przekonało się wielu z nas, to samo życie bywa najbardziej trudnym przeciwnikiem dla tego uczucia. To ono wyposażając nas bardzo często w ciężki bagaż doświadczeń, z którymi musimy się mierzyć każdego dnia, sprawia, że zagubieni i przepełnieni strachem obawiamy się dopuścić do głosu serce. Ogromny ciężar tej prawdy odczuli bohaterowie czwartej i ostatniej części cyklu „Płomienie” autorstwa Anny Dąbrowskiej „Nasza melodia”. 

Rita i Daniel są sąsiadami z dzieciństwa. W żadnej mierze jednak nie można ich nazwać przyjaciółmi z podwórka. Będąc nastolatkami bowiem, nie pałali do siebie sympatią. Choć może nie do końca. To Daniel widział w Ricie piegowatego rudzielca, którego wręcz nienawidził, a ona ze zranionym sercem podkochiwała się w nim skrycie. Młode lata tej dwójki naznaczone były chęcią rywalizacji, której obiektem była pasja i miłość do muzyki. Oboje grają na pianinie i każde z nich jest pewne wyższości swojego talentu i umiejętności nad tym drugim. Jak to często bywa, los rozdziela ich na wiele lat. W momencie, kiedy my czytelnicy stajemy się obserwatorami ich życia, są już dorośli i nie ma w nich już nic z dzieci, którymi byli kiedyś. Daniel, czy też Dany jak mówią na niego koledzy z zespołu „Płomienie”, stał się sławny, a Rita prowadzi swój klub i jest nauczycielką w szkole muzycznej. Choć wydawać by się mogło, że dzieli ich wszystko, to los pokaże im, że tak naprawdę są tacy sami i da im drugą szansę, choć oni sami jeszcze nie zdają sobie z tego sprawy. 

Nie myślcie jednak, że happy end tej historii jest oczywisty. W książkach Ani Dąbrowskiej nie ma miejsca na oczywistości. Mocno doświadcza swoich bohaterów i tak też jest i tym razem. Choć oboje starają się ukryć bolesną prawdę o tym, jak wygląda ich obecne życie.

Kiedy drogi naszych bohaterów po latach splatają się ponownie  Daniel, walcząc z samym sobą i bojąc się do tego przyznać, zaczyna dostrzegać w tej rudej jędzy piękną kobietę i wreszcie dociera do niego, jak wielkim był kiedyś głupkiem. Chciałby cofnąć czas i wszystko naprawić, ale być może na wszystko jest już za późno. Tylko on jeden wie, jak bardzo błędne są  przeświadczenia o sławie, którymi żyją ludzie. Tylko on jeden zna ciężar samotności, która pojawia się, gdy zgasną światła i opadną emocje granych koncertów. Pragnie spędzić życie z kobietą, która dotrzyma mu kroku w biegu, którym jest jego życie, albo będzie tą, dla której będzie chciał się zatrzymać. Czuje, że to właśnie Rita jest tą jedyną, ale w jej pięknych zielonych oczach dostrzega smutek.

Jak przekonacie się wraz z biegiem lektury, kobieta ma za sobą trudną przeszłość, od której nie potrafi się odciąć. Przeszłość, która ją niszczy i sprawia, że boi się już zaufać. Zapewne domyślacie się, że Daniel będzie próbował zdobyć jej serce, ale jak otworzyć je przed kimś, kto już raz cię zranił.

„Nasza melodia” na swoich kartach skrywa przejmującą historię, która jestem tego pewna, skradnie serce każdego, kto po nią sięgnie. Poznacie w niej kobietę i mężczyznę, którzy, tak jak my wszyscy pragną kochać i być kochanymi, ale doświadczeni przez przeszłość boją się tę miłość zarówno przyjąć, jak i ją okazywać. Na naszych oczach rozgrywa się pełna namiętności i pożądania swego rodzaju gra między Ritą i Danielem, dla której najpotężniejszym przeciwnikiem jest rozum. Czytelnik niemalże namacalnie odczuwa targające nimi emocje toczące walkę serca i rozsądku.

Oczywiście kibicujemy ich szczęściu bardzo mocno i chcielibyśmy, aby byli ze sobą, ale Ania Dąbrowska, za co bardzo jej dziękuję doskonale rozumie i wie, że w sprawie uczuć nie należy niczego przyspieszać, ani na nic naciskać. Trzeba być cierpliwym i dać sobie czas. I ona ten czas swoim bohaterom dała. Mimo że w książce nie brakuje pikantnych dwuznaczności między nimi, to jednak wszystko dzieje się we właściwym sobie tempie z ujmującą delikatnością i wrażliwością. A co z tego wyniknie, musicie już przekonać się sami, sięgając po książkę, do czego gorąco Was zachęcam.

Moi kochani, jak wspomniałam we wstępie recenzji, jest to już ostatnia część cyklu "Płomienie". Z ogromnym żalem żegnam się z jego bohaterami, gdyż śmiało mogę powiedzieć, że ma on swoje miejsce w moim sercu. Ogromnie się cieszę, że w tej części autorka jeszcze raz dała nam, jego wielbicielom możliwość spotkania się z pozostałymi członkami zespołu i sprawdzenia, co teraz u nich słychać. Muszę Wam jednak powiedzieć, że okoliczności, jakie temu spotkaniu towarzyszyły, sprawiły, że moje serce na dłuższą chwilę przestało bić. Nie powiem nic więcej. Musicie koniecznie sami przeczytać tę książkę, jak i cały cykl, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście.

Zachęcam także do zapoznania się z moimi recenzjami wcześniejszych odsłon cyklu:


Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Novae Res, za co bardzo dziękuję.